Google+ Followers

piątek, 26 października 2012

Cztery.

    - Wcale nie. Wcale nie. - Przedrzeźniała Aleca, kierując się w stronę wielkiego, diabelskiego koła. Kiedy już miała wciskać bordowy guzik, odwróciła się na moment, żeby zobaczyć, gdzie tak naprawdę jest, ale nic  nie przychodziło jej do głowy. Żadne konkretne miejsce, które mogłoby się z czymś kojarzyć. Żadne wspomnienie, żadna myśl. Totalna pustka w głowie. Kiedy wpatrywała się w stoiska, zobaczyła, że przy jednym stoi Alec i opiera się o wielkie drzewo. Trzymał ręce w kieszeniach i miał irytująco seksowny wzrok. Chłopak, który byłby spełnieniem marzeniem każdej dziewczyny wpatrywał się w Jaye z uśmiechem na twarzy. Gdyby nie fakt, że Alec był kompletnie obcy dla dziewczyny i ją denerwował, mógłby się wydawać miły i atrakcyjny.
- Przycisk. - Otrząsnęła się i mocno wcisnęła guzik.
      Otworzyła oczy i ujrzała Artura, który właśnie pakował ją do szkoły. Przetarła delikatnie oczy i jedyne, co zdołała powiedzieć to krótkie:
- Muszę siku.

      Jaye rzuciła się na Eleanor w tym samy momencie, w którym ona zamykała swoją szafkę. Od dziecka uczono ją, że nie można skakać przeciwnikowi na plecy, bo jest to wtedy niesprawiedliwa walka, ale mało ją ta zasada obchodziła w momencie zaczęcia kłótni. Rzuciła jej ciałem o ziemię z niewyobrażalną siłą, która nagle w nią wstąpiła. Być może rozwaliłaby jej głowę, gdyby się za  nią nie chwyciła, ale przygwoździła jej ręce kolanami, żeby nie mogła uciec.
- Nigdy więcej nie nazwiesz mojej babci starą wiedźmą! - Krzyknęła i uderzyła ją pięścią w twarz. Usłyszała pęknięcie kości, a następnie prysnął na nią spory strumień krwi. Spojrzała na swoją białą bluzkę, która teraz była cała obryzgana czerwoną cieczą i wściekła rzuciła się z pięściami na Eleanor.
- Przepraszam, Jaye. - Blondynka zeszła z dziewczyny, w momencie, w którym wyrywała się, aby pobiec prosto do toalety, trzymając się za nos.  Po chwili podbiegł do Jaye Artur i powiedział:
- Myślałem, że nienawidzimy twojej babci.
- Tak, ale to nie zmienia faktu, że należy do rodziny. - Strzepnęła jego rękę z ramienia i ruszyła w stronę stołówki, chwytając po drodze swoją torbę.

     Wróciła do domu przed osiemnastą, więc szybko się ogarnęła i założyła dres. Włączyła soundtrack Grease i zaczęła śpiewać pod nosem. Od dziecka uwielbiała ten musical, więc znała wszystkie teksty piosenek na pamięć. Nagle usłyszała cichy śmiech i odwróciła się z wycelowaną suszarką. Naprzeciw niej stanął uśmiechnięty Alec, który od razu położył się na łóżku.
- Naprawdę? Chciałaś bronić się suszarką? - Zadrwił blondyn i rozłożył się na pościeli. Jego marchewkowy podkoszulek opinał ramiona, a czarne szorty w całej okazałości ukazywały umięśnione nogi.
- Nie gap się tak. - Powiedział z uśmiechem na twarzy i zarzucił włosy na bok. Jego włosy w świetle padającym przez jedno, duże okno w pokoju Jaye miały kolor złocisty, a jego oczy były granatowe, a ie czarne.
     Dziewczyna odwróciła się w stronę lustra i zaczęła nucić pod nosem You're the only that i want. Jaye udawała, ze wcale a wcale nie czuje na sobie wzroku blondyna, ale po chwili stało się to uprzykrzające. Nie powiedziała jednak nic, bo bała się, ze może się wygłupić, bo Alec wcale nie wpatrywał się w nią.
- Masz ładne włosy. - Usłyszała jego głos i zaśmiała się głośno.
- Nie gap się tak. - Powiedziała i zamknęła za sobą drzwi łazienki.

