Google+ Followers

niedziela, 27 stycznia 2013

Dwadzieścia.

- Nic nie rozumiem. Powiesz wszystko od początku, tylko tym razem, proszę cię, oddychaj. - Powiedziała powoli Nathalie, na co Alec wydał z siebie ciche prychnięcie. Blondyn usiadł naprzeciwko dziewczyny przy stole i założył ręce na piersi. Opowiedział jej wolno całą historię omijając fakty, które w pewnym sensie mogły go upokorzyć. Powiedział, że Ayo wiedziała, kiedy będzie chciał skłamać i że Drake pokazała mu coś, żeby go uspokoić.
      Siostry wiedziały o wiele więcej niż grupa Upadłych. Wiedziały co Jaye może robić w danej chwili i co zamierza zrobić, ale Alec wszystko zepsuł atakując Drake. Nie mógł więcej do nich zadzwonić, bo gdy tylko usłyszą jego głos będą musiały go zabić. Gdy ktoś raz zaatakuje siostry nie zostanie zbawiony - tego ich od zawsze uczył Eric, ale siła, którą w sobie poczuł w tamtej chwili. To było coś więcej niż złość, to było coś na kształt jakiejś magicznej kuli, która w nim buzowała i po chwili po prostu zniknęła. Nie wiedział co się dzieje, ale nie był pewien czy chce wiedzieć. Już i tak miał dosyć sporo problemów na głowie, nie chciał z własnej głupoty zniszczyć sobie umysł.
- Nie. To niemożliwe, żeby Jaye wstąpiła do Łowców. - Stanowczo zaprzeczyła Nathalie i spojrzała się na Aleca, czekając na jego reakcję. Blondyn jednak już się pogodził z faktem, że ją stracił. Dosadnie dała mu do zrozumienia, żeby jej nie szukał, jednak on chciał. Pragnął ją znaleźć, żeby powiedziała mu to wszystko prosto w oczy, dopiero wtedy mógł odejść i tak by o tym zapomniał. Z jednej strony dobrze by się stało, gdyby to wszystko po prostu ulotniło się z jego umysłu. Nie męczyłby się tak bardzo, kryjąc uczucia, którymi darzył Jaye, z drugiej jednak była dla niego zbyt ważna, żeby ot tak po prostu sobie z niej rezygnować.
- Pomogę ci ją znaleźć, Alec. - Szepnęła Nathalie i spojrzała się w jego oczy. - Chcę, żebyś był szczęśliwy, a ona sprawiała, że nie przestawałeś się uśmiechać. Pamiętać jak byłeś we mnie zakochany? - Alec delikatnie pokiwał głową i usiadł z powrotem na krześle. - A pamiętasz jak wyznałeś mi miłość, a ja ci powiedziałam, że nic a nic do ciebie nie czuję? Bawiłam się tobą, chciałam zobaczyć ile zdołasz dla mnie poświęcić. Byłeś moją domową marionetką i czułam się dobrze... Tak, czułam się bardzo dobrze mogąc ciągnąć za sznurki. Miałam władzę, a wiesz dobrze, że nie jestem człowiekiem, który służy komuś innemu. Od zawsze to ja miałam być na pierwszym miejscu. Myślisz, że dlaczego wybrałam Erica, a nie ciebie? Z nim mogłam być kimś więcej, a przy tobie byłabym służącą miłości. - Alec spojrzał się pytająco na dziewczynę, która była bliska płaczu. Blondyn nigdy nie widział, żeby dziewczyna okazywała jakiekolwiek inne emocje niż złość. Być może była zamknięta w sobie albo po prostu bardzo dobrze udawała władcę. Alec nigdy nie był pewien czego może się po niej spodziewać i to mu się w niej podobało. Fakt, że w każdej chwili go czymś zaskakuje. W jednym momencie jest potulna jak baranek, w innym atakowała go jak tygrysica.
- Dziękuję. - Odparł Alec, nie wiedząc, co jeszcze mógłby jej powiedzieć. Mógłby na nią naskoczyć. Powiedzieć jej wszystko o czym myślał przez te wszystkie lata, ale nie. Bo dla niego to wciąż była ta sama Nathalie, po której nie można się niczego spodziewać.
     Przewróciła poduszkę na zimną stronę i przyłożyła do niej policzek. Była bliska ponownego uśnięcia, gdy ktoś bezczelnie uderzył w drzwi. Nie miała ochoty nikogo widzieć. Chciała być sama, ale najwyraźniej ktoś za drzwiami bardzo nalegał na jej towarzystwo.
    Podniosła się niechętnie z łóżka i założyła szlafrok, który leżał na ziemi. Wczoraj była zbyt zmęczona, żeby gdziekolwiek go powiesić. Podeszła do drzwi zawiązując sznurek od szlafroka i przekręciła gałkę drzwi.
- Artur? - Szepnęła zszokowana i zamknęła szybko drzwi, przekręcając je na klucz.Oddychała szybko i nierównomiernie, siedząc pod drzwiami. Zastanawiała się skąd on wiedział, gdzie ją szukać. Nikt nie wiedział w jakim hotelu jest, nikt oprócz jej rodziny i Cam nie wiedział nawet, że jest w mieście. Najwyraźniej Artur musiał ją gdzieś zauważyć i śledzić, według Jaye nie było innego rozwiązania.
- Otwórz te cholerne drzwi. Nie zrobię ci krzywdy, Jaye. - Jej imię wyszeptał i mocno uderzył pięścią w miejsce nad klamką. Blondynka wstała spod drzwi i uchyliła je lekko, robiąc wystarczającą szparę, żeby zobaczyć każdy jego ruch.
- Skąd niby mam pewność? Chciałeś mnie zastrzelić. - Syknęła w jego stronę i spojrzała prosto w jego oczy. Artur lekko się wzdrygnął i podszedł do drzwi. Jaye przymknęła je szybko i nasłuchiwała, co robi Artur. Chłopak usiadł pod ścianą i powiedział:
- Nie chciałem tego robić. Nie chciałem też cię wtedy uderzyć. Jesteś dla mnie wszystkim, Jaye. Myślisz, że zdołałabyś stłuc swoją ulubioną porcelanową laleczkę? - Jaye uśmiechnęła się lekko - Jesteś taką moją laleczką. Kocham cię i nigdy nie zrobiłbym ci nic złego. Wtedy, w Paryżu, to nie byłem ja. Wtedy, kiedy on... Kiedy pierwszy raz cię uderzyłem to też nie byłem ja. Może i nie jestem najbardziej błyskotliwym człowiekiem na ziemi i nie jestem taki jak twój blondynek, ale kocham cię i wiem, ze ja, ten prawdziwy Artur, nigdy nie zrobiłbym ci krzywdy, laleczko. Popatrz tylko, kto cię znalazł pierwszy, ja czy ten twój lovelas? Bo nie widzę go tu. Stoję tylko ja i błagam cię o przebaczenie. Chcę chociaż zobaczyć twoją twarz, chcę usłyszeć twój głos, bo to, że się mnie boisz to jest najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek mógłbym znieść. - Jaye uchyliła lekko drzwi i spojrzała na Artura. Siedział skulony przy ścianie i wpatrywał się w swoje kolana. Nagle podniósł głowę i uśmiechnął się delikatnie do blondynki.
- Laleczko... - Szepnął i wstał z ziemi. Jaye otworzyła szerzej drzwi i zaprosiła go do środka.

~*~


- Nie możemy tego zrobić, Cam. - Powiedział twardo Paul i usiadł na kanapie w salonie. Camille była prawie pewna, że nie będzie łatwo, fakt, że wczoraj musiał znowu rozmawiać o swojej matce nie pomagał nikomu. Dziewczyna słyszała jak w nocy Paul chodził w tę i z powrotem po całym domu i pewnie wszystkich obudził, ale nikt nie miał na tyle odwagi, żeby mu zwrócić uwagę. Kiedy w grę wchodziła jego matka, zamykał się w sobie. Istniał tylko sam dla siebie i nawet jeśli ktokolwiek chciałby z nim porozmawiać, on nawet na niego nie patrzył Potrafił przez kilka godzin wpatrywać się w jeden, martwy punkt i nie przejmować się żadnym hałasem. Camille wiedziała, że Paul jej nigdy nie wybaczył, choć on sam nigdy tego nie przyznał.
- A co jeżeli możemy? Nie sądzisz, że mamy taki obowiązek? - Syknęła Camille i ruszyła do swojego pokoju, zrzucając przy tym wazon z półki. Miała dość jego humorków. Wszyscy musieli to znosić, ale jemu było to obojętne. Potrafił siedzieć przy stole naprzeciwko Camille i wręcz zabijać ją wzrokiem. Czasami jakby od tknięcia różdżki zapominał i uśmiechał się, a wtedy cały mur, który zbudowała Camille zmieniał się w ruinę. Wystarczył jego uśmiech, jego spojrzenie, żeby jej dusza stała się jego, a jej serce rozprysło się na miliony kawałków. Za każdym razem on zostawiał u siebie jeden kawałek i jej serce nie będzie już nigdy w takim samym idealnym stanie jak na początku. Jej dusza tęskniła, a serce płakało krwią. Chciała choć raz ujrzeć w jego oczach miłość, nie tylko nienawiść, którą tak bardzo jej okazywał. Kiedy byli sami, nie odzywał się do niej, kiedy znajdowali się w towarzystwie potrafił nawet położyć dłoń na je ramieniu. Wczoraj dal nawet małe przedstawienie, kiedy opowiadał co zrobił. Dotknął jej ramienia. Wiedział, ze  ten sposób nie da jej racjonalnie myśleć. Będzie potakiwała, przyznałaby się nawet do morderstwa, gdyby mogła przez wieczność czuć jego dotyk na swojej skórze. Zrobiłaby wszystko niezależnie od ceny, żeby Paul przestał ją nienawidzić, ale prawda była taka, że żadna cena nie jest w stanie zwrócić mu matki, która była dla niego wszystkim. Tęsknił za nią każdego dnia coraz mocniej. Nie potrafił znieść myśli, ze już nigdy nie zobaczy jej twarzy. Żeby zatuszować jej morderstwo Cassandra musiała spalić całe mieszkanie. Paul nie zdążył zabrać ze sobą żądnej rzeczy należącej do niej. Wszystko spłonęło w magicznym ogniu nienawiści i poczucia winy. Czasami wydawało mu się, że nie pamięta nawet jej twarzy. Potrafił zapamiętać jej oczy. One były czymś, czego żaden człowiek nie potrafił zapomnieć. Były zielono-niebieskie i potrafiły przejrzeć każde jego słowo na wylot, ukarać go i pochwalić. Były jego i on je kochał, jak nic innego. Od zawsze bał się, że może stracić jedyną osobę, która go wspierała i stało się tak w najmniej oczekiwanym momencie. Jedyną rzeczą, która mu po niej została był jej obraz w głowie, który stawał się z każdym dniem mniej wyraźniejszy - tak jakby ktoś magiczną gumką zmazywał codziennie jeden element z jej postaci. Bał się, ze pewnego dnia zostaną tylko oczy, które i tak znikną.
- Camille? - Szepnął w stronę zamkniętych drzwi od jej sypialni. Przeklął się w duchu za to, ze tak bardzo na nią naciskał. Nie lubił jej oskarżać, bo wiedział, że ona nie jest niczemu winna, ale bał się, że kiedy przestanie to robić stanie się jasne, że to wszystko było jego winą. Nie chciał dopuścić do siebie tej myśli, dlatego udawał, ze wszystko jest całkowicie dobrze, gdy tą winną jest Camille.
- Ca.. - Nie zdołał skończyć, kiedy usłyszał skrzypienie otwierających się drzwi. Zobaczył blondynkę z rozmazanym tuszem pod oczami, która wciąż nie przestawała płakać. Zabolało go coś w środku. Nigdy nie widział jak płakała i to jeszcze z jego powodu.
- Nie zabiłam twojej matki. - Syknęła Camille, a kiedy Paul chciał coś powiedzieć przerwała mu ruchem ręki i powiedziała:
- Naprawdę wolałabym być Upadłym Aniołem, gdybyś w ten sposób przestał mnie nienawidzić. - Paul chwycił jej dłoń i delikatnie pocałował jej palce.
- Wiem, Camille. Doskonale o tym wiem. - Blondynka uśmiechnęła się do niego i otworzyła szerzej drzwi do swojego pokoju. Paul wszedł niepewnie do jej pokoju. Bardziej spodziewał się czerni i czerwieni niż brązu i jego odcieni. Uśmiechnął się w stronę dziewczyny o i rozejrzał dookoła. Pokój był nieco większy niż jego i ściany były pomalowane na beżowo. Na oknach wisiały białe firanki i kawowe zasłony z białymi paskami. Łóżko znajdowało się w małej wnęce w ścianie pomalowanej na ciemnobrązowy kolor, który wyróżniał się na tle reszty pokoju. Wokół łóżka były rozłożone trzy, słomiane dywaniki. Przed łóżkiem stał stoliczek, na którym leżało kilka książek o miłości, wszystkie tego samego autora. Na szafeczce nocnej leżał pomarańczowy budzik i brązowa, matowa lampka. Jeśli Paul miałby możliwość zamienienia się z nią sypialniami z całą pewnością by to zrobił. Pokój prezentował się na tyle dobrze, że chłopak był w szoku, że mieszka tu dziewczyna, która jeździ na motorze i maluje usta czerwoną szminką. Bardziej spodziewał się takiej aranżacji pokoju po jej sąsiadce - Ashley, która uwielbiała w spokoju czytać romanse i harlekiny.
Usiadł na łóżku i spojrzał na dziewczynę, która skierowała się w stronę łazienki w celu ogarnięcia makijażu.
    Po pięciu minutach wyszła z łazienki ubrana w skórzaną spódnicę i bordową koszulę zawiązaną w supełek w pasie. Na nogi ubrała bordowe vans i pociągnęła Paula za rękę w stronę wyjścia z pokoju.
- Gdzie idziemy? - Spytał Paul i otworzył przed Camille drzwi wyjściowe z domu. Dziewczyna wsiadła do srebrnego mustanga i uśmiechnęła się szeroko do Paula, który wskoczył do auta zaraz za nią.
- Idziemy opowiedzieć wszystko Jaye i przekabacić ją na naszą stronę. - Paul uśmiechnął się i odpalił silnik, ruszając wzdłuż drogi głównej.

~*~


       Wpatrywała się w jego niebieskie oczy i nie wiedział co powiedzieć. Oczywiście, że był dla niej ważny, w końcu kiedyś łączyło ją z nim coś więcej niż przyjaźń i być może, kiedy ją uderzył nie wiedział co robi, ale to nie zmienia faktu, że to zrobił, a ona o tym nie zapomni. Nie jest robotem, nie potrafi wykasować sobie pamięci, nawet jeśli bardzo by chciała. Dopóki w jej życiu nie pojawił się Alec wszystko było wspaniale, tak jak sobie wymarzyła jako mała dziewczynka. Była najpopularniejsza w szkole i skończyła ją z wyróżnieniem, miała wspaniałego chłopaka i była po prostu szczęśliwa. Teraz nie miała nic i pomieszkiwała w hotelu, bo rodzina wyrzuciła ją z domu.
- Czemu nic nie mówisz? - Spytał cicho Artur i podszedł do niej. Jaye odsunęła się delikatnie i powiedziała:
- Przyszedłeś, powiedziałeś, co myślisz i ja mam ci po prostu uwierzyć? Uderzyłeś mnie, zastraszałeś i chciałeś mnie zabić, to nie są rzeczy, które są do wybaczenia od tak po prostu. nie zabrałeś mi grabek, chciałeś zabrać mi życie.
- Przeprosiłem już za to, do jasnej cholery, Jaye. - Blondynka prychnęła i głową wskazała mu drzwi. Zastanawiała się teraz, dlaczego w ogóle go wpuściła. Owszem, brakowało jej miłości, współczucia, ale nie w takiej postaci. Nie myślał chyba, że Jaye porzuci wszystko, złamie wszystkie zasady moralności,które kiedykolwiek powstały na świecie i najnormalniej w świecie rzuci mu się w ramiona, mówiąc mu jak bardzo go kocha. Jaye zaśmiała się głośno i podeszła do drzwi, szeroko je otwierając. Artur zrzucił zegarek z szafki nocnej i wyszedł z pokoju, ostatni raz patrząc Jaye prosto w oczy. Blondynka uśmiechnęła się szeroko i krzyknęła za nim:
- Prześlę ci rachunek za ten zegarek! - Artur pokazał dziewczynie środkowy palec i skręcił na schody, z których chwilę później dobiegł krzyk jakiejś dziewczyny wściekłej prawdopodobnie na Artura za to, ze wylał jej kawę na bluzkę. Jaye zamknęła drzwi i położyła się z powrotem do łóżka, jednak nie było jej dane długo pospać, ponieważ po chwili usłyszała głośne stukanie w drzwi. Westchnęła głośno i ruszyła z powrotem w stronę drzwi, otwierając je wolno i mówiąc:
- Czego znowu? - Jaye spojrzała po raz drugi na mężczyznę, który zdecydowanie nie był Arturem i odchrząknęła mówiąc cicho "przepraszam".
- Noo! Tak lepiej! - Krzyknęła Camille i mocno uścisnęła Jaye. Wyższa blondynka spojrzała na swoją przyjaciółkę i głośno się zaśmiała. Na bordowej koszuli widoczna była mokra plama od rzekomej kawy, którą rozlał na niej Artur.
- A więc ten dupek był od ciebie? - Jaye pokiwała twierdząco głową i usiadła na łóżku, nadal śmiejąc się do rozpuku. Spojrzała na swoje towarzystwo, ale najwidoczniej tylko ją to śmieszyło, bo reszta wpatrywała się w nią jak na chorego psychicznie, który zbiegł z wariatkowa.
- Tak,mój były chłopak. - Powiedziała Jaye, akcentując słowo 'były'. Uśmiechnęła się szeroko i pokazała dwójce kanapę naprzeciwko jej łóżka. Camille rozsiadła się na jednym, a Paul na drugim, a Jaye podejrzliwie spytała:
- Skąd wiedzieliście, że jestem tu zameldowana? - Camille zaśmiała się cicho i spojrzała na Paula, który lekko zaczerwieniony powiedział:
- Mamy magów w swoich progach, kazaliśmy mu powiedzieć, gdzie jesteś.
- A akurat wtedy byłaś... - Nie dokończyła zdania tylko głośno wybuchnęła śmiechem - Pod prysznicem! - Camille rechotała jak głupia, aż w końcu Paul zrzucił ją z fotela. Nie zachęciło jej to do tego, aby przestać się śmiać! Śmiała się tak głośno, że ludzie z sąsiednich pokoi stukali w ściany. Camille po około dwóch minutach uspokoiła się i usiadła z powrotem na fotel, mówiąc:
- Najlepsze jednak było to, że śpiewałaś pod tym prysznicem! - Paul szturchnął ją w ramię, posyłając znaczące spojrzenie, podczas gdy Jaye prawie spaliła się ze wstydu. Nigdy nie sądziła, że zostanie złapana na tym, jak śpiewa sobie pod prysznicem, a już na pewno nie przez jakiegoś obcego maga.
- Mieliśmy jej tego nie mówić. - Szepnął Paul, uśmiechając się pocieszająco do Jaye, która cała czerwona siedziała na łóżku i wpatrywała się w Camille.
- No przepraszam bardzo, ale to jest moja przyjaciółka! Powinna o tym wiedzieć!- Paul uśmiechnął się przepraszająco do Jaye i trzepnął Camille w tył głowy, przywołując ją tym samym do porządku.Camille jednak nie widziała w swoim zachowaniu niczego, co mogłoby wzbudzać jakiekolwiek wątpliwości, co do jej stanu psychicznego, więc po prostu śmiała się dalej, tym razem jednak nic nie mówiąc.      Jaye spojrzała się na Paula, który jeszcze przez chwilę wpatrywał się w Camille, która najwyraźniej nic nie robiła sobie z tego, że ktoś może wziąć ją za nienormalną i robiła ślady palcami na szklanym stoliku. Paul otrząsnął się po chwili i uśmiechnął do Jaye.
- No… Więc już wiesz jak cię znaleźliśmy. – Chłopak odchrząknął cicho i spojrzał na puchate kapcie Jaye znajdujące się kolo jej stóp. Dziewczyna usiadła na łóżku i skuliła nogi pod siebie, nie odrywając wzroku od chłopaka.
- Paul, wyduś to z siebie, do jasnej cholery. – Powiedziała Camille i wyprostowała się na fotelu, wpatrując ię w chłopaka, który tylko przelotnie na nią spojrzał i wrócił do wpatrywania się w kapcie.- Co masz z siebie wydusić? – Spytała Jaye i wstała z łóżka, kierując się w stronę swojej walizki. Wyciągnęła z niej kilka kartek i łańcuszek z breloczkiem. Podeszła do Paula i pokazała mu to, pytając:
-Wiesz co to jest? – Paul pokiwał przecząco głową, ale w tym samym momencie Camille wyrwała się z fotela i podeszła do Paula, wyrywając mu bransoletkę z ręki.
- Ja wiem co to jest. – Powiedziała Camille i odczepiła jedną zawieszkę. Położyła ją na stole i schyliła się nad nią, lekko muskając ją kciukiem. Jaye spojrzała się na Paula, który przyglądał się uważnie Camille. Chłopak wiedział, co robi – próbowała porozumieć się z kimś, kto zginął przez tą zawieszkę. Pod nosem wypowiadała czar porozumienia, który magowie stosują tylko podczas wyjątkowych sytuacji. Najwyraźniej według Camille to była takowa sytuacja.
      Camille nagle wstała od stołu i spojrzała na Jaye, która stała oszołomiona i oczekiwała ruchu od przyjaciółki.
- Czy ci dwaj przystojni kolesie to byli twoi bracia? – Jaye westchnęła głośno i pokiwała twierdząco głową, siadając na łóżku. Spodziewała się po niej czegoś więcej niż gadania o jej braciach. Miała dość samego myślenia o nich, a co gorsza mówienia z kimkolwiek. Zaraz, zaraz… Jaye spojrzała się na Camille i spytała:
- Widziałaś ich? – Camille uśmiechnęła się szeroko i przypięła zawieszkę z powrotem na łańcuszek.
- Ba! Rozmawiałam z nimi. Damien mówi, że wyglądasz okropnie w tych włosach. – Jaye prychnęła cicho, ale w głębi duszy cieszyła się, że jej bracia wcale nie mają się źle, gdziekolwiek teraz są. Cieszyła się, że chociaż Camille miała okazję z nimi porozmawiać, bo jak z góry osądziła, ona nie potrafi czarować i nie ma na to nawet krzty szansy.
- A tak w ogóle to od kiedy z Adama takie ciacho?! – Wykrzyknęła zszokowana Camille i oparła głowę o ścianę, stając przy Paul’u. Jaye zaśmiała się cicho, kiedy zobaczyła rozmarzenie w oczach przyjaciółki i zwinęła do kieszeni szlafroka łańcuszek bransoletki.
- Mogłam się nie wyprowadzać. Widzisz Paul? Dzisiaj byłabym już po ślubie z bratem Jaye, a tak to dupa blada. Kupię sobie koty i będę siedziała ci do końca życia na głowie. – Paul zaśmiał się razem z Jaye i szeroko uśmiechnął się w stronę Camille, która trzymała dłoń na jego ramieniu.
- Śmiało. – Odparł chłopak i spojrzał się na Jaye – Jeśli kupisz kota to też możesz siedzieć mi na głowie.
- Jaye ma uczulenie, więc nie może należeć do naszego klubu. – Jaye zaśmiała się głośno i założyła kapcie na bose stopy.


~*~


- I niby jaki masz plan? – Spytał sarkastycznie Samuel i spojrzał się znad stołu na Aleca, który siedział na ziemi i przyglądał się od pół godziny mapie Mediolanu.
- Przymkniesz się? – Syknął Alec i przyciszył go ruchem dłoni. Samuel przewrócił teatralnie oczami i upił łyk kawy ze swojego fioletowego kubka.- Mam! – Krzyknął Alec po chwili i spojrzał się na Samuela, wskazując jedno małe miejsce na mapie. Samuel podszedł bliżej, a kiedy zobaczył nazwę ulicy, rozłożył ręce i powiedział:
- Na mnie nie licz. Nathalie pewnie się zgodzi. – Alec zebrał mapę i pobiegł w stronę pokoju Nathalie, która siedziała sobie spokojnie przy biurku i rysowała




___________
BLOGSPOT SZALEJE I ZMIENIA CZCIONKĘ. #PRZEPRASZAM.

CZYTASZ=KOMENTUJESZ




4 komentarze:

  1. Cóż ja i Camille mamy taką samą przyszłość. :D
    Znajdzie ją zanim będzie za późno. Wiem to, tak musi być. Nathalie mu pomoże ją znaleźć. Nawet zaczynam ją lubić, coraz bardziej lubić. No chyba, że wywinie jakiś numer, to niech ją szlag!
    Czemu Samuel nie chce iść na tamtą ulicę? To mnie dręczy i mam nadzieję, że m i to wyjaśnisz w następnym, bądź za kilka odcinków. Maja się one pojawić jak najszybciej! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. JOL,JOL! HA CO JA MAM TU DO GADANIA....Epickie i tyle *.* i shippuje Jamille xxx Camille moim Bogiem ! LOVE U ~Camille

    OdpowiedzUsuń
  3. hckushfviugvadhgviubhdrugibhdsjzbheruihguie Fascynujący rozdział !

    OdpowiedzUsuń