Google+ Followers

niedziela, 24 lutego 2013

Dwadzieścia trzy.


- Jakim cudem?! – Krzyknęła Camille i rzuciła się w stronę lustra. Naciągała twarz na wszystkie strony, próbując przekonać się, że naprawdę żyje. Wciąż znajduje się wśród normalnie oddychających ludzi.
Kiedy zamknęła oczy czuła jakby znalazła się w innym świecie. Podobało jej się tam i gdyby nie fakt, że nie zdążyła się dokładnie przyjrzeć, mogła powiedzieć, że przez chwilę znajdowała się w raju. Miejscu, gdzie każdy chciał trafić po śmierci. Wszędzie widziała przyjazne twarze, a kiedy schyliła się, żeby przyjrzeć się dokładnie fioletowemu nasionku, ono nagle rozkwitło przed jej twarzą. Niebo było błękitne, bez skazy, a Słońce przyjemnie przygrzewało jej twarz. Chciała tam zostać, ale nagle zjawiła się Nathalie i za rękę przeprowadziła ją przez ciemną bramę. Widziała ból w jej oczach i w chwili, gdy przeszła przez ciemną dziurę, dziewczyna rzuciła się na ziemię i krzyczała z bólu. Pierwszy raz widziała kogokolwiek w takiej sytuacji. Czuła się dziwnie, wiedząc, że nie może nic poradzić na uczucia, które czuła Nathalie w tamtej chwili. Wpatrywała się tylko w czarnowłosą, która rzucała się po podłodze i próbowała pohamować krzyk, który próbował przedrzeć jej się przez gardło. Miała ochotę rzucić się dziewczynie w ramiona i mocno ją do siebie przytulić, ale fakt, że to ona teoretycznie ją zabiła i pobiła w holu, niezbyt zachęcał ją do tego.
     Otworzyła oczy i spojrzała za siebie. Paul opierał się o ścianę z dłońmi w kieszeniach– nie wiedział, czy może już do niej podejść. Jaye przytulała się do Samuela, który delikatnie głaskał ją po plecach, próbując powstrzymać łzy. Alec mocno przytulał do siebie płaczącą Nathalie, która zanosiła się łzami. Camille spojrzała w oczy blondyna, który patrzył na nią z nieukrywaną nienawiścią. Wtulił się w włosy dziewczyny i pocałował ją w czubek głowy. Dokładnie pamiętała ten moment, kiedy stała przy ścianie, a Paul pewny, że blondyn nie wystrzeli podszedł do niego. W kolejnej chwili czuła tylko urywający ból, który rozdzierał jej całe ciało. Czuła krew, która powoli toczyła się do rany, czuła dłoń Nathalie i słyszała jej głośny śmiech. Miała ochotę ją zamordować, ale nie mogła się ruszyć. Była przygwożdżona do ziemi i nie bardzo jej to pasowało. Pamiętała, kiedy była Upadłym Aniołem – nie czuła bólu, ani nie ruszał jej śmiech innych. Była obojętna na wszystko, nawet na ludzi, których kochała. Mogła robić co chce i nikt nie mógł jej zwrócić uwagi, nikt nie chciał tego robić. Bali się jej, a Camille się to podobało.
- Co się stało? – Nathalie spojrzała się na nią wzrokiem pełnym nienawiści i podeszła do niej z zaciśniętymi dłońmi. Twarz Nathalie znajdowała się kilka centymetrów od twarzy Camille, kiedy syknęła:
-  Masz moją cholerną nieśmiertelność, powiesz mi może, co sknociłaś?! – Camille spojrzała się zdziwiona na całe towarzystwo, szukając pomocy lub oparcia, ale najwyraźniej wszyscy pragnęli odpowiedzi. Cam spojrzała w oczy czarnowłosej i syknęła:
- Nikt ci nie kazał do mnie strzelać. Nikt ci do cholery nie kazał nawet mnie ratować! – Nathalie uderzyła ją z otwartej dłoni w twarz , na co Camille zacharczała cicho i rzuciła się w stronę dziewczyny, łapiąc ją za długie, czarne włosy. Ściągnęła ją do parteru i kopnęła w brzuch. Nathalie zapomniała, że straciła swoją siłę wraz z nieśmiertelnością. Nie miała szans w starciu z Camille, która zdobyła jej życie i trochę siły.
- Dajcie spokój! – Krzyknął Alec i odepchnął Camille od swojej przyjaciółki. Jednak blondynka nie postanowiła tego zakończyć na takim etapie. Rzuciła się w stronę czarnowłosej i uderzyła ją w twarz. Alec spojrzał zszokowany na blondynkę i położył Nathalie na sofie, podchodząc do Camille. Chwycił ją za szyję i podniósł praktycznie pod sam sufit.
- Daj. Spokój. – Syknął w jej stronę i puścił ją na ziemię. Dziewczyna zgrabnie wylądowała na ziemi i ułożyła się w pozycji bojowej. Paul podszedł do niej powoli i szepnął cicho:
- Znowu to samo. Cholera jasna, Cam. – Blondynka spojrzała mu się w oczy i wyprostowała powoli. Przytuliła się do chłopaka i cicho załkała. Jaye siedziała na kanapie z Samuelem i w ciszy przyglądała się całej sytuacji, która zdecydowanie ją przerastała. Nie potrafiła, choć może bardziej nie chciała żyć z świadomością, że wszystko co kocha i jest dla niej ważne powoli odchodzi. Bała się, że teraz, kiedy Nathalie rzekomo straciła swoją nieśmiertelność będzie chciała odejść, a razem z nią ruszy cała sfora Upadłych, bo oni nie mogą poruszać się w pojedynkę.
- Myślisz, że twoja babcia potrafi coś z tym zrobić? – Szepnęła Nathalie, wpatrując się w zapłakane oczy Jaye, która ślepo wpatrywała się w podłogę. Nie chciała wiedzieć, czy jej babcia mogła coś z tym zrobić po dzisiejszej rozmowie. Nie była nawet pewna, czy jej babcia zrobiłaby to dla niej. Przecież była tylko zwykłą kłodą rzucaną jej pod nogi, za każdym razem, gdy chce coś zrobić.
- Nie chcę wiedzieć. – Nathalie spojrzała się zszokowana na blondynkę, siedzącą wtuloną w ramię Samuela, który jakby zamknął się w swoim świecie i na nic nie zwracał uwagi. Nathalie podeszła do drobnej blondynki i chwyciła ją za bluzkę, podnosząc z kanapy. Przybliżyła się do niej i syknęła:
- Dowiesz się, bo w innym razie porozmawiamy inaczej.
- Przykro mi, Nathalie, ale możesz mi naskoczyć. Teraz jestem tak samo silna jak ty.
Nathalie prychnęła cicho i rzuciła Jaye na kanapę, wychodząc z pokoju. Głośno trzasnęła drzwiami i tyle ją wszyscy widzieli. Nikt nie zwrócił nawet na to uwagi. Wiedzieli zapewne, że ona i tak nie będzie chciała z nimi rozmawiać. Nathalie już taka była. Kiedy coś nie szło po jej myśli, po prostu odchodziła i zaszywała się samotnie w jakimś ustronnym miejscu, gdzie nikt nie potrafił jej znaleźć. Tak pewnie było i tym razem.
       Jaye spojrzała się na wszystkich w pokoju – Samuel wpatrywał się w okno, Camille stała przytulona do Paula, który mierzył wzrokiem Aleca, który stał przy ścianie z rękoma w kieszeniach. Miał niepokojąco niebezpieczny wzrok, którym wpatrywał się w Jaye. Pewnie nie spodziewał się po niej, że potrafi zawalczyć o swoje i wyrazić zdanie odmienne niż Nathalie. Pamiętał, kiedy czarnowłosa miała kompletną władzę nad wszystkimi. Potrafiła wypalić ci wnętrzności jednym ruchem, a teraz? Teraz uciekła przed problemami. Nigdy się tak nie zachowywała, przynajmniej nie okazywała swoich uczuć publicznie. Co prawda, często jej się coś nie podobało i mówiła o tym głośno, bardzo głośno, ale nigdy nie wychodziła z pokoju, trzaskając drzwiami. Najpierw wszystkich naokoło wyzywała od bandy idiotów, którymi zazwyczaj byli. Nie warto sprzeciwiać się Nathalie. Nawet jako zwykła śmiertelniczka miała rozleglejszą wiedzę na temat magii i bitew. To ona zawsze dowodziła i wcale się nie zdziwił, kiedy została głównym obiektem westchnień Erica. W końcu on pragnął kogoś, kto będzie taki sam jak on. Co prawda, Nathalie nie dosięgała do pięt Juliette, ale mogła zostać drugą ścieżką. Wyjściem awaryjnym, kiedy ludzie potrzebowali pomocy. Zgadzała się na to, ale do czasu…