     Wyszła z toalety uczesana w wysokiego kucyka i uśmiechnęła się do Aleca, który siedział przy laptopie.
- Skąd znałeś hasło?! - Krzyknęła oburzona, a Alec uśmiechnął się drwiąco i powiedział:
- No wiesz, twoje imię to nie jest zbyt skomplikowana blokada. - Dziewczyna prychnęła i w duchu obiecała sobie, że  w najbliższym czasie zmieni hasło na coś bardziej skomplikowanego. Nie chce przecież, żeby każdy przystojny i bystry chłopak miał łatwe wejście do jej komputera. Żadna dziewczyna tego nie chciała. Nie wiadomo co każdy trzyma w swoim komputerze...
- Słyszałem o twojej dzisiejszej bójce. - Mruknął i wyłączył laptopa, obracając się na obrotowym krześle. Zatrzymał się na wprost dziewczyny i z uśmiechem na twarzy, powiedział:
- Złamałaś jej nos, musisz mieć niezły cios. - Dziewczyna odtańczyła w duchu taniec zwycięstwa i pogratulowałam sobie 5 lat treningów boksu. Wzięła książkę do ręki i zaczęła czytać, ale nie potrafiła się skupić na literkach, które według niej nie układały się w żadną logiczną całość.
- A, więc teraz nie będziesz na mnie patrzyła? - Spytał Alec i usiadł koło niej na łóżku. Osłupiała z wrażenia, ze taki arogancki i bezczelny chłopak może mieć uczucia. To znaczy, wiedziała, ze je ma, bo każdy człowiek je posiada, ale nie sądziła, że może być czuły albo coś w ten deseń.
- Ha! Podobam ci się! - Krzyknął zadowolony z siebie Alec. No i czar prysł skarciła go wzrokiem i powiedziała:
- Tępak. - Alec zaśmiał się pod nosem i położył się wygodniej obok blondynki.
- Tylko na tyle cię stać? Wiem, ze masz w zanadrzu jeszcze kilka określeń. masz 20 sekund. - Dziewczyna spojrzała się na niego jak na idiotę i zaczęła mówić:
- Piękniś, narcyz, wygodnicki i wszędobylski ponurak, który uważa się za Boga...
- Hej! - Przerwał jej nieco urażony chłopak, który wydawał się nieco zszokowany faktem, że dziewczyna naprawdę miała zamiar przez najbliższe dwadzieścia sekund go obrażać.
- Mam jeszcze 15 sekund. - Powiedziała i zaczęła wymieniać dalej:
- Arogant, chamidło, prostak, osioł, gałgan, kutafon, chwalipięta, przylepa, tuman, tupeciarz.
- KONIEC! - Krzyknął Alec, a dziewczyna sarkastycznie mruknęła:
- Nie spodziewałeś się, ze blondynka może mieć taki zasób słów? - Alec zaczerwienił się, a Jaye odłożyła książkę i położyła się plecami do niego. Po chwili odpłynęła, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, ze została opatulona przez Aleca.

- Nie możesz się w niej zakochać! - Usłyszała donośny krzyk Erica i głośny trzask. - To jest nasza ofiara, Alec. - żałosny głos Erica potrafił wzbudzić żal i współczucie w innym człowieku, ale wystarczyło, zrobić coś nie po jego myśli i objawiała się jego prawdziwa natura.

Przebudziła się gwałtownie i ujrzała pusty pokój. Spojrzała za okno - było już jasno, a więc Jaye domyśliła się, że niedługo przyjdzie Artur i po raz ostatni wspólnie skierują się w stronę liceum. Zadzwonił budzik, więc szybko wcisnęła odpowiedni guzik i ruszyłam w stronę łazienki. Spojrzała w lustro, na którym przylepiona była karteczka z napisem:

Miło było słyszeć swoje imię od śpiącej osoby :)

Zawstydziła się i wyrzuciła kartkę do śmietnika. Uczesała się w wysokiego kucyka i założyła letnią sukienkę i czarne, zakryte buty na koturnie. Wyszła z toalety w tym samym momencie, kiedy do jej pokoju wchodził Artur w białej koszuli, zapinanym sweterku indygo oraz w spodnie od garnituru. Chwyciła czarną torebkę i razem z Arturem ruszyli do szkoły po odbiór dyplomów. 

