Google+ Followers

piątek, 8 lutego 2013

Dwadzieścia jeden.



 - Naprawdę, Alec? Tak chcesz znaleźć swoją ukochaną? – spytała sarkastycznie Nathalie i spojrzała się na przekrzywiony baner, głoszący, że znajdują się u wróżki Adele. Alec pokiwał entuzjastycznie głową i nacisnął pozłacaną klamkę drzwi. Jedną stopą stanął w środku ciemnego pomieszczenia i rozejrzał się uważnie. Na suficie wisiały pospalane lampki świąteczne, które nie napawały specjalnie magiczną atmosferą, a przynajmniej nie w tej epoce. W kącie pokoju stał mały stoliczek, a na nim szklana kula i kilka talii tarota.
- Mogę w czymś pomóc? – Nathalie podskoczyła na dźwięk mocnego głosu kobiety, która nagle znalazła się w drzwiach. Alec wpatrywał się chwilę w kobietę i zapewne w jej wielkie znamię na policzku, po czym kulturalnie podszedł do niej i przedstawił się imieniem i nazwiskiem, ujmując jej dłoń. Nathalie pomachała jej z oddali i usadowiła się przy ścianie, wpatrując się w każdy ruch starszej kobiety, która poruszała się z prędkością lamparta po pokoju. Usiadła na jednym z krzeseł przy stole i kiwnęła dłonią na blondyna, który uważnie jej się przyglądał. Niepewnie podszedł do okrągłego stolika i usiadł na twardym, drewnianym krześle, nie przestając wpatrywać się prosto w oczy wróżki. Nie potrafił zrozumieć skąd ją znał, a jednak wydawala mu się znajoma, jakby kiedyś spojrzał jej już głęboko w oczy i postanowił nigdy ich nie zapomnieć z jakiegoś powodu. Chłopak spojrzał na brunetkę, która opierala się o ścianę i uważnie przyglądała się kobiecie. Nathalie jakby poczuła jego wzrok na sobie, spojrzala na niego i przecząco pokręciła glową, wskazując na drzwi. Alec jednak nie miał ochoty wychodzić z tego pomieszczenia dopóki nie dowie się czegoś pożytecznego od wróżki.
- A więc co chciałbyś wiedzieć, młody człowieku? – Szepnęła kobieta w jego stronę, rozkladając karty tarota. Alec spojrzal na Nathalie jakby szukając u niej zgody, ale dziewczyna nie zwracala na nic uwagi tylko uwaznie przyglądala się czernemu kotu, który obserwowal ją z szafki. Alec spojrzal się na powrót na kobietę, która najwyraźniej niecierpliwie czekala na odpowiedź.
- Mamy bardzo nietypową prośbę.
- Podaj mi dłoń. – Powiedziała kobieta i chwycila rękę blondyna, odwracając jego dłoń wewnętrzną stroną. Dotknęła koniuszkiem wskazującego palca linii życia i przerażona szepnęla w jego stronę:
- Demon… - Alec spojrzał się na Nathalie, która upuściła kota na ziemię. Zwierzę podbiegło do swojej pani i wskoczyło jej na kolana, wpatrując się swoimi zielonymi oczami prosto w Aleca, który nie potrafił wyrwac dłoni z uścisku kobiety.
- My chyba musimy już iść. – Szepnęła Nathalie i podeszla do swojego przyjaciela, żeby mu pomóc. Kobieta spojrzała się na drzwi i przekręciła dłoń Aleca o sto osiemdziesiąt stopni w lewo, zamykając tym samym drzwi na klucz.
- Nikt stąd nie wyjdzie. Skoro dwójka demonów przyszła do zwykłej wróżki, musi coś się dziać. Za każdym razem jak skłamiesz, młoda damo, ten blondynek będzie cierpiał. – Syknęla w stronę Nathalie i nacisnęła kciukiem na nadgarstek Aleca, który zwinął się z bólu na krześle. Nathalie spojrzala się na Aleca i kiedy chciała zaczać mówić, kobieta przerwała jej i spytała:
- Najpierw chcę się dowiedzieć z jakimi demonami mam do czynienia.
- Upadle Anioly. Jestem starsza. – Odparla Nathalie i spojrzala prosto w brązowo-niebieskie oczy wróżki. Wydawały się wściekle niespokojne, ale zarazem były to oczy kochającej matki i ukochanej.