- Co robisz? – Spytał blondyn i trzasnął szufladą. Nie spodziewał się jej w pokoju, nie spodziewał się nikogo, a co dopiero JEJ. Założył biały podkoszulek na siebie i spojrzał na łóżku, na którym wygodnie leżała sobie ONA. Dziewczyna uśmiechnęła się kpiąco i założyła dłonie za głowę.
- Jak widzisz, leżę. – Powiedziała czarnowłosa i rozejrzała się po pokoju, w którym panował sterylny porządek. Alec taki był w jej oczach – czysty, nienaruszony.
       Blondyn spojrzał się na dziewczynę i usiadł obok niej na złotej pościeli.
- Odeszłaś od niego? – Spytał cicho i spojrzał za okno. Słońce zachodziło za horyzontem i widać już było tylko pomarańczowe półkole. Mieszkali w Cannes niecały dwa tygodnie, a chłopak już zdążył się zakochać w tutejszym zachodzie Słońca.
- Kazał mi cię zabić. Zrobiłam to, a teraz oczekuje, że będę to robiła za każdym razem. Nie mogę tak dłużej, rozumiesz o co chodzi, prawda?- Alec spojrzał się na dziewczynę zszokowany i wstał z łóżka.
- Jak to: „zabiłaś mnie”?- Syknął w jej stronę i podszedł do drzwi, szeroko je otwierając. Nathalie zaśmiała się kpiąco i podeszła do niego, stając z nim twarzą w twarz.
- Prawda jest taka, że teraz chciałbyś mnie pocałować, jeżeli  tylko byś mógł. – Alec prychnął i wypchał dziewczynę za drzwi. Przez kilka miesięcy był oszukiwany, zakochał się w dziewczynie, która go z zimną krwią zabiła i na dodatek musi z nią mieszkać pod jednym dachem przez najbliższą wieczność.

- Camille? Jak się czujesz? – Szepnęła Jaye w stronę drobnej postury blondynki, która stała do niej tyłem. Wpatrywała się w zachodzące już Słońce i nawet nie wzdrygnęła się, kiedy usłyszała zmieszany głos swojej przyjaciółki. Zachowywała się jak robot, którego wyłączono, bo zwariował. Nie odzywała się do nikogo przez resztę dnia i za każdym razem, gdy ktoś próbował jej pomóc, zbywała go wzrokiem albo po prostu nie współpracowała. Alec jako z najmłodszych Upadłych w ich towarzystwie chciał jej pomóc, ale ona nie uważała się za jednego z nich, więc po prostu na niego nakrzyczała i wywaliła za drzwi.
      Odwróciła się szybko w stronę dziewczyny i przygwoździła ją do ściany, sycząc w jej stronę:
- Twój chłopaczek mnie zamordował, ale wiesz co? Nie mogę iść na policję, wiesz dlaczego? – Jaye przełknęła głośno ślinę i pokiwała twierdząco głową. – Nikt nie może iść na policję, bo ja do cholery, żyję!! – Jaye upadła na ziemię, gdy dziewczyna ściągnęła rękę z jej szyi. Pomasowała się delikatnie, czując jak tętno jej przyspiesza i zaczyna się lekko dusić. Odkaszlnęła głośno, a co Camille odwróciła się i spojrzała w jej zielone oczy.
- Przepraszam, Jaye. Nie chciałam. – Przytuliła się do niej, ale blondynka odskoczyła od dziewczyny i stanęła przy drzwiach.
- Nie masz prawa mnie o to obwiniać. – Camille odwróciła się do niej plecami i po chwili usłyszała głośny trzask. Zachłysnęła się łzami i usiadła  na kanapie, ukrywając twarz w dłoniach. Nigdy nie czuła się tak podle, oprócz dnia, w którym wrzucono ją pod autobus. Pamiętała ten dzień, jakby to stało się wczoraj. Widziała przystojnego chłopaka i delikatnie się do niego uśmiechnęła, w kolejnej minucie leżała pod autobusem. Co prawda od razu zauważyła czarnowłosą z pokoju, która przywróciła ją do świata żywych… Wolała umrzeć niż żyć jak Upadły Anioł, ale nie miała wyboru. Dopiero Paul, kiedy wstąpił w progi Łowców zdobył informację potrzebne do odwołania czaru. Musiała polać się krew. Camille nie mogła wytrzymać presji, którą na nią naciskali, więc gdy tylko Paul zamordował swoją matkę, uciekła. Wyprowadziła się od najbliższych, nie pożegnała się z przyjaciółmi i ruszyła zwiedzać świat. W Hiszpanii obiło jej się coś o uszy, że znaleźli dziewczynę z darem przewidywania przyszłości w Francji. Wiedziała, że babcia Jaye jest najwyższym magiem, więc podejrzewała, że dar posiada albo matka Jaye albo ona sama. Kiedy usłyszała opis dobrze wiedziała, że chodzi o jej przyjaciółkę. Spakowała się i ruszyła w małe odwiedziny. Zatrzymała się u Paula, ale tym razem napotkała także inne towarzystwo. Okazało się, że od jej ucieczki Nathalie wpadła w wir i zabijała wszystkich, którzy natknęli jej się na drogę. Poznała Emily – kobietę w czerwieni, która pomogła jej wyzbyć się negatywnych emocji.
      Kazali jej przypadkiem natknąć się na Jaye i rozpocząć rozmowę, zdobyć jej zaufanie..


- Co z nią? – Spytał Alec i upił łyk herbaty z filiżanki. Jaye zmroziła go wzrokiem i spojrzała na Nathalie, która nie odzywała się ani słowem odkąd wyszli z sypialni.
- Jesteś z siebie zadowolona? – Syknęła w stronę czarnowłosej. Dziewczyna spojrzała się na nią ślepo i po chwili odwróciła wzrok. Jej oczy były bladoniebieskie i opuchnięte, ale Jaye widziała w nich tyle bólu, że przez chwilę zrobiło jej się szkoda dziewczyny. Otrząsnęła się po chwili i podeszła do niej. Podniosła jej głowę do góry, tak, żeby móc jej spojrzeć prosto w oczy i syknęła:
- Pytam się, czy jesteś do cholery, zadowolona?! – Nathalie wstała z krzesła i popchnęła dziewczynę, tak mocno, że ta upadła na stolik obok. Czarnowłosa spojrzała się na swoje dłonie i zaśmiała się cicho. Wyciągnęła telefon z kieszeni i przyjrzała się swojej twarzy. Wory pod oczami zaczęły znikać, a jej oczy stały się ciemnoniebieskie. Jaye rzuciła się na dziewczynę, w momencie, gdy ta przeglądała się w lusterku i krzyknęła:
- Jesteś najpodlejszą osobą, jaką kiedykolwiek poznałam!
- Miło mi to słyszeć.  – Syknęła Nathalie i jednym ruchem zrzuciła ją z siebie. Zaśmiała się głośno i szepnęła:
- Nathalie Wredna Suka Level Up. Co wy na to? – Alec spojrzał się dziwnie w czarne oczy dziewczyny i przewrócił oczami. Nie wiedział co się dzieje i nie był do końca pewny, czy chce wiedzieć.

- Zgodziła się? – Spytał blondyn i usiadł obok staruszki na kanapie.
- A jak myślisz?
- Nie.
- Jaki z ciebie inteligentny człowiek, Nicholasie. Byłoby szkoda, gdybyś zmarnował swój dar tutaj. – Syknęła i wstała z kanapy, stając z nim twarzą w twarz. Położyła mu dłonie na skroniach i mocno pociągnęła  w lewo, skręcając mu kark. 







Tumblr_m682c0acho1rvf139o1_500_large

środa, 13 lutego 2013

Dwadzieścia dwa.