-Nareszcie koniec! - Krzyknęła, a Artur głośno się zaśmiał. Odebrała dyplom i zostawiła za sobą cała przeszłość. Zaczynała nowe życie z cudowną osobą u boku. W sumie pewnego dnia mogłaby zatęsknić za murami tej szkoły, ale na tę chwilę czuła jedynie ulgę, że nareszcie wszystko się skończyło. Mogła cieszyć się wakacjami dopóty nie znajdzie kolejnej zawieszki - jeżeli takowa jest. W ostatnim czasie nie dostawała żadnych dreszczy ani innych ataków, więc miała nadzieję, że nie powrócą.
     Po dziesięciu minutach spaceru doszli pod dom dziewczyny i pożegnała się ze swoim chłopakiem. Oczywiście nie było nikogo w domu, więc puściła głośno muzykę i rzuciła się na łóżko, żeby trochę odpocząć przed imprezą na plaży. Usłyszała skrzypienie drzwi i czyjeś kroki. Jaye zawsze miała cichą nadzieję, że złodziej po prostu wejdzie, zabierze co jest cenne i wyjdzie, nie zabierając jej kosmetyków. Nie miała ochoty reagować, bo mogłoby się to źle skończyć, ktoś jednak miał dziwne poczucie humoru i z głośnym krzykiem rzucił się na łóżko, z którego natychmiast wyskoczyła. Kiedy spojrzała po raz drugi ujrzała roześmianego Aleca.
- Znowu ty. - Mruknęła i westchnęła głośno na znak dezaprobaty jego niespodziewanej wizyty. Alec uśmiechnął się szeroko i po chwili zmarszczył czoło. Podszedł do niej i przyblokował przy ścianie.
- Dlaczego się mnie boisz? - Szepnął i pogłaskał Jaye po policzku. 
- Nie boję się... Ciebie. - Odpowiedziała, choć czuła coś kompletnie innego. 
- To dlaczego trzęsą ci się ręce? - Spytał głośniej i wrócił na łóżko. Spojrzała na niego i poczuła jak fala gorąca zalewa jej ciało. Miała przeogromną ochotę położyć się obok niego i zasnąć w jego umięśnionych ramionach, ale dobrze wiedziała, że nie jest to możliwe, a na pewno nie teraz, gdy jest po prostu szczęśliwa z Arturem, a Alec wydawał jej się trochę przerażający i niebezpieczny zarazem.
- Dobra, twój wzrok robi się nieco przerażający. - Powiedział Alec i spojrzał na blondynkę tymi swoimi czarnymi oczami, które teraz wydawały się nieco granatowe. Kiedy blondyn spostrzegł, ze dziewczyna przygląda się jego oczom, zamknął je i głęboko odetchnął kilka razy. Jego oczy zrobiły się na powrót czarne jak dwa kawałki węgla. 
- Gdzie się wybierasz? - Spytał, kiedy Jaye wyjmowała z szafki turkusowy strój kąpielowy.
- Nigdy nie byłeś na plaży, żeby się poopalać? - Alec wydawał się nieco speszony pytaniem, na co wskazywały jego lekko zaróżowione policzki.
- Nigdy nie byłeś na plaży!! - Krzyknęła zaskoczona, na co Alec odburknął:
- Byłem.... Z resztą, co w tym wielkiego?! 
- Co wielkiego!? - Spytała oburzona i dopowiedziała - To, że Lazurowe Wybrzeże to najpiękniejsze miejsce na świecie! I ty musisz tam ze mną iść! - Alec zaśmiał się, widząc entuzjazm nabuzowanej pozytywną energią blondynki, a dziewczyna pobiegła do łazienki, żeby się przebrać, ale kiedy założyła strój uświadomiła sobie, że zapomniała wziąć sukienkę. Wyszła, więc w samym stroju i kiedy spojrzała na Aleca, ten zarumienił się i zakrył swoje krocze poduszką. Zaśmiała się i założyła na siebie sukienkę, mówiąc:
- Jeśli już przestałeś się umm... wstydzić to przydaj się na coś i zapnij mi zamek. - Alec wstał z zaścielonego łóżka, strzepując niewidzialny kurz ze swoich spodni i zapiął zamek od sukienki lekko dotykając dłońmi nagich łopatek dziewczyny, którą przeszedł dreszcz, za co natychmiast skarciła się w duchu. nie mogła przecież dopuścić, żeby każdy dotyk obcego dla niej chłopaka wywoływał u niej takie emocje i zachowanie. Jego zimne dłonie delikatnie przejechały po talii Jaye i opadły wzdłuż jego tułowia. Uśmiechnęła się lekko i wykorzystując moment nieuwagi, spytała:
- Dlaczego Eric wybiera sobie ofiary i dlaczego nią jestem? - Alec spojrzał na dziewczynę bardzo uważnie, jakby badając, czy da radę przyjąć do siebie prawdę i powiedział:
- Eric raz do roku losuje imię i państwo. To jego ofiara, ale jedynym haczykiem jest to, że ofiarą zawsze jest kobieta z zielonymi oczami. Więcej nie wiem, przykro mi. - Powiedział i wzruszył lekko ramionami.
- A mógłbyś się dowiedzieć? - Spytała, zapinając łańcuszek na szyi. Alec przejął pałeczkę i jednym zgrabnym ruchem zawiesił jej łańcuszek na szyi.
- Nie, nie mogę.
- No, nic. - Westchnęła żałośnie i nagle krzyknęła:
- Idziemy na plażę!!




wtorek, 9 października 2012

Trzy.

     Minął równy tydzień od znalezienia bransoletki i ataki na chwilę obecną ustały. Za dwa dni kończy się rok szkolny i Jaye była wniebowzięta, że wyjdzie z liceum, które każdego doprowadziłoby do granic wytrzymałości. Usiadła na łóżku i zamknęła oczy. Otworzyła je dopiero, gdy po kilku minutach usłyszała skrzypienie drzwi. W przejściu stał Artur w całej swojej okazałości. Granatowy garnitur idealnie na nim leżał, a on był całkowicie tego świadom. Usiadł koło Jaye i mocno ją objął w pasie. Czuła, ze nie chcę go nigdy opuszczać. Był jak spełnienie najskrytszych marzeń. Wypełniał jej życie w całości, a jego pocałunki były jak jej własna odmiana heroiny.
- Jaye? - Szepnął niesłyszalnie Artur, a ona spojrzała mu się w oczy, delikatnie zagryzając dolną wargę.
- Od kilku tygodni chcę się ciebie o coś zapytać.- Powiedział niepewnie i chwycił dziewczynę za rękę - Zamieszkasz ze mną?-  Jaye zamilkła. Nie wiedziała co powiedzieć, więc milczała i zszokowana wpatrywała się w Artura, czekając, aż on drwiąco się uśmiechnie i powie, ze to był tylko głupi żart. Artur tylko nieśmiało się uśmiechnął, a Jaye nagle ku zaskoczeniu Artura, który podrapał się po głowie, krzyknęła:
- Oczywiście! - Artur odetchnął z ulgą i namiętnie pocałował dziewczynę, która własnie uważała się za najszczęśliwszą osobę na świecie. Artur wiedział, że trzyma teraz w ramionach cały swój świat bez zamiaru puszczenia.
- Umm... Która jest godzina? - Spytała blondynka, a Artur spojrzał na zegarek wiszący na ścianie.
- 18:54. - mruknął i jego ręka powędrowała pod niebieską sukienkę, delikatnie głaszcząc udo.
- Musimy już iść. - Powiedziała, próbując jakoś się wydostać spod Artura, ale wszelkie wysiłki spoczęły na laurach. Po chwili wpadła na genialny pomysł i zaczęła ściągać jego koszulę, a kiedy on zeskoczył z łóżka, żeby ściągnąć spodnie, wyskoczyła i powiedziała:
- Dzisiaj rocznica moich rodziców i dokładnie za 25 minut mamy być w restauracji, więc rusz się z łaski swojej. - Artur zaśmiał się cicho i powiedział:
- Uwielbiam cię taką poważną. - Pocałował Jaye delikatnie w czoło, a kiedy zapinał spodnie, ona rzuciła w niego marynarką. Spojrzała na swój nadgarstek, na którym wisiała bransoletka z śnieżynką. Sama zastanawiała się, dlaczego to nosi, ale faktem było, że wcale jej nie przeszkadzała, wręcz zdążyła się już przyzwyczaić i nie zwracała uwagi na łańcuszek.

      Oplotła spojrzeniem swoich rodziców i całkiem obcych jej ludzi przez nich zaproszonych i przywitała się cicho. Kiwnęła na powitanie swojej babci, lecz ta ignorując wszystkich wokół, zaczęła przeglądać kartę dań. Artur zobaczywszy zaistniałą sytuację objął swoją dziewczynę ramieniem i oboje podarowali rodzicom Jaye drobny prezent rocznicowy.
    Kolacja minęła w miłej atmosferze, aczkolwiek Artur bardziej udzielał się podczas tych jakże miłych konwersacji, które zazwyczaj omijały temat szkoły, szpitalu oraz braku braci Jaye na tej ważnej uroczystości. Jaye w przeciwieństwie do Artura nie miała zbyt wiele do powiedzenia. Znajomi rodziców pytali się o stan jej zdrowia oraz o "felerną" bransoletkę. Za każdym razem Jaye nieśmiało pokazywała dłoń z łańcuszkiem i z dziwnym uczuciem zwycięstwa wpatrywała się w zażenowanie malujące się na twarzach jej rodziców i babci, która zaciekle ją ignorowała i omijała jej wzrok. Jaye nie miała ochoty na rozmowę z tymi wszystkimi ludźmi, którzy patrzyli się na nią jak na jakąś wariatkę, więc cały czas jadła. Napychała usta czymkolwiek się tylko dało, aby tylko nie musieć patrzeć na tych wszystkich ludzi, a co gorsza z nimi rozmawiać. Grzebała widelcem w swoim talerzu, rozgrzebując coraz bardziej spłaszczone ziemniaki, których i tak nie miała zamiaru zjeść.

     Położyła się do łóżka i od razu zasnęła. Kiedy akurat miała dość ludzi jak na jeden dzień, było ich pełno nawet we śnie. Rozejrzała się dookoła  - było tam wiele karuzel, straganów, samochodzików i o wiele za dużo ludzi jak na jeden raz. Nagle w oczy rzucił jej się pewien blondyn, który delikatnie rzecz ujmując obżerał się przy stoisku z watą cukrową. Podbiegła więc do niego, a kiedy blondyn  się odwrócił i zobaczył nadbiegającą dziewczynę, odłożył jedzenie na stolik i syknął:
- Co ty tu robisz?! - Rozglądał się nerwowo po wesołym miasteczku, kiedy Jaye powiedziała:
- Nie wiem, ale skoro już tu jestem to chętnie zadam ci kilka pytań. - Chwyciła go w ostatnim momencie, kiedy próbował uciec spod straganu.
- Nie mam czasu, Jaye. - Powiedział i wyrwał rękę z jej mocnego uścisku. Blondynka uznała, że tym razem nie da mu tak łatwo uciec i dowie się wszystkiego, choć to miało zająć jej całą noc.
- Własnie widzę. - Syknęła i chwyciła go za koszulkę, gdy ten chciał już zacząć biec.
- Erci nie może mnie z tobą zobaczyć. - Mruknął zdenerwowany i teraz to on ciągnął dziewczynę za rękę do jakiegoś wielkiego namiotu, w którym nikogo nie było.
- Czego chcesz? - Powiedział podniesionym głosem, wpatrując się w lekko zdezorientowaną blondynkę, która się w niego wpatrywała z przestrachem.  Jego czarne oczy onieśmieliłyby każdego człowieka, dlatego fakt, że dziewczyna nie wypowiedziała ani słowa od wejścia do namiotu, nie powinien nikogo zdziwić.
- Będziesz mi się tu teraz zakochiwać? - Zakpił Alec i uśmiechnął się szeroko. Miał szczupłą twarz i śniadą cerę, która kontrastowała z na wpół przymkniętymi czarnymi oczami. Miał ładnie zarysowane, jasnobrązowe brwi i lekko zapadnięte policzki, które dodawały mu uroku. Bladoczerwone usta przekształcały się w drwiący uśmiech, w czasie gdy Jaye, praktycznie pożerała go wzrokiem. Najwyraźniej czekał, aż zlustruje go od góry do dołu, bo nie przerywał jej już słowem ani razu.
      Muskularne ramiona wskazywały na to, że jego tors także musi być nieźle umięśniony. Ręce miał skrzyżowane na klatce piersiowej i cierpliwie czekał aż dziewczyna skończy swoje zajęcie.
- Jeszcze chcesz coś pooglądać? A może ściągnąć koszulkę? - Spytał, a  twarz dziewczyny zrobiła się wręcz rubinowa.
- Tak myślałem. - Zadrwił sobie Alec, a Jaye, szybko, zanim Alec znowu zdążył powiedzieć coś na temat jej zachowania, spytała:
- Dlaczego akurat ja?
- Nie wiem. - Alec wzruszył ramionami - Eric kazał mi szukać zielonookiej blondynki to znalazłem.
- Wiesz ile jest takich dziewczyn na świecie?! - krzyknęła wściekła, lecz Alec pozostał niewzruszony, jakby na co dzień spotykał się z takimi sytuacjami.
- Siedem we Francji. Sprawdziłem to.
- To dlaczego akurat ja?! - Krzyknęła i kopnęła najbliżej leżący kamień.
- Bo cztery z nich mają po kilka lat, a dwie pozostałe przefarbowały włosy na czarno. - Dziewczyna spojrzała się na niego pytająco, lecz po chwili wzruszyła ramionami i powiedziała:
- Żyjesz tylko dlatego, ze zabicie cię jest nielegalne. - Alec zaśmiał się cicho, a kiedy spojrzała się na niego pogardliwie udawał, ze to nie on. Jaye westchnęła głośno, kiedy usłyszała dobrze znany jej głos.
- Alec?! - Blondyn wzdrygnął się i rozejrzał dookoła jakby szukając najkrótszej drogi ucieczki. Nagle pociągnął Jaye za sobą i schował do szafy. Do starej, ciemnej szafy... Jaye nie mogła się nawet ruszyć, ponieważ każdy jej ruch mógł spowodować skrzypienie starej szafy, co nie byłoby zapewne miłym przeżyciem ani dla niej, ani dla Aleca, który najwyraźniej bał się mężczyzny.
- Alec?! - Dziewczyna wzdrygnęła się, słysząc ponowny krzyk. Jej dziecinna ciekawość jednak wzięła górę i już po chwili delikatnie wychylała się zza wąskiej szpary w drzwiach. W tym samy momencie, kiedy kucnęła w wejściu do namiotu stanął mężczyzna ze snu. Tym razem jednak wydawał się większy, poważniejszy i silniejszy. Olbrzymi mężczyzna, który z nieukrywaną troską wpatrywał się w Aleca był Eric'kiem, który nie mógł zobaczyć dziewczyny ukrytej w szafie.
- Cholera, wielki jest. - szepnęła pod nosem i uważnie przyjrzała się mężczyźnie. Miał trójkątna twarz, nos lekko zadarty do góry, czarne i regularne brwi. jego stalowe oczy przeszywały Aleca na wskroś, czego bardzo Jaye mu współczuła. Choć nie patrzył się na nią, czuła się nieswojo i wiedziała, że Eric wcale nie jet bezpiecznym człowiekiem. Jego czarne i bujne włosy były delikatnie postawione do góry. Pełne i malinowe usta nagle zmieniły się w szeroki uśmiech, ukazując rząd bielutkich zębów. Poruszał się lekko i szybko, co było totalnie sprzeczne z budową jego ciała. Eric wyglądał jak młody Bóg w ludzkiej postaci. Po krótkiej rozmowie z Alecem, mężczyzna skierował się w stronę wyjścia, a Alec ruszył biegiem stronę szafy, w której siedziała ukryta Jaye.
- Czy wspominałam już może, że mam klaustrofobię!? - Krzyknęła, a Alec drwiąco powiedział:
- Strach i ból wymyślili sobie słabi ludzie.
- Nie jestem słaba. - Powiedziała, a twarz Aleca rozjaśnił szeroki uśmiech.
- Czego się jeszcze boisz? - Ciebie przemknęło jej  przez myśl, ale spojrzała w jego piękne, czarne oczy i cicho mruknęła:
- Ciemności.
- Nie. - Powiedział stanowczo, a jego uśmiech nagle zniknął. - Nie boisz się ciemności tylko tego, co się w niej znajduję.
- To co? Mam powiedzieć, ze boję się potworów ciemności?- Zaśmiała się w głos, ale Alecowi najwyraźniej nie było do śmiechu.
- Powinnaś. - Powiedział nieco zachrypniętym głosem. Jego bezczelny i arogancki sposób bycia intrygował Jaye, która nigdy nie spotkała się z chłopakiem, który tak się zachowywał. Zawsze wszyscy byli wobec niej mili i nie wypominali jej faktu, że jest słaba albo, ze jest dziewczyną , która boi się ciemności. To w jaki lekceważący sposób podchodził do jej osoby ze względu na kolor włosów jednak był według niej irytujący.
- Podobam ci się. - Powiedział i delikatnie dotknął jej policzka, który praktycznie od razu zrobił się czerwony. Przybliżył swoją twarz do bladej buzi Jaye i szepnął:
-Bez zwątpienia ci się podobam. - Zaśmiał się gorliwie i stając do dziewczyny tyłem, powiedział:
- Skoda, ze jesteś słaba. - W Jaye od samego początku się buzowało i miała ochotę go uderzyć odkąd pierwszy raz go zobaczyła, ale kiedy usłyszała setną obelgę skierowaną w swoją stronę, chwyciła najbliżej stojącą deskę i cisnęła nią z całej siły w Aleca, krzycząc:
- Nie jestem słaba!
- Rozumiem. Możesz już iść. - Powiedział niewzruszony zaistniałą sytuacją. Jak gdyby nigdy nie dostał w plecy belką. Po prostu wciąż stal do niej odwrócony tyłem i wpatrywał się w wyjście z nieukrywanym uśmiechem na twarzy, którego na cale szczęście Jaye nie mogła zauważyć. Gdyby tylko wiedziała, że Alec nie jest tym, za kogo się podaje i wcale nie boli go żądne jej słowo ani cios, zmieniła by wszystko i cofnęła każdy swój ruch, byleby tylko nie wejść mu w drogę.
- Jesteś najbardziej bezczelnym i cynicznym człowiekiem jakiegokolwiek poznałam! - Krzyknęła i skierowała się w stronę wyjścia.
- Ale nadal ci się podobam. - Mruknął Alec i kiedy zauważył, ze  dziewczyna kieruje się w stronę wyjścia z wesołego miasteczka, powiedział:
- Żeby się obudzić musisz nacisnąć ten wielki, czerwony guzik przy diabelskim kole. -  Dziewczyna zawróciła i naburmuszona, ze znowu wyszła na idiotkę ruszyła w stronę wielkiej atrakcji wieczora.
- Wiem to. - Zanim znalazła się za daleko, usłyszała ironiczne:
- Wcale, że nie.



czwartek, 4 października 2012

Dwa.

     - Co z nią? - Dziewczyna usłyszała zatroskany głos Artura. Otworzyła delikatnie oczy i nagle usłyszała przerażenie w głosie Artura, kiedy krzyknął:
- O, mój Boże! Ona nie ma tęczówek! -Po chwili znowu zobaczyła ciemność, ale tym razem nie była sama. Naprzeciwko niej stanął umięśniony mężczyzna w bieli. Usta miał ułożone w drwiącym uśmiechu, kiedy mówił:
- Zostałaś wybrana. Uratuj ich. - Usłyszała cichy śmiech i nagle wszystko zniknęło, a ona na powrót znalazłam się w szpitalnej sali. Siedział lekko przerażony Artur, który wybełkotał tylko:
- Co to do cholery było? - Wpatrywał się w jej groszkowe oczy, dopóki nie pojawiły się w nich łzy. Jego pociągła twarz wydawała się teraz smutna, a jego bujne włosy zbyt ciemne i suche. Szorstkie dłonie delikatnie gładziły jej policzek. Po chwili jego czarne włosy zrobiły się złociste, a jego niebieskie oczy, czarne; jego usta zmieniły się w szeroki uśmiech. Dziewczyna zamknęła szybko oczy i kiedy je otworzyła, przed nią znów siedział Artur. Uśmiechnęła się delikatnie i brunet powiedział:
- Twoi rodzice już tu jadą. - Po chwili sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej srebrną przywieszkę w kształcie śnieżynki. - Znalazłem ją obok szafki zanim wstałaś. - Włożył zawieszkę w dłoń dziewczyny i mocno ją ucałował.  Jaye położyła śnieżynkę na szafce i spojrzała na Artura. Wpatrywał się w okno, nic nie mówiąc.
- Adam i Damien przyjadą?- Spytała przez zęby. Znała odpowiedź, ale chciała to usłyszeć od kogoś innego.
- Nie. Wyjechali w Alpy. Zdobywają La Meige (3983m.) -  Uśmiechnął się pokrzepiająco, kiedy dziewczyna nagle poczuła dotkliwy ból w miejscu zapięcia bransoletki, która jakimś cudem znalazła się na jej  nadgarstku.
- Wyjdź. - Wysyczała w stronę Artura, który lekko zdziwiony jej zachowaniem, mruknął:
- Pójdę po kawę. - Nie wiedziała dlaczego go wyprosiła, ale czuła, że teraz chce być sama.      Zaszlochała cicho i od razu otarła pojedyncze łzy, które spłynęły jej po policzku. Czuła jak krew pulsuje jej w żyłach, a włoski na rękach stają dęba. Nagle targnął nią ból i  kręgosłup wygiął się w niecodziennej pozycji. Po chwili wszystko się ustatkowało, a ona próbowała uspokoić oddech. Spojrzała na szafkę i chwyciła szybko zawieszkę, jakby to, co robiła było przestępstwem. Przypięła śnieżynkę do łańcuszka i poczuła dziwny przypływ energii, a jej ciało oblał gorąc. Niespodziewanie zaczęła się krztusić i przez chwilę myślała, że straciła władzę nad swoim ciałem. Po chwili rozpoczęły się drgawki, a Jaye nie wiedziała co się dzieje.

Piętnaście dni minie całych
nim o tragedii dowie się świat cały.
Ratuj się ktokolwiek może,
bo wyrok śmierci nie ukorze. 

     Drgawki ustały, lecz jeszcze przez chwilę widziała wszystko jakby przez mgłę. Nie mogła się poruszyć,  już w ogóle nie mówiąc o płakaniu. Kiedy wszystko ustało, a dziewczyna odzyskałam władzę nad swoim ciałem spojrzała na drzwi, w których stał przerażony Artur. Przy jego stopach leżały kubki i rozlana kawa. Wybiegł przestraszony z sali, a dziewczyna żałośnie się zaśmiała. Nie wiedziała dlaczego, może dlatego, ze czuła się bezsilna, a może dlatego, ze w ciągu jednego dnia widziała przerażonego Artura więcej razy niż w ciągu całego swojego życia. 
      Ni stąd ni zowąd w drzwiach pojawił się przerażony Artur, a za nim stał lekko znudzony lekarz, który widząc uśmiech dziewczyny, spytał:
- Mogę zrobić kilka badań?- Jego żylaste dłonie ledwo trzymały kartę pacjentki, a jego usta były już sine od ciągłego zagryzania warg. Kiedy dziewczyna pokiwała twierdząco głową, smukła sylwetka lekarza i Artura zniknęły za drzwiami. Została sama i nie wiedziała, co ze sobą zrobić. 
- Istnieje racjonalne wytłumaczenie mojego zachowania. Stres. - Mruknęła sama do siebie i uśmiechnęła się szeroko do pielęgniarek, które nagle wparowały do pokoju. Szybko przemieszczały się po sali i odłączały ją od najróżniejszych aparatur, których dziwnym trafem wcześniej nie zauważyła. Przyglądała się zestresowanym siostrom, które zaczęły nerwowo krzątać się bez celu po sali. Nagle jedna z nich - niewysoka rudowłosa, niechcący szarpnęła lekko za wenflon.
- Przepraszam! - Krzyknęła przerażona, jakby miała do czynienia z jakimś kryminalistą.
- Hej, hej! Spokojnie, nic się nie stało. - Powiedziała Jaye, a pielęgniarka niespokojnie umilkła i zmierzyła wzrokiem drugą kobietę. Wyprowadziły z sali łóżko wraz z dziewczyną, która spytała:
- Dlaczego nie mogę tam po prostu iść? A tak właściwie to gdzie idziemy? - Zaakcentowała ostatnie słowo pierwszego zdania, dając dosadnie do zrozumienia, ze ma nogi, a do tego sprawne... Pielęgniarki spojrzały się na siebie nerwowo i najnormalniej w świecie ją zignorowały, jak to miała w zwyczaju jej pani z biologii, gdy pytała się o różne niestosowne rzeczy. Westchnęła głośno i rozpoczęła swoje baczne rozglądanie się po szpitalu, jednak po chwili uznała, że szpital jak szpital i nie ma w nim nic nadzwyczajnego. Spojrzała na rudowłosą, która kilka minut temu wręcz błagała ją o wybaczenie. Teraz jej twarz nie wyrażała żadnych emocji, a jej brązowe oczy były wręcz przerażające. Takie puste i ciemne... Bursztynowe włosy kobiety spięte były w ciasnego koka, praktycznie na czubku głowy. Od zawsze koczki kojarzyły jej się z drobnymi dziewczynkami w różowych tiulach, które krążyły po scenie robiąc piruety i uśmiechając się szeroko do widowni. Druga pielęgniarka była młodą blondynką z dużymi niebieskimi oczami. Jej długie włosy były spięte w luźnego kucyka, który opadał jej na plecy. Ta wydawała się o wiele młodsza od rudowłosej, jak i o wiele milsza, choć też wcale dużo nie mówiła. Ba! w ogóle się nie odzywała! Najwyraźniej się bały, co było same w sobie przekomiczne, ze względu na to, ze dziewczyna nie mogła wstać z łóżka, no chyba, że polubiłaby obnażanie się przed całym szpitalem. Te piżamki szpitalne zdecydowanie powinny mieć zasłonięty tył. Zaśmiała się cicho na myśl siebie na środku szpitalnego korytarza w takowej piżamce. Blondynka spojrzała się na nią z zaciekawieniem i pytająco spojrzała na rudowłosą, która tylko wzruszyła ramionami:
- Też bym wzruszyła ramionami, ale tak się składa, że jedno jest lekko stłuczone. - mruknęła Jaye, a blondynka z ledwością pohamowała śmiech. Do końca drogi szła uśmiechnięta od ucha do ucha, za co została skarcona przez starszą stażem kobietę. Kiedy stanęły przed drzwiami z tabliczką "TOMOGRAFIA" Jaye spojrzała z wyrzutem na dwie pielęgniarki i powiedziała:
- Nie jestem wariatką. - Ruda weszła do środka, a blondynka nerwowo spojrzała na Jaye i szybko powiedziała:
- Lekarze nie pozwalają nam się do ciebie odzywać i kazali nam cię tu przywieźć, ponieważ sądzą, ze możesz mieć złośliwego guza, który powoduje.. - Nie skończyła mówić, gdy zza drzwi wychyliła się cała postać neurochirurga, a za nim postać rudowłosej kobiety, która jak się okazało także była lekarzem, a nie pielęgniarką. Blondynka uśmiechnęła się do Jaye pokrzepiająco, kiedy przejeżdżała przez drzwi. Nie wiedziała, czy jej to pomogło, ale poczuła niezwykłą ulgę, że nie siedzi w tym sama.

- Znaleźliście coś? - Usłyszała donośny głos swojego ojca, a później ledwo słyszalny głos matki. Otworzyła delikatnie jedno oko - wszyscy byli skupieni na osobie lekarza, więc nikt nic nie zauważył. Cała trójka wraz z Arturem stała przy drzwiach i całkiem głośno lamentowali o sprawie mózgu, który jest całkowicie zdrowy i nie muszą w nim grzebać.
     Najwyraźniej wszyscy myśleli, że dziewczyna śpi, a ona nie miała ochoty wyprowadzać ich z błędu.
- Chcieliśmy przenieść ją na psychiatrę, ale nie mamy ku temu podstaw. Tomografia nie wykazała żadnych niewłaściwości. - Powiedział spokojnie lekarz, lecz po chwili Artur wybuchnął i krzyknął wściekły:
- To jak wytłumaczycie jej dziwne zachowanie?!
-Arturze John! Lekarze wiedzą co robią. - Krzyknęła oburzona do szpiku kości matka, która karcącym wzrokiem wpatrywała się w lekarza, który nawet nie zainterweniował.
- Najwyraźniej nie. - Mruknęli równocześnie ojciec Jaye i Artur. Dziewczyna otworzyła oczy i spojrzała niespokojnie na Artura, który to zauważył i poprosił niemo o zamknięcie oczu. Spełniła jego prośbę i po chwili usłyszała:
- A co jeśli chodzi o bransoletkę? - Ciało dziewczyny od razu zareagowało i już po chwili zaczęły się drgawki. Oczy zaszły jej mgłą i już po minucie widziała tylko kolorowe plamki, które z szybkością lamparta przesuwały się w tę i z powrotem ustępując miejsca lekarzom. Kiedy jej stan wrócił do normy zobaczyła osłupiałych rodziców, zirytowanego już lekarza oraz nieco uradowanego sadystę - Artura. Wiedział dokładnie, że to się zacznie i był dumny, że udało mu się coś udowodnić. Lekarz poprosił go o ponowienie pytania, lecz ten zignorował go i schylił się do dziewczyny
- Przepraszam, chciałem coś sprawdzić. - Pocałował ją czule w usta, a ona wyszeptała:
- Drań. - Artur uśmiechnął się nonszalancko i zwrócił się do lekarza:
- Jaye nie chce więcej badań. Pragnie tylko wrócić do domu. - Dziewczyna spojrzała na rodziców - ojciec jak gdyby nigdy nic nie słyszał wystukiwał wiadomość na swoim telefonie, a matka? Jej przerażone oczy mówiły wszystko. Nagle jej usta zacisnęły się w wąską kreskę i zaciskając zęby, powiedziała:
- Nie możesz... - Dziewczyna nie dała jej skończyć, gdyż miała już dość ciągłego podejmowania decyzji za nią. Nie była już w końcu dzieckiem. Mogła sama decydować o swoim losie i co zrobi w danej chwili.
- Mogę, mamo i chcę. - Powiedziała w stronę matki, po czym zwróciła się do lekarza, mówiąc:
- Proszę mnie stąd wypisać, doktorze. - Lekarz pokiwał głową na znak zgody i wyszedł zirytowany, że taka medyczna zagadka ucieka mu właśnie ze szpitala. Rodzice skierowali się w stronę recepcji, żeby podpisać jakieś papiery, a Jaye poszła do łazienki, żeby przebrać się w swoje ciuchy, które przysłaniają tyłek. Kiedy wróciła do sali na łóżku leżała spakowana torba, a Artur stał przy oknie. Podeszła do niego i mocno wtuliła się w jego tors. Artur pocałował ją delikatnie w czoło i powiedział:
- Cokolwiek się teraz dzieje, Jaye Parsons jestem przy tobie i nigdy cię nie zostawię. - Podziękowała cicho i delikatnie musnęła jego wargi.