- Widzę, że przewidziałaś moje następne pytanie. Kto jest waszym ojcem? – Nathalie głośno przełkneła ślinę i spojrzała na Aleca. Kobieta zacisnela uściski na jego nadgarstku, na co blondyn głośno krzyknąl. Nigdy nie spodziewał się, że to właśnie przy Nathalie będzie krzyczal z bólu.
- Eric. – Wyszeptała cicho czarnowłosa i zamknęla oczy, powstrzymując płacz. Nie mogła patrzeć jak Alec cierpi. Niczyje cierpienie nie było dla niej tak bolesne, jak Aleca i być może to bolalo ją najbardziej. Fakt, że przejmowała się kimś innym niż ona sama.
- Dobrze ci idzie. Mam jeszcze kilka pytań, zanim was stąd wyrzucę. – Syknela kobieta i przekręciła nadgarstek Aleca.
- Hej! Nie skłamałam! – Krzyknęła Nathalie  i spojrzała się prosto w oczy Adele, która zasmiała się gorzko i wcisneła swój paznokieć jeszcze głębiej w przegub Aleca. Blondyn spojrzał się na swój krwawiący już nadgarstek i wpatrywał się w czerwone kropelki cieczy, spływające powoli po jego ręce, omijające przeszkody w postaci długich paznokci wrożki.
- Kto jest waszym magiem? – Syknela kobieta w stronę czarnowłosej i wolną ręką pogłaskala swojego czarnego kota, który cicho zamruczał i ułożył się w kłębek na kolanach swojej pani.
- Samuel Jauqlin. – Szepnęla zaplakana Nathalie i położyła dłoń na ramieniu Aleca, w celu pocieszenia go. Jednak zamiast tego Alec głośno krzyknał, a w miejscu gdzie dziewczyna położyła dłoń została wypalona koszulka, a pod nią znajdował się czerwony, spalony pas skóry.
- Jak, do cholery? – Syknęla Nathalie i skoczyła z wyciągniętymi rękoma w stronę wróżki. Kobieta ledwo zdążyła się uchronić przed jednym atakiem, z drugiej strony atakował ją Alec, uderzając ją pięścią w brzuch.
- To może teraz ty nam odpowiesz na kilka pytań, co? – Syknęła w stronę wróżki Nathalie i przyłożyła stopę do szyi kobiety, która leżala na ziemi.
- Skąd tyle wiesz o demonach? – Spytał Alec, ale kobieta usmiechnęla się tylko i splunęla krwią na ziemię przed nią. Nathalie przycisnęla lekko stopę do jej krtani, powodując olbrzymi ból i po chwili upusciła ścisk na jej szyi.
- Nic wam nie powiem. – Charknęla stara wróżka i zaśmiala im się prosto w twarz. Alec kiwnąl głową na wróżkę i uśmiechnął się do swojej przyjaciołki. Czarnowłosa uśmiechnela się zawadiacko i kopneła kobietę w plecy. Po chwili przyłożyła dłoń do jej czola i kobieta zaczęła krzyczeć z rozpaczy. W swojej glowie zobaczyła wszystkie najgorsze koszmary: syna, który próbował ją zabić, magów, którzy ginęli podczas obrony królestwa, swoje siostry, które umierały w męczarniach podczas gdy ona zajmowala się swoim synem.
- Matko… - Szepnęła Nathalie, gdy odsunęła się od kobiety. Zdjęła nogę z jej szyi i spojrzała się w jej oczy, które wręcz szyderczo się z niej śmiały.
- Pomożesz nam? – Spytał się Alec i schylił się nad kobietą, która nagle splunęla mu krwią prosto w twarz i odwrociła glowe w drugą stronę. Nathalie wciąż sterczala nad wróżką podczas, gdy Alec próbował cokolwiek zdziałać.
- Pomożesz nam czy nie?! – Krzyknąl i wytarł rękawem ślinę zmieszaną z krwią z twarzy. Oczy kobiety zaświecily na zloto, a ona gorzko się zaśmiala i zniknęla, krzycząc:
- Ludzie postronni nie zaznają zbawienia! – Po ciele kobiety zostala tylko plama krwi kilka centymetrów od stop blondyna oraz pomarańczowe opary z rzuconego czaru.
- Biedaczka. Chore na umyśle była. – Szepnęła Nathalie łamiącym się głosem i próbowala się zaśmiać. Alec spojrzał się na plamę krwi, która po chwili stała się czarną mazią i powiedział:
- To nie był mag. To był demon. – Nathalie zerknęla na parującą maź i kopnęła kota, który błąkal jej się pod nogami.
- Bierz, co uważasz za potrzebne i zwijamy się stąd. – Alec kiwnal głową i rzucił się w stronę szafki w celu doszczętnego przeszukania jej.

- Masz coś ciekawego? – Spytala Nathalie, przeglądając stare księgi z komody. Zanim je otworzyła musiała przedrzeć się przez dwudziestoletnią wasrtwę kurzy, który zalegał na wszystkim co możliwe w tej komodzie. Alec mruknął coś z niezadowoleniem pod nosem i rzucił kolejną książką o ziemię. Nathalie zaśmiała się cicho i przeczytała:
- „Kolejny dzień czekam z utęsknieniem na mojego męża. Miał wrócić pół godziny temu. Czekam na niego z kolacją, a on wciąż nie wraca. Boję się, że coś się stało” Och! Jakie to smutne! – Szepnęła Nathalie i głośno się zaśmiała, zamykając z trzaskiem książkę.
- Mam! – Krzyknął Alec, podnosząc rękę w geście triumfalnym. Nathalie spojrzała na świstek papieru i cicho się zaśmiała. – Z czego się śmiejesz? – Syknął Alec i kopnął jakąś starą książkę w jej stronę.
- co to niby za karteczka jest? – Spytała sarkastycznie Nathalie i sięgnęła do książki, którą kopnął w jej stronę Alec.
- Adres jej syna. – Nathalie spojrzała znad książki na Aleca i podeszła do niego.
- To jest w Cannes. – Powiedziała cicho i schowała karteczkę do książki, wychodząc z pomieszczenia. – Trzeba się zwijać, za chwilę ludzie zaczną coś podejrzewać.
- Ludzie są głupi, podejrzewam, że nawet nikt nie wie, że tu mieszkała.
- Zdziwiłbyś się, bo tamta kobieta chyba kieruje się w naszą stronę. – Powiedziała Nathalie, wskazując głową za okno. W stronę pomieszczenia wróżki Adele kierowała się ruda kobieta w średnim wieku, która rozglądała się na boki, a w ręce trzymała plik kartek.
- Jest tu jakieś cholerne tylne wyjście? – Syknęła Nathalie i rozejrzała się po pokoju. Nagle zza firanki zobaczyła klamkę i pobiegła w tamtą stronę. Nacisnęła klamkę, modląc się w duszy do Nicei, żeby za drzwiami znalazł się w jakiś magiczny sposób pokój, w którym mogliby się schować przed nadchodzącą kobietą. Pociągnęła za klamkę i odetchnęła z ulgą, kiedy drzwi się uchyliły. Wskoczyła do środka, nie patrząc, czy Alec podążył jej śladem, ale po chwili poczuła łokieć blondyna w swoim brzuchu. Okazało się, że drzwi prowadziły do całkiem ciasnej kanciapy, w której znajdowały się pudła z nieznaną zawartością.  Nathalie kopnęła w kostkę, oznajmiając mu tym, że niewygodnie jej się stoi z łokciem wbitym w żebro. Alec zaśmiał się cicho i spróbował ustawić się w taki sposób, żeby obojgu było wygodnie. Nie zdążył jednak do końca się przesunąć, kiedy oboje spojrzeli na drzwi, gdy usłyszeli ciche skrzypienie. Alec przysunął palec do ust i delikatnie się uśmiechnął. Nathalie odwzajemniła uśmiech i zamknęła oczy, próbując nie skupiać się na tym, że znajduje się w ciasnym pomieszczeniu wraz z swoją dawną miłością. Było to dla niej trudne, bo zawsze o tym marzyła, ale wiedziała, że jeśli się porusza i podłoga zaskrzypi kobieta albo wybiegnie z pomieszczenia, albo okaże się demonem i ich zabije. Obie wersje wydarzeń nie wydawały się zbyt ciekawe, więc wolała nie wiedzieć co się wokół niej dzieje. Z uśmiechem na ustach wspominała czasy, kiedy Alec próbował jej się przypodobać i po chwili otworzyła oczy, ponieważ poczuła, jak Alec ściska ją za rękę. Spojrzała niepewnie na ich splecione dłonie i spojrzała na Aleca, który lekko uchylił drzwi. Zachłysnęła się powietrzem i ledwo powstrzymała atak kaszlu. Czuła jakby wielka gula utknęła jej w krtani. Dokładnie to samo myślała, kiedy mając pięć lat połknęła metalową kulkę.
- Wyszła. – Szepnął Alec, a Nathalie wybuchła kaszlem. Alec zaśmiał się cicho i poklepał ją po plecach. Rozejrzał się dookoła i zatrzymał wzrok na komodzie, na której znalazła się dodatkowa księga, której wcześniej nie widzieli. Alec podbiegł szybko do mebla i chwycił księgę, chwytając przy okazji kaszlącą Nathalie za rękę. Sprawdził ostatni raz czy ma adres w kieszeni i wybiegli od wróżki Adele.
- Nigdy więcej nie idę z tobą do żadnej wróżki! Do jasnej cholery, Alec! Ona mogła nas zabić. – Blondyn zaśmiał się cicho i wsadził wolną rękę do kieszeni, upewniając się, że zżółkła karteczka wciąż znajduje się w odpowiednim miejscu. Uśmiechnął się szeroko kiedy poczuł szorstki w dotyku papier i spojrzał na Nathalie, która rozglądała się po okolicy, wręcz pokazując wszystkim dookoła, że właśnie zabiła demona, którego nawet się nie spodziewała.
- Od kiedy stałaś się taka bojaźliwa? – Zakpił z dziewczyny Alec i spojrzał się prosto w jej granatowe oczy, które w zachodzącym słońcu przybrały ciemnoniebieski kolor.
- Może odkąd prawie zostałeś zamordowany przez demona? – Syknęła czarnowłosa i wróciła do rozglądania się po okolicznych domach. Nagle Alec zatrzymał się i syknął z bólu, klękając na ziemi.
- Alec! – Krzyknęła Nathalie w momencie gdy blondyn upadał na chodnik. Wtem z ust Aleca wydobył się dźwięk, który z początku przypominał płacz, ale gdy Nathalie dłużej się przysłuchała zrozumiała, że Alec się śmieje i to właśnie z niej. Kopnęła go w kolano, ale Alec nie przestawał się śmiać i najwyraźniej miał zamiar to robić przez najbliższe kilka minut, bo nie zwrócił nawet uwagi, że Nathalie usiadła na ławce niedaleko niego.
- Gdybyś tylko mogła zobaczyć swój wyraz twarzy! – Krzyknął do niej i wybuchł głośnym śmiechem, zwracając na siebie uwagę wszystkich przechodniów. Nathalie prychnęła cicho i odwróciła głowę od Aleca, żeby nie patrzeć na to, jak z niej kpi. Nie lubiła tego typu żartów. Była przyzwyczajona do widoku śmierci. Jej rodzice zginęli na jej oczach, jej babcia umarła w jej ramionach. Czasami myślała, że śmierć to jej najbliższy przyjaciel. Przychodzi w nieoczekiwanym momencie twojego życia i bez pukania wdziera się do twojego domu, jakby był u siebie. Przyzwyczajasz się do niego, ale za każdym razem, gdy cię rani zostawia bliznę. Bliznę w sercu, która nigdy nie zniknie. Zostanie na zawsze, jak rany zadane na wojnie. Za każdym razem, kiedy spojrzysz w lustro zobaczysz poharataną duszę, choć inni wciąż będą wpatrywali się w tego samego człowieka, którym byłeś przed laty. Uśmiechnięty, towarzyski – to wszystko cenili w tobie ludzie, dopóki twoim najbliższym przyjacielem nie stała się śmierć. Ludzie oddalali się od ciebie, bojąc się o siebie. Zostawiali cię samego, nie miałeś wyboru – musiałeś przyzwyczaić się do widoku śmierci, bo miałeś tylko ją. Wszyscy inni cię zostawili.
- Dobra, to był głupi żart. Idziemy dalej? – Spytał Alec, ledwo powstrzymując śmiech. Usiadł koło dziewczyny i podał jej rękę. Dziewczyna spojrzała na swojego przyjaciele i delikatnie się uśmiechnęła. Jego oczy, ten wzrok, uśmiech – to wszystko przeszkadzało w złości.
- Jesteś moim najlepszym przyjacielem. – Powiedziała Nathalie, a Alec uśmiechnął się szeroko i powiedział:
- Teraz przejdziemy do momentu, w którym mnie przytulasz i dajesz czekoladki? – Nathalie zaśmiała się głośno i mocno wtuliła się w ramię Aleca, który pocałował ją w czubek głowy.


- Jak przygotowania do próby? – Spytała Cassandra, kładąc dłoń na ramieniu bruneta. Nicholas uśmiechnął się szeroko, zakładając szatę maga. Przewiązał pas i wygładził suknie u dołu. Cassandra przyjrzała się uważnie chłopakowi i kąciki jej ust podniosły się do góry. Kobieta odeszła d młodego mężczyzny, który wciąż przeglądał się w lustrz, poprawiając coraz to nowsze fałdy, które pojawiały się na krwistoczerwonej sukni. Uśmiechał się raz po raz wypatrując kolejnego ubytku w jego stroju. Cassandra wyjęła swój telefon komórkowy i wysłała krótką wiadomość tekstową do swojej wnuczki z adresem miejsca, w którym miały się spotkać. Zatrzasnęła klapkę aparatu i wsadzila go do kieszeni sztruksowych spodni. Nagle przed nią wyrosła postać Erica. Cassandra lekko odskoczyła przestraszona i stanęła w pozycji bojowej.
- Taka zdolna łowczyni, a taka strachliwa. – Zakpił z niej mężczyzna i wsadził ręce do kieszeni czarnych dżinsów. Cassandra prychnęła cicho i syknęła:
- Nie ma czego się bać. Jesteś tylko hologramem. – Eric uśmiechnął się szeroko i wystawił rękę, dotykając ramienia Najwyższego Czarownika. Cassandra wzdrygnęła się, czując czarną moc, która przenikała jej ciało niczym malutki wąż, które przewijał się pod jej skórą.
- Niemiło, prawda? – Cassandra spojrzała się spod byka na mężczyznę i odsunęła się od niego. Wiedziała, że skoro przyszedł jako hologram nie będzie mógł się przesuwać. Nie miał na tyle odwagi, żeby przyjść zmierzyć się z nią osobiście. Wiedział, że przegra walkę. Łowców było zbyt dużo, żeby mógł sobie sam poradzić.
- Po co przybyłeś? – Syknęła kobieta i zaplotła ręce na piersi. Eric uśmiechnął się szeroko i powiedział:
- Przyszedłem cię odwiedzić, stara przyjaciółko. – Cassandra prychnęła.
- Nie jesteśmy przyjaciółmi odkąd odwróciłeś się od Nicei.
- Kto tak powiedział? – Spytał Eric i nagle jego postać zmaterializowała się przed zdziwioną kobietą, która ostatniej rzeczy, której się spodziewała było to, że Eric odważy się stanąć z nią twarzą w twarz.

3 komentarze:

  1. WIESZ, ŻE LUBIĘ TO CZYTAĆ PZED PREMIERĄ <33 AWW *.* NIC DODAĆ NIZ UJĄĆ...EPICKO!

    OdpowiedzUsuń
  2. OMG, Liv! Jak ja to kocham! <3 Alec i Nathalie są uroczy. *-* Hahaha! Scena, gdzie Alec zwija się na chodniku to było mistrzostwo. Sama do siebie się uśmiechałam. :D Jesteś genialna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja pierdziele! Liv jesteś po prostu niesamowita! <3
    Kocham twoje opowiadanie ;* Rozdział genialny <3

    OdpowiedzUsuń