Przewróciła się na drugą stronę łóżka, kiedy zabrzęczał jej telefon. Rozejrzała się po pokoju – na sofie leżała Camille, której najwyraźniej całkiem dobrze się spało na kolanach Paula, który był ułożony w całkiem niewygodnej pozycji siedzącej. Trzymał dłoń Camille w swojej i głęboko oddychał. Kiedy Jaye pierwszy raz go zobaczyła pomyślała, że jest piękny. Nie przystojny, to za małe określenie. Jego zielone oczy hipnotyzowały, a umięśnione ciało pobudzało zmysły. Otrząsnęła się z tych myśli i spojrzała na ekran swojego telefonu.
- Co ta kobieta znowu chce. – Westchnęła Jaye i otworzyła wiadomość, w której znajdował się adres i godzina. Blondynka spojrzała na zegarek, godzina spotkania wybije za dwie i pół godziny. Jaye miała zamiar się tam zjawić, ale na pewno nie sama. Pójdzie z Camille i Paulem, o ile oni się zgodzą.  Zablokowała telefon i wyciągając z torby niebieską marynarkę, pomarańczową bluzkę na ramiączkach i dżinsowe spodnie ruszyła w stronę łazienki, żeby wziąć orzeźwiający prysznic.
      Ściągnęła z siebie ubranie i weszła pod prysznic, trzepiąc się z zimna. Jak na lato wszędzie było strasznie zimno, co dziwiło po części blondynkę, która była przyzwyczajona do ciepłych lat i morza. Tęskniła za czasami, kiedy mogła sobie spokojnie wyjść na plażę i posiedzieć na molu, wpatrując się w zachód lub wschód słońca, które w Cannes były wyjątkowo piękne. Pragnęła znowu choć na jeden dzień poczuć się wolna, bez żadnych ograniczeń i bez strachu w oczach, że znajdzie kolejną zawieszkę. Zawieszkę, która zrujnuje życie komuś jeszcze. Według jej obliczeń zawieszkę znajdowała co miesiąc, piętnaście dni po przypięciu breloczka ginął ktoś z jej rodziny. Jaye wykonała kilka rachunków na zaparowanej kafelce w łazience i westchnęła głośno, kiedy ujrzała cyfrę sześć. Czyli wychodziło na to, ze kolejną zawieszkę znajdzie za niecały tydzień. Westchnęła głośno i zmazała jednym ruchem cyfrę z granatowej kafelki. Obmyła ciało różanym płynem do ciała i wyszła spod prysznica. Przejechała dłonią po zaparowanym lustrze i przyjrzała się uważnie swojej twarzy. Ciemne wory pod oczami zniknęły, a spierzchnięte usta to nie był jej już największym problem. Po jej czole spływały małe kropelki potu, połączone z wodą, spływające z jej włosów. Przejechała dłonią po krótkich, poszarpanych blond pasmach i westchnęła głośno. Faktycznie wyglądała tragicznie w tej fryzurze, ale już nic z tym nie zrobi. Zastanawiało ją tylko to, dlaczego Paul nie chciał powiedzieć, że wie o co chodzi z jej bransoletką. Widziała wyraz jego twarzy, kiedy pokazała mu łańcuszek. Ukrywał coś, ale Jaye nie chciała zagłębiać się w jego prywatne sprawy. Sama nie lubiła, kiedy ktoś pytał się o jej prywatne sprawy, więc nie chciała robić tego samego innym. Jeśli chciałby powiedzieć coś na ten temat to by to zrobił.
- Utopiłaś się w sedesie, czy co? – Spytała Camille za drzwi, szarpiąc za klamkę. Jaye zaśmiała się cicho i przekręciła zamek. Drzwi się uchyliły, a Jaye ujrzała Camille siedzącą na ziemi pocierającą swoją kość ogonową.
- Mogłaś chociaż uprzedzić, że otworzysz te cholerne drzwi. – Jaye wybuchła śmiechem i założyła na siebie przygotowane wcześniej ciuchy.
- Myślisz, że moja babcia coś kombinuje? – Spytała Jaye i zapięła zamek w spodniach, podskakując lekko. Podeszła do lustra i przejechała dłonią po zaparowanym miejscu i uśmiechnęła się lekko. Przejechała jeszcze raz dłonią po swoich włosach i skierowała się w stronę wyjścia.
- Tęskniłam za tobą. – Szepnęła Camille w stronę swojej przyjaciółki, a w jej oczach pojawiły się łzy. Nigdy nie czuła czegoś takiego. Po wyjeździe Cam Jaye próbowała zapomnieć, pragnęła jedynie pogodzić się z tym, że strąciła swoje jedyne oparcie. Kogoś na kogo zawsze mogła liczyć. Mogła zadzwonić do niej w środku nocy, a Camille w samej pidżamie zjawiłaby się w jej mieszkaniu. Na tym polegała ich przyjaźń. Kochały się wzajemnie mimo, że znały wszystkie swoje sekrety i wady. Tolerowały je, bo właśnie na tym według niech polega przyjaźń. Na tolerancji tego, co nam się nie podoba.
- Ja za tobą też. – Jaye przytuliła się do Camille i uśmiechnęła się. Nareszcie wszystko zaczęło się poprawiać.

~*~
      Alec wpatrywał się w okno i myślał o tym, co powie Jaye kiedy zjawi się w jej domu, zupełnie niespodziewanie. Czuł, że w głębi duszy Jaye pragnie być odnaleziona. Ona nie lubi przebywać sama – potrzebuje towarzystwa. A jej towarzystwem miał na wieczność zostać blondyn.
- Serio, Alec? – Syknęła Nathalie w jego stronę i głośno ziewnęła. – Jest ósma rano. – Alec wzruszył lekko ramionami i obejrzał się za siebie. Nathalie stała w przejściu w samej koszulce i bokserkach. Za nią stanął Samuel, który prawdopodobnie był na nogach już o świcie.
- Przyniosłem wam kawę. – Powiedział miło chłopak i położył dwa kubki na szklanym stoliku. Nathalie spojrzała się na niego krzywo, a następnie wzrokiem wróciła do mierzenia zwartości torby Aleca, który była praktycznie pusta. – Czemu nie pijecie? – Spytał cicho i usiadł na skórzanym fotelu w rogu pokoju, wpatrując się ślepo w parę przyjaciół.
- Oczekujesz od nas, że rzucimy się na stolik jak nastolatki na Biebera? Nie, nie zrobimy tego. – Zanim dziewczyna skończyła mówić, Alec stał przy stoliku i powoli sączył kawę z zielonego kubka. Samuel cicho się zaśmiał i wskazał głową na blondyna, który opierał się o ścianę i pił mocną kawę. Nathalie prychnęła i powiedziała:
- No, przynajmniej ja tego nie zrobię. – Samuel uśmiechnął się szeroko i spojrzał za okno. Wpatrywał się dłuższą chwilę w jeziorko i ponownie spojrzał na Nathalie. Gdy tylko jej wzrok złączył się z jego, odwróciła się i wyszła z pokoju Aleca, kierując się w stronę swojej sypialni. Alec nie zwrócił nawet uwagi, gdy Samuel przeszedł obok niego, ruszając za Nathalie. Przekręcił lekko klamkę i spojrzał na czarnowłosą, która siedziała na łóżku z twarzą w dłoniach. Samuel podszedł do niej powoli i delikatnie położył jej dłoń na ramieniu. Nathalie lekko podskoczyła na łóżku i spojrzała na chłopaka, który subtelnie się do niej uśmiechał. Dziewczyna nie potrzebowała jego współczucia. Tęskniła tylko za dawną sobą. Wolała siebie w wrednej wersji, kiedy nie przejmowała się niczyimi uczuciami oprócz swoich. Była egoistką, ale dumną z siebie. Potrafiła  przepraszać, wybaczać, choć nie robiła tego często, nie robiła tego praktycznie nigdy. Nie lubiła tego robić, a okazywanie uczuć było dla niej oznaką słabości.
Teraz… teraz często płakała, użalała się nad losem innych i najchętniej uratowałaby jakiegoś małego człowieczka z pożaru. Miała potrzebę pomagania i właśnie to ją przerażało. Kiedy Samuel przyniósł im kawę, coś jakby w niej pękło. Obudziła się dawna Nathalie, którą tak bardzo kochała. Tęskniła za nią, ale czuła, ze wszyscy inni woleli ją w milszej wersji. Nawet ona sama zaczynała siebie taka lubić, chociaż nadal uważała, że łzy to oznaka słabości. Niby wszyscy choć raz w życiu płakali, ale nie ona. Była twarda, dopóki w jej życiu nie pojawił się Alec i Jaye. Potrafiła ranić wszystkich dookoła i nie miała wyrzutów sumienia, kiedy ściągała kolejną osobę na złą drogę, a teraz?  Teraz bała się otworzyć drzwi… Bała się śmierci, która mogłaby czekać na nią za każdym rogiem. Tyle lat udało jej się przeżyć bez spotkania ani jednego Łowcy. Dopóki nie robiła nic złego albo robiła to w ukryciu, nie mieli prawa jej nic zrobić, ale teraz, kiedy mają dowody na to, że podróżowała z nimi zwykła śmiertelniczka, a jeden z Upadłych Aniołów został zmuszony do śmierci… Mają pełne prawo zrobić jej krzywdę. Zadać ból, jakiego nigdy sobie nie potrafiła wyobrazić. Co prawda w jej głowie wiele razy pojawiał się obraz jej samej na wielkim kole do tortur. Słyszała od Erica, że to straszny ból. On sam znalazł się tam raz, ale udało mu się uciec, jako jedynemu Upadłemu w ciągu całego życia Nadludzi. Reszta ginęła podczas tortur albo popełniali samobójstwo w celach. Wampiry wychodziły na promienie słoneczne, wilkołaki wbijały sobie srebrne sztylety w pierś, które jakimś cudem ktoś im przemycił, a elfy podcinały sobie żyły swoimi długimi paznokciami. Każdy miał swój sposób na przerwanie cierpienia… Nathalie nie miała zamiaru go nawet przeżywać, jednak, żeby to zrobić musiała wybić Cassandrę, co zdoła odwrócić uwagę reszty Łowców od walki, w tym czasie ona będzie mogła powoli każdego wykończyć, aż w końcu będzie wolna.

~*~
Camille siedziała w restauracji i powoli popijała zieloną herbatę. Jaye nie pozwoliła jej ze sobą iść, co uniemożliwiało jej dokładnie poznanie planów Łowców. Miała tylko nadzieję, że Jaye będzie na tyle ufna, po sytuacji w łazience, gdy musiała jej skrupulatnie wyznawać tęsknotę, że powie jej wszystko, o czym rozmawiała ze swoją babcią. Z drugiej strony ta, mogła wymagać od niej reguły tajemnicy, która nie pozwalała wynieść tajemnicy poza obręb pomieszczenia, w którym została przekazana tajemnica. Gdy ktoś łamał tę regułę, czekała go śmierć w męczarniach lub lochy Łowców, które nie były zbyt przyjemnym miejscem. Całymi dniami siedziałeś bez jedzenia na zimnej podłodze, a wieczorem dostawałeś tylko jakąś mętną zupę z marchewkami i kawałek chleba. Spałeś na podłodze, chyba, że udało ci się wybłagać cienki kocyk. W zimie wręcz przymarzałeś do ziemi, gdy Łowca „zapomniał” zamknąć ci okno. Camille nigdy nie chciała tam trafić i nawet teraz, gdy tylko o tym myśli przechodzą ją ciarki. Dlatego musiała właśnie poznać plan działania. Bez niego na pewno umrze.
     Chciała zniszczyć wszystkich Łowców, lecz najbardziej chciała się pozbyć ich przywódczyni – Cassandry. To ona była najgorsza i najpotężniejsza, dlatego właśnie Camille chce mieć po swojej stronie Jaye. Paul stwierdził, że dziewczyna ma dar przewidywania przyszłości albo potrafi poznać twoją przeszłość przez dotyk. Dla Camille byłoby dobrze, gdyby dziewczyna posiadała oba dary. Nie była jednak pewna nawet jednego.
Wzdrygnęła się lekko, gdy Paul dotknął jej ramienia, spojrzała na zegarek – nie spodziewała się go tak wcześnie na dole.
- I jak poszło? – Spytał i usiadł naprzeciwko dziewczyny.
- Myślę, że wszystko mi powie, ale to zależy od jej babci. – Samuel pokiwał głową na znak zrozumienia i złożył ręce na stole. Rozglądał się chwilę po restauracji, w której siedziała jeszcze tylko para młodych ludzi, którzy im się przyglądali. Wysoki blondyn i niska czarnowłosa dziewczyna, która coś mówiła do swojego przyjaciela.
- Nie odwracaj się szybko, ale przyjrzyj się tamtej dwójce, która siedzi cztery stoliki od nas. – Szepnął do Camille Paul i dziewczyna subtelnie rozejrzała się po pomieszczeniu, udając, że szuka kelnera.
- Kto to jest? – Spytała w międzyczasie. Paul wzruszył ramionami i wskazał głową na wyjście. Camille pokiwała głową i upiła ostatni łyk z filiżanki. Wyszli z pomieszczenia i stanęli przy wyjściu, czekając aż pozostała dwójka wyjdzie. Byli pewni, że zostali śledzeni, nie wiedzieli tylko dlaczego.
      Camille stanęła po jednej stronie wyjścia, a Paul po drugiej. Nagle usłyszeli szuranie krzeseł i kroki, kierujące się w ich stronę. Para była przygotowana do ataku, ale nie zdążyli nic zrobić, gdyż zostali nagle przygwożdżeni do ściany. Czarnowłosa trzymała za szyję dziewczynę i podniosła ją do góry, tak samo jak blondyn Paula.
- Kim jesteście? – Wycharczała blondynka w stronę dziewczyny i zakrztusiła się śliną.
- Miło, że pytasz, ale nieładnie jest się odzywać bez pytania.  – Czarnowłosa puściła dziewczynę, która upadła na ziemię i zaczęła się dusić.
- Co robisz?! – Krzyknął jej towarzysz i mocniej przycisnął Paula do ściany.
- Młoda się dusiła, a ja potrzebuję odpowiedzi od żywej osóbki, prawda blond? - Kopnęła ją w plecy, na co Paul zaczął się wierzgać.
- Denerwujesz mi chłopaczka, Nathalie. – Syknął chłopak i uderzył pięścią w brzuch chłopaka. Nagle podszedł do nich konsjerż i przestraszony spytał czarnowłosej, co się stało. Dziewczyna podeszła do niego i przejechała paznokciem po jego klatce piersiowej, cicho odpowiadając: 
- Kompletnie nic. Po prostu rozmawiamy sobie z przyjaciółmi. – Uśmiechnęła się szeroko i mężczyzna odszedł.
- Co to było, do cholery? – Spytała Camille i usiadła przy ścianie, wciąż nie potrafiąc się szybko ruszać.
- Rozmawiałyśmy już o mówieniu bez pytania. – Camille spojrzała się na Nathalie zdziwiona i skrzyżowała ręce na piersi.
- Patrz jaka grzeczna, Alec. – Blondynka prychnęła cicho i odwróciła głowę w stronę Paula, który był cały czerwony ze złości.
- Hej, hej! – Syknęła w jego stronę Nathalie i podeszła do Aleca – Bo dostaniesz nam tu za chwilę wylewu, a tego nie chcemy, prawda blondyneczko?
- Po co tu przyszliście? – Wycharczał Paul i kopnął Aleca w brzuch, przez co blondyn zatoczył się do tyłu i mógł się już swobodnie ruszać. Nathalie złożyła automatycznie dłonie w pięść, gotowa do walki, ale chłopak po prostu stanął i założył dłonie na piersi. Nathalie nieco się zdziwiła, kiedy poczuła mocne uderzenie w tył głowy. Upadła na ziemię, a kiedy otworzyła oczy zobaczyła blondynką, która przyciskała stopę do jej krtani. Rozejrzała się dookoła i zobaczyła, że Alec także został przygwożdżony do podłogi.
- Punkt dla ciebie. – Syknęła Nathalie i przewróciła się na drugi bok, wydostając się spod ucisku dziewczyny. Kopnęła ją energicznie w brzuch, podnosząc się z ziemi. Alec skorzystał z okazji, że Paul zluzował uścisk i wydostał się spod ciała chłopaka, wykonując półobrót i powalając go na ziemię.
- No popatrz, a teraz punkt dla mnie. – Szepnęła czarnowłosa nad uchem dziewczyny, krępując jej nogi łatwym zaklęciem. Camille rzucała się po ziemi jak rybka wyciągnięta z wody, ale kiedy zrozumiała, że nie ma szans po prostu zastygła i odwróciła głowę w stronę wejścia. Nathalie podeszła do Paula i zrobiła to samo, co dziewczynie. Teraz mieli przewagę, a Cam i Paul nie mieli jak się bronić. Nathalie zaśmiała się cicho pod nosem i syknęła;
- Nieciekawie jest przegrywać, co? – Alec zaśmiał się cicho i kopnął Paula w plecy, pytając:
- Który pokój?
- Nie powiem ci. – Syknął brunet i odwrócił głowę w przeciwną stronę. Alec prychnął i kopnął chłopaka w kręgosłup, na co ten głośno krzyknął, nie spodziewając się ataku ze strony blondyna.
- 209! – Krzyknęła blondynka ze łzami w oczach. Paul spojrzał się na nią groźnie.
- Idziemy? – Spytał Alec Nathalie, ale dziewczyna nie wydawała się zbyt pewna, że blondynka podała im prawidłowy numer pokoju.
- Nie jestem pewna, czy chcę wierzyć rozhisteryzowanej dziewczynie, zakochanej w chłopaku, który jej nie chce. – Alec zaśmiał się głośno i wyjął kartę, otwierającą pokój z tylnej kieszeni spodni chłopaka. Camille załkała głośno, na co Paul syknął:
- Zamknij się już.

- Jak zobaczę tam nagiego staruszka, który tańczy pogo, to obiecuję, zabiję tą blondynkę z dołu. – Alec zaśmiał się głośno, ale po chwili wykrzywił się i powiedział:
- Uwierz mi, że ja też, bo właśnie sobie to wyobraziłem. – Blondyn przyłożył kartę do czytnika i przekręcił klamkę, wchodząc do środka. Na pierwszy rzut oka, nie było widać niczego podejrzanego, ale Alec kazał zostać Nathalie przed drzwiami. Wszedł powoli, rozglądając się dookoła, dopóki Nathalie po prostu go nie wyminęła, zaczynając otwierać drzwi do łazienki i szafek.
- Serio myślałeś, że dam ci zrobić wszystkie fajne rzeczy w tym pokoju? – Dziewczyna prychnęła pod nosem – Pusto.
     Alec podszedł do walizki i delikatnie zaczął rozsuwać zamek.
- Och! Zachowujesz się jak baba. Po prostu rozsuń ten cholerny zamek i zobacz co jest w środku. – Alec spojrzał się na dziewczynę spod byka i otworzył szeroko walizkę. Spojrzał na Nathalie, która jak na zawołanie podeszła do chłopaka.
- Zostaw to! – Usłyszeli głos chłopaka z holu i zastygli w bezruchu. – Cofnijcie się z uniesionymi rękoma. – Nathalie prychnęła cicho i nadzwyczajnie szybko znalazła się przy chłopaku, kopiąc go w nadgarstek. Broń wyleciała z jego dłoni i znalazła się koło łóżka. Camille i Alec w tej samej chwili rzucili się w jej stronę, ale blondyn był bliżej i już po sekundzie celował nią w blond dziewczynę, która stała przy ścianie.
- Zachowujesz się jak wampir, ale nim nie jesteś. – Syknął Paul w stronę Nathalie, na co dziewczyna cicho się zaśmiała i spytała;
- Widzisz tę opaleniznę? – Spojrzała na Aleca – Słyszałeś to? Koleś myślał, że jestem wampirem. – Alec zaśmiał się głośno, nie odrywając palca od spustu.
     Paul próbował się wyrwać spod ucisku Nathalie, ale zanim dziewczyna zdążyła coś zrobić, Alec syknął:
- Jeden ruch, a dziewczyna zginie. – Paul przystanął na moment, ale po chwili ruszył biegiem w stronę blondyna. Nim zdążył mu coś zrobić, Alec nacisnął spust i kula zatrzymała się w ramieniu blondynki, która zwijała się z bólu na podłodze. Nathalie westchnęła głośno i powiedziała:
- Nienawidzę cię. Ty będziesz sobie walczył, a ja mam zbierać biedną, postrzeloną blondyneczkę z ziemi. – Alec zaśmiał się głośno i przewrócił jednym ruchem Paula na ziemię. Chłopak zawarczał z bólu i rzucił się na Aleca, który zaśmiał się i syknął mu na ucho:
- Nie będę się z tobą bawił w dobrego i złego. Dobrze wiesz, że jesteśmy Aniołami i dlatego chcesz się nas pozbyć. – Paul zastygł w jednym ruchu i nie potrafił powiedzieć ani słowa. Nie spodziewał się, że będzie walczył z Aniołami. Myślał, że ma do czynienia z parą wampirów. Wszystko się zgadzało, ale dopiero teraz uświadomił sobie, że za oknem świeci Słońce, więc praktycznie było to niemożliwe.
- Zamienimy się?  - Szepnął Alec do Nathalie ze śmiechem. Paul wstał z chłopaka i usiadł na łóżku.
- Blond umiera, może byś tu z łaski swojej ruszył swoje zacne, cztery litery i pomógł mi. – W momencie, gdy Alec podszedł do dziewczyn Camille kaszlnęła krwią i zamknęła oczy. Nathalie przyłożyła jej dłoń do policzka i wypowiedziała kilka słów, próbując nie skupiać się na swojej złości. Kiedy to nie pomogło, syknęła w stronę Aleca:
- Dzwoń do cholernego Jauqlina. – Alec poklepał się po kieszeniach, ale nie potrafił znaleźć telefonu. Musiał mu wypaść, kiedy walczyli na holu.
- Daj mi swój telefon. – Syknął w stronę Paula, który tylko spojrzał tępo na Camille i wyciągnął powoli telefon z kieszeni spodni.
- Muszę sobie kupić spodnie z głębszymi kieszeniami. – Powiedział Alec, wybierając numer do swojego przyjaciela.
- Samuel, mamy problem. – Szepnął Alec, wstając z podłogi. – Mamy postrzeloną dziewczynę w pokoju i ona tak jakby nam tu umiera, a wiesz jak bardzo nie chcę znaleźć się w więzieniu.
- POSTRZELILIŚCIE DZIEWCZYNĘ?! – Krzyknął do telefonu tak głośno, że Nathalie zaczęła się śmiać, przestając hamować cieknącą z ramienia blondynki krew.
- Trzymaj tą łapę tam. – Powiedział ze śmiechem w stronę czarnowłosej Alec i skupił się na słowach Samuela, który co chwilę przerywał, żeby zbesztać dwójkę przyjaciół za ich totalną głupotę. Po dwóch minutach Alec oddał telefon Paulowi i podszedł do Nathalie, mówiąc jej na ucho;
- Samuel mówi, że jesteśmy największymi idiotami jakich kiedykolwiek poznał i, że masz użyć jakieś zaklęcie tamujące krew zanim on tu nie przyjedzie. – Nathalie zaśmiała się głośno i powiedziała:
- Gdybym tylko znała to zaklęcie!  - Alec uśmiechnął się do niej i spojrzał na przerażonego Paula, który syknął w ich stronę:
- Jeżeli jej nie uratujecie to pourywam wam głowy.
- Jego wzrok mnie przeraża. – Szepnęła Nathalie i zaczęła się śmiać jeszcze głośniej. Paul wstał z kanapy i przyłożył dłonie do twarzy Aleca w taki sposób, że każdej chwili mógł mu łatwo skręcić kark.
- Skup się albo twój koleżka nigdy nie ujrzy światła dziennego. – Nathalie spojrzała na chłopaka, a Alec wciąż z uśmiechem na ustach, wpatrywał się w Camille.
- Wiesz, że jeżeli mnie zabijesz to ona nie uzdrowi ci dziewczyny, prawda? Więc weź te łapy z mojej pięknej twarzy.  – Paul odsunął się na krok od Aleca, na co dwójka przyjaciół zaczęła się śmiać. Nathalie z uśmiechem na ustach przyłożyła dłonie na skronie dziewczyny i powiedziała:
-  Krwistoczerwona ciecz spływa z wolna po ramieniu, z mojej winy postrzelona, ziemska śmiertelniczka. Krwistoczerwona ciecz spływa wolna po ramieniu, z mojej winy postrzelona, ziemska śmiertelniczka. Cholera, nie działa. – Syknęła Nathalie i spojrzała na Paula, który stał z założonymi rękoma i rozglądał się na boki.
- To nie jest zwykła śmiertelniczka. – Nathalie przyjrzała się dziewczynie i po chwili powiedziała:
- Znam ją. – Alec spojrzał się raz na Paula, raz na Nathalie, która z szeroko otwartą buzią wpatrywała się w prawie nieżywe ciało Camille.
- Jak możesz ją znać? – Syknął w jej stronę Alec, ale Nathalie jak zahipnotyzowana wpatrywała się w blond dziewczynę, która pluła krwią.
- Ona była Upadłym Aniołem. – Szepnął Paul, a Nathalie spojrzała się na niego wściekle. Podeszła do chłopaka i chwyciła go za szyję, podnosząc do góry.
- Czy ty jesteś świadomy, co właśnie mi powiedziałeś? – Paul kiwnął twierdząco głową i lekko kaszlnął. Alec podszedł do Nathalie i położył jej dłoń na ramieniu.
- Puść go. – Szepnął jej na ucho, na co dziewczyna cofnęła rękę, a Paul upadł na podłogę.
- O co chodzi? – Spytał Alec i spojrzał na Nathalie, która podeszła do blondynki, żeby spróbować powtórzyć zaklęcie. Jednak i tym razem nic to nie dało, jedynie sprawiło ból dziewczynie, która głośno kaszlnęła i wypluła całkiem sporą ilość krwi.
- Była Upadłym… Była jednym z nas, Alec. Ale ten dupek, myśląc, że ją ratuje poszedł do Łowców, a oni odwrócili zaklęcie. Nie powiedzieli ci jakie będą tego konsekwencje, prawda? – Paul pokiwał przecząco głową i schylił się nad Camille, całując ją w czoło. Alec usiadł na łóżku i tępo wpatrywał się w całą zaistniałą sytuacje, nic a nic z niej nie rozumiejąc.
- Byłych Nadludzi nie da się uzdrowić. Nicea nie zezwala na odwracanie zaklęć. - Syknęła Nathalie w stronę Paula, który rozpłakał się nad ciałem Camille.
- Co tu się do cholery dzieje!? – Wszyscy spojrzeli się w stronę drzwi i ujrzeli wściekłą Jaye, która stała w przejściu z zaciśniętymi pięściami, próbując równomiernie oddychać. – Camille!? – Spojrzała się na leżące blond ciało przy stoliku i rzuciła się w jej stronę. Schyliła się nad nią i sprawdziła, czy oddycha. Jej oddech był płytki i nierównomierny.
- Ratujcie ją! Na co czekacie?! – Krzyczała Jaye i płakała nad Camille, która wycharczała ostatkami sił:
- Zabij swoją babcię. – Przestała oddychać, ale wciąż trzymała dłoń Jaye. Blondynka zalała się łzami i krzyknęła:
- Nienawidzę was! Mogliście coś zrobić! – Alec podszedł do niej i chciał ją objąć, ale dziewczynę odepchnęła go.
- Nie dotykaj mnie! Wyjdźcie! – Alec wstał i skierował się w stronę wyjścia. Za nim pomaszerował Paul oraz Nathalie, która otarła pojedynczą łzę  z policzka.
- Mogę spróbować ją tu sprowadzić. – Szepnęła Nathalie i złożyła ręce na piersi, opierając się o ścianę. – Potrzebuję tylko tej księgi, którą zabraliśmy od wiedźmy.
- Jak niby chcesz to zrobić?
- A kim ty do cholery jesteś, żebym ci się tłumaczyła? – Syknęła Nathalie w stronę Paula, który tępo wpatrywał się w czarnowłosą.
     Nathalie miała pewien plan, ale tylko ona znała konsekwencje zaklęcia. Potrzebowała do tego Samuela, który znał się na magii lepiej niż ona. Miała dobę, żeby wykonać czar, inaczej dusza Camille odejdzie na wieki do piekieł. Skoro była kiedyś Upadłym Aniołem to znaczy również, że chociaż raz musiała kogoś zabić lub skrzywdzić, więc nie zasługiwała na niebo.  Z resztą nikt na nie nie zasługiwał, czasami Nathalie zastanawiała się, czy ono w ogóle istnieje. Co prawda, słyszała o nim i czytała, ale nigdy nie poznała nikogo, kto mógłby jej to udowodnić. Wierzyła w niebo i piekło, bo tak nauczył ją Eric, ale prawda jest taka, że każdy z nich trafi do piekła i tam spędzi całą wieczność patrząc na wszystkie swoje ofiary i przeżywając wszystko to, co one.
    Nagle w holu pojawił się czerwony dym i na dywanie stanął Samuel z księgą wiedźmy w ręce.
- Umarła? – Spytał cicho swoich przyjaciół, na co oni pokiwali twierdząco głową. Tylko Paul stal przy oknie i w ogóle nie zwrócił uwagi na to, że ktoś przybył.
- Próbowałaś? – Spytał Samuel Nathalie, która od razu pokiwała przecząco głową. – A chcesz? – Nathalie nie odpowiadając, weszła do pokoju, gdzie Jaye obmywała ciało Camille z krwi. Samuel pocałował Jaye w czubek głowy i poczuł lekkie mrowienie na ciele. Czuł się winny, że nie mógł powstrzymać tego wszystkiego i oszczędzić Jaye tego bólu.
- Możemy? – Spytał cicho mag, wskazując głową na Camille. Jaye wstała od Camille i wybiegła z łazienki, siadając na podłodze w sypialni. Samuel zamknął drzwi i położył Camille na zimnej podłodze łazienki. Przyłożył dłonie do jej czoła, ale Nathalie syknęła:
- To moja wina, ja to zrobię. – Samuel spojrzał się na czarnowłosą i cofnął dłonie, robiąc miejsce dziewczynie.
     Nathalie przyłożyła dłonie do jej skroni i powiedziała:
- Nim zdążysz dojść do bram nieba, zobaczysz postać  matki piekła. Zobaczysz twarz wroga. Ujrzysz oczy mordercy. Podążysz za nim i staniesz naprzeciw w walce. Mag straci moc całą, gdy ty wrócisz na ziemię.  Nie będziesz nic pamiętała, ale będziesz czuła wieczny ból w ciele. W miejscu, gdzie miało być twoje serce, znajdzie się kamień.
Ty nie będziesz tym samym stworzeniem. Wróg twój będzie żałował. Będziesz walczyć i milczeć. Staniesz się maszyną. Ale będziesz żyć.  Żyć z sercem z kamienia. I z wrogiem przed oczami.  – Samuel odskoczył od ciała Camille, gdy nagle rozbłysło niebieskim światłem, a Nathalie krzyknęła z bólu. Samuel czytał, że tak to ma wyglądać, ale bał się. Bał się, że nie odzyskają blondynki, a stracą Nathalie. Była jego jedyną przyjaciółką, nie chciał jej stracić.
Nathalie otworzyła szeroko oczy i wygięła się w nienaturalnej pozycji. Krzycząc z bólu, z jej oczu wydostawały się krwawe łzy. Krzyk czarnowłosej zamienił się w gorzki szloch. Samuel chciał do niej podejść, ale czuł się przywiązany do ściany.  Dziewczyna przycisnęła mocniej dłonie do skroni blondynki i powtarzała jak mantrę.
- Vita praevalet. Vita praevalet. (życie zwycięża)
- Nathalie. – Szepnął cicho Samuel widząc niebieskie oczy Nathalie, które po chwili stały się złote, a następnie niebieskie.
- Cholera, cholera! – Krzyczał Samuel, próbując ją oderwać od ciała Camille. Nathalie jednak trzymała dłonie przy skroniach Camille zbyt mocno, by można było je teraz rozdzielić. Po kilku sekundach dziewczyna puściła Camille i odskoczyła od ciała.
- CHOLERA JASNA!- Krzyknęła, przeglądając się w lustrze. Jej piękne, czarne oczy stały się niebieskie, jak za czasów, gdy była normalnym człowiekiem.
- Spróbuj na mnie nałożyć jakiś czar. – Samuel spojrzał się tępo na dziewczynę, ale nie szykował się do wykonania jej prośby.
- Zrób to, do cholery! – Krzyknęła i wystawiła rękę w jego stronę, zamykając oczy. Samuel przyłożył dłoń do jej przedramienia i wypowiedział krótkie zaklęcie uzdrawiające. Nathalie zaczęła krzyczeć z bólu i po chwili na jej przedramieniu pojawiła się czarna plama, która stała się poparzeniem. Nathalie zaszkliły się oczy i wybiegła z łazienki, rzucając się w ramiona Aleca, który nie wiedząc co się dzieje, przycisnął ją do siebie i pocałował w czoło. Paul podszedł do Camille, która powoli wstawała z podłogi, pocierając się w głowę. Jaye rzuciła się w ramiona Samuelowi, dziękując mu wylewnie.
- Ja nic nie zrobiłem, to Nathalie oddała jej swoją nieśmiertelność




piątek, 8 lutego 2013

Dwadzieścia jeden.



 - Naprawdę, Alec? Tak chcesz znaleźć swoją ukochaną? – spytała sarkastycznie Nathalie i spojrzała się na przekrzywiony baner, głoszący, że znajdują się u wróżki Adele. Alec pokiwał entuzjastycznie głową i nacisnął pozłacaną klamkę drzwi. Jedną stopą stanął w środku ciemnego pomieszczenia i rozejrzał się uważnie. Na suficie wisiały pospalane lampki świąteczne, które nie napawały specjalnie magiczną atmosferą, a przynajmniej nie w tej epoce. W kącie pokoju stał mały stoliczek, a na nim szklana kula i kilka talii tarota.
- Mogę w czymś pomóc? – Nathalie podskoczyła na dźwięk mocnego głosu kobiety, która nagle znalazła się w drzwiach. Alec wpatrywał się chwilę w kobietę i zapewne w jej wielkie znamię na policzku, po czym kulturalnie podszedł do niej i przedstawił się imieniem i nazwiskiem, ujmując jej dłoń. Nathalie pomachała jej z oddali i usadowiła się przy ścianie, wpatrując się w każdy ruch starszej kobiety, która poruszała się z prędkością lamparta po pokoju. Usiadła na jednym z krzeseł przy stole i kiwnęła dłonią na blondyna, który uważnie jej się przyglądał. Niepewnie podszedł do okrągłego stolika i usiadł na twardym, drewnianym krześle, nie przestając wpatrywać się prosto w oczy wróżki. Nie potrafił zrozumieć skąd ją znał, a jednak wydawala mu się znajoma, jakby kiedyś spojrzał jej już głęboko w oczy i postanowił nigdy ich nie zapomnieć z jakiegoś powodu. Chłopak spojrzał na brunetkę, która opierala się o ścianę i uważnie przyglądała się kobiecie. Nathalie jakby poczuła jego wzrok na sobie, spojrzala na niego i przecząco pokręciła glową, wskazując na drzwi. Alec jednak nie miał ochoty wychodzić z tego pomieszczenia dopóki nie dowie się czegoś pożytecznego od wróżki.
- A więc co chciałbyś wiedzieć, młody człowieku? – Szepnęła kobieta w jego stronę, rozkladając karty tarota. Alec spojrzal na Nathalie jakby szukając u niej zgody, ale dziewczyna nie zwracala na nic uwagi tylko uwaznie przyglądala się czernemu kotu, który obserwowal ją z szafki. Alec spojrzal się na powrót na kobietę, która najwyraźniej niecierpliwie czekala na odpowiedź.
- Mamy bardzo nietypową prośbę.
- Podaj mi dłoń. – Powiedziała kobieta i chwycila rękę blondyna, odwracając jego dłoń wewnętrzną stroną. Dotknęła koniuszkiem wskazującego palca linii życia i przerażona szepnęla w jego stronę:
- Demon… - Alec spojrzał się na Nathalie, która upuściła kota na ziemię. Zwierzę podbiegło do swojej pani i wskoczyło jej na kolana, wpatrując się swoimi zielonymi oczami prosto w Aleca, który nie potrafił wyrwac dłoni z uścisku kobiety.
- My chyba musimy już iść. – Szepnęła Nathalie i podeszla do swojego przyjaciela, żeby mu pomóc. Kobieta spojrzała się na drzwi i przekręciła dłoń Aleca o sto osiemdziesiąt stopni w lewo, zamykając tym samym drzwi na klucz.
- Nikt stąd nie wyjdzie. Skoro dwójka demonów przyszła do zwykłej wróżki, musi coś się dziać. Za każdym razem jak skłamiesz, młoda damo, ten blondynek będzie cierpiał. – Syknęla w stronę Nathalie i nacisnęła kciukiem na nadgarstek Aleca, który zwinął się z bólu na krześle. Nathalie spojrzala się na Aleca i kiedy chciała zaczać mówić, kobieta przerwała jej i spytała:
- Najpierw chcę się dowiedzieć z jakimi demonami mam do czynienia.
- Upadle Anioly. Jestem starsza. – Odparla Nathalie i spojrzala prosto w brązowo-niebieskie oczy wróżki. Wydawały się wściekle niespokojne, ale zarazem były to oczy kochającej matki i ukochanej.
- Widzę, że przewidziałaś moje następne pytanie. Kto jest waszym ojcem? – Nathalie głośno przełkneła ślinę i spojrzała na Aleca. Kobieta zacisnela uściski na jego nadgarstku, na co blondyn głośno krzyknąl. Nigdy nie spodziewał się, że to właśnie przy Nathalie będzie krzyczal z bólu.
- Eric. – Wyszeptała cicho czarnowłosa i zamknęla oczy, powstrzymując płacz. Nie mogła patrzeć jak Alec cierpi. Niczyje cierpienie nie było dla niej tak bolesne, jak Aleca i być może to bolalo ją najbardziej. Fakt, że przejmowała się kimś innym niż ona sama.
- Dobrze ci idzie. Mam jeszcze kilka pytań, zanim was stąd wyrzucę. – Syknela kobieta i przekręciła nadgarstek Aleca.
- Hej! Nie skłamałam! – Krzyknęła Nathalie  i spojrzała się prosto w oczy Adele, która zasmiała się gorzko i wcisneła swój paznokieć jeszcze głębiej w przegub Aleca. Blondyn spojrzał się na swój krwawiący już nadgarstek i wpatrywał się w czerwone kropelki cieczy, spływające powoli po jego ręce, omijające przeszkody w postaci długich paznokci wrożki.
- Kto jest waszym magiem? – Syknela kobieta w stronę czarnowłosej i wolną ręką pogłaskala swojego czarnego kota, który cicho zamruczał i ułożył się w kłębek na kolanach swojej pani.
- Samuel Jauqlin. – Szepnęla zaplakana Nathalie i położyła dłoń na ramieniu Aleca, w celu pocieszenia go. Jednak zamiast tego Alec głośno krzyknał, a w miejscu gdzie dziewczyna położyła dłoń została wypalona koszulka, a pod nią znajdował się czerwony, spalony pas skóry.
- Jak, do cholery? – Syknęla Nathalie i skoczyła z wyciągniętymi rękoma w stronę wróżki. Kobieta ledwo zdążyła się uchronić przed jednym atakiem, z drugiej strony atakował ją Alec, uderzając ją pięścią w brzuch.
- To może teraz ty nam odpowiesz na kilka pytań, co? – Syknęła w stronę wróżki Nathalie i przyłożyła stopę do szyi kobiety, która leżala na ziemi.
- Skąd tyle wiesz o demonach? – Spytał Alec, ale kobieta usmiechnęla się tylko i splunęla krwią na ziemię przed nią. Nathalie przycisnęla lekko stopę do jej krtani, powodując olbrzymi ból i po chwili upusciła ścisk na jej szyi.
- Nic wam nie powiem. – Charknęla stara wróżka i zaśmiala im się prosto w twarz. Alec kiwnąl głową na wróżkę i uśmiechnął się do swojej przyjaciołki. Czarnowłosa uśmiechnela się zawadiacko i kopneła kobietę w plecy. Po chwili przyłożyła dłoń do jej czola i kobieta zaczęła krzyczeć z rozpaczy. W swojej glowie zobaczyła wszystkie najgorsze koszmary: syna, który próbował ją zabić, magów, którzy ginęli podczas obrony królestwa, swoje siostry, które umierały w męczarniach podczas gdy ona zajmowala się swoim synem.
- Matko… - Szepnęła Nathalie, gdy odsunęła się od kobiety. Zdjęła nogę z jej szyi i spojrzała się w jej oczy, które wręcz szyderczo się z niej śmiały.
- Pomożesz nam? – Spytał się Alec i schylił się nad kobietą, która nagle splunęla mu krwią prosto w twarz i odwrociła glowe w drugą stronę. Nathalie wciąż sterczala nad wróżką podczas, gdy Alec próbował cokolwiek zdziałać.
- Pomożesz nam czy nie?! – Krzyknąl i wytarł rękawem ślinę zmieszaną z krwią z twarzy. Oczy kobiety zaświecily na zloto, a ona gorzko się zaśmiala i zniknęla, krzycząc:
- Ludzie postronni nie zaznają zbawienia! – Po ciele kobiety zostala tylko plama krwi kilka centymetrów od stop blondyna oraz pomarańczowe opary z rzuconego czaru.
- Biedaczka. Chore na umyśle była. – Szepnęła Nathalie łamiącym się głosem i próbowala się zaśmiać. Alec spojrzał się na plamę krwi, która po chwili stała się czarną mazią i powiedział:
- To nie był mag. To był demon. – Nathalie zerknęla na parującą maź i kopnęła kota, który błąkal jej się pod nogami.
- Bierz, co uważasz za potrzebne i zwijamy się stąd. – Alec kiwnal głową i rzucił się w stronę szafki w celu doszczętnego przeszukania jej.

- Masz coś ciekawego? – Spytala Nathalie, przeglądając stare księgi z komody. Zanim je otworzyła musiała przedrzeć się przez dwudziestoletnią wasrtwę kurzy, który zalegał na wszystkim co możliwe w tej komodzie. Alec mruknął coś z niezadowoleniem pod nosem i rzucił kolejną książką o ziemię. Nathalie zaśmiała się cicho i przeczytała:
- „Kolejny dzień czekam z utęsknieniem na mojego męża. Miał wrócić pół godziny temu. Czekam na niego z kolacją, a on wciąż nie wraca. Boję się, że coś się stało” Och! Jakie to smutne! – Szepnęła Nathalie i głośno się zaśmiała, zamykając z trzaskiem książkę.
- Mam! – Krzyknął Alec, podnosząc rękę w geście triumfalnym. Nathalie spojrzała na świstek papieru i cicho się zaśmiała. – Z czego się śmiejesz? – Syknął Alec i kopnął jakąś starą książkę w jej stronę.
- co to niby za karteczka jest? – Spytała sarkastycznie Nathalie i sięgnęła do książki, którą kopnął w jej stronę Alec.
- Adres jej syna. – Nathalie spojrzała znad książki na Aleca i podeszła do niego.
- To jest w Cannes. – Powiedziała cicho i schowała karteczkę do książki, wychodząc z pomieszczenia. – Trzeba się zwijać, za chwilę ludzie zaczną coś podejrzewać.
- Ludzie są głupi, podejrzewam, że nawet nikt nie wie, że tu mieszkała.
- Zdziwiłbyś się, bo tamta kobieta chyba kieruje się w naszą stronę. – Powiedziała Nathalie, wskazując głową za okno. W stronę pomieszczenia wróżki Adele kierowała się ruda kobieta w średnim wieku, która rozglądała się na boki, a w ręce trzymała plik kartek.
- Jest tu jakieś cholerne tylne wyjście? – Syknęła Nathalie i rozejrzała się po pokoju. Nagle zza firanki zobaczyła klamkę i pobiegła w tamtą stronę. Nacisnęła klamkę, modląc się w duszy do Nicei, żeby za drzwiami znalazł się w jakiś magiczny sposób pokój, w którym mogliby się schować przed nadchodzącą kobietą. Pociągnęła za klamkę i odetchnęła z ulgą, kiedy drzwi się uchyliły. Wskoczyła do środka, nie patrząc, czy Alec podążył jej śladem, ale po chwili poczuła łokieć blondyna w swoim brzuchu. Okazało się, że drzwi prowadziły do całkiem ciasnej kanciapy, w której znajdowały się pudła z nieznaną zawartością.  Nathalie kopnęła w kostkę, oznajmiając mu tym, że niewygodnie jej się stoi z łokciem wbitym w żebro. Alec zaśmiał się cicho i spróbował ustawić się w taki sposób, żeby obojgu było wygodnie. Nie zdążył jednak do końca się przesunąć, kiedy oboje spojrzeli na drzwi, gdy usłyszeli ciche skrzypienie. Alec przysunął palec do ust i delikatnie się uśmiechnął. Nathalie odwzajemniła uśmiech i zamknęła oczy, próbując nie skupiać się na tym, że znajduje się w ciasnym pomieszczeniu wraz z swoją dawną miłością. Było to dla niej trudne, bo zawsze o tym marzyła, ale wiedziała, że jeśli się porusza i podłoga zaskrzypi kobieta albo wybiegnie z pomieszczenia, albo okaże się demonem i ich zabije. Obie wersje wydarzeń nie wydawały się zbyt ciekawe, więc wolała nie wiedzieć co się wokół niej dzieje. Z uśmiechem na ustach wspominała czasy, kiedy Alec próbował jej się przypodobać i po chwili otworzyła oczy, ponieważ poczuła, jak Alec ściska ją za rękę. Spojrzała niepewnie na ich splecione dłonie i spojrzała na Aleca, który lekko uchylił drzwi. Zachłysnęła się powietrzem i ledwo powstrzymała atak kaszlu. Czuła jakby wielka gula utknęła jej w krtani. Dokładnie to samo myślała, kiedy mając pięć lat połknęła metalową kulkę.
- Wyszła. – Szepnął Alec, a Nathalie wybuchła kaszlem. Alec zaśmiał się cicho i poklepał ją po plecach. Rozejrzał się dookoła i zatrzymał wzrok na komodzie, na której znalazła się dodatkowa księga, której wcześniej nie widzieli. Alec podbiegł szybko do mebla i chwycił księgę, chwytając przy okazji kaszlącą Nathalie za rękę. Sprawdził ostatni raz czy ma adres w kieszeni i wybiegli od wróżki Adele.
- Nigdy więcej nie idę z tobą do żadnej wróżki! Do jasnej cholery, Alec! Ona mogła nas zabić. – Blondyn zaśmiał się cicho i wsadził wolną rękę do kieszeni, upewniając się, że zżółkła karteczka wciąż znajduje się w odpowiednim miejscu. Uśmiechnął się szeroko kiedy poczuł szorstki w dotyku papier i spojrzał na Nathalie, która rozglądała się po okolicy, wręcz pokazując wszystkim dookoła, że właśnie zabiła demona, którego nawet się nie spodziewała.
- Od kiedy stałaś się taka bojaźliwa? – Zakpił z dziewczyny Alec i spojrzał się prosto w jej granatowe oczy, które w zachodzącym słońcu przybrały ciemnoniebieski kolor.
- Może odkąd prawie zostałeś zamordowany przez demona? – Syknęła czarnowłosa i wróciła do rozglądania się po okolicznych domach. Nagle Alec zatrzymał się i syknął z bólu, klękając na ziemi.
- Alec! – Krzyknęła Nathalie w momencie gdy blondyn upadał na chodnik. Wtem z ust Aleca wydobył się dźwięk, który z początku przypominał płacz, ale gdy Nathalie dłużej się przysłuchała zrozumiała, że Alec się śmieje i to właśnie z niej. Kopnęła go w kolano, ale Alec nie przestawał się śmiać i najwyraźniej miał zamiar to robić przez najbliższe kilka minut, bo nie zwrócił nawet uwagi, że Nathalie usiadła na ławce niedaleko niego.
- Gdybyś tylko mogła zobaczyć swój wyraz twarzy! – Krzyknął do niej i wybuchł głośnym śmiechem, zwracając na siebie uwagę wszystkich przechodniów. Nathalie prychnęła cicho i odwróciła głowę od Aleca, żeby nie patrzeć na to, jak z niej kpi. Nie lubiła tego typu żartów. Była przyzwyczajona do widoku śmierci. Jej rodzice zginęli na jej oczach, jej babcia umarła w jej ramionach. Czasami myślała, że śmierć to jej najbliższy przyjaciel. Przychodzi w nieoczekiwanym momencie twojego życia i bez pukania wdziera się do twojego domu, jakby był u siebie. Przyzwyczajasz się do niego, ale za każdym razem, gdy cię rani zostawia bliznę. Bliznę w sercu, która nigdy nie zniknie. Zostanie na zawsze, jak rany zadane na wojnie. Za każdym razem, kiedy spojrzysz w lustro zobaczysz poharataną duszę, choć inni wciąż będą wpatrywali się w tego samego człowieka, którym byłeś przed laty. Uśmiechnięty, towarzyski – to wszystko cenili w tobie ludzie, dopóki twoim najbliższym przyjacielem nie stała się śmierć. Ludzie oddalali się od ciebie, bojąc się o siebie. Zostawiali cię samego, nie miałeś wyboru – musiałeś przyzwyczaić się do widoku śmierci, bo miałeś tylko ją. Wszyscy inni cię zostawili.
- Dobra, to był głupi żart. Idziemy dalej? – Spytał Alec, ledwo powstrzymując śmiech. Usiadł koło dziewczyny i podał jej rękę. Dziewczyna spojrzała na swojego przyjaciele i delikatnie się uśmiechnęła. Jego oczy, ten wzrok, uśmiech – to wszystko przeszkadzało w złości.
- Jesteś moim najlepszym przyjacielem. – Powiedziała Nathalie, a Alec uśmiechnął się szeroko i powiedział:
- Teraz przejdziemy do momentu, w którym mnie przytulasz i dajesz czekoladki? – Nathalie zaśmiała się głośno i mocno wtuliła się w ramię Aleca, który pocałował ją w czubek głowy.


- Jak przygotowania do próby? – Spytała Cassandra, kładąc dłoń na ramieniu bruneta. Nicholas uśmiechnął się szeroko, zakładając szatę maga. Przewiązał pas i wygładził suknie u dołu. Cassandra przyjrzała się uważnie chłopakowi i kąciki jej ust podniosły się do góry. Kobieta odeszła d młodego mężczyzny, który wciąż przeglądał się w lustrz, poprawiając coraz to nowsze fałdy, które pojawiały się na krwistoczerwonej sukni. Uśmiechał się raz po raz wypatrując kolejnego ubytku w jego stroju. Cassandra wyjęła swój telefon komórkowy i wysłała krótką wiadomość tekstową do swojej wnuczki z adresem miejsca, w którym miały się spotkać. Zatrzasnęła klapkę aparatu i wsadzila go do kieszeni sztruksowych spodni. Nagle przed nią wyrosła postać Erica. Cassandra lekko odskoczyła przestraszona i stanęła w pozycji bojowej.
- Taka zdolna łowczyni, a taka strachliwa. – Zakpił z niej mężczyzna i wsadził ręce do kieszeni czarnych dżinsów. Cassandra prychnęła cicho i syknęła:
- Nie ma czego się bać. Jesteś tylko hologramem. – Eric uśmiechnął się szeroko i wystawił rękę, dotykając ramienia Najwyższego Czarownika. Cassandra wzdrygnęła się, czując czarną moc, która przenikała jej ciało niczym malutki wąż, które przewijał się pod jej skórą.
- Niemiło, prawda? – Cassandra spojrzała się spod byka na mężczyznę i odsunęła się od niego. Wiedziała, że skoro przyszedł jako hologram nie będzie mógł się przesuwać. Nie miał na tyle odwagi, żeby przyjść zmierzyć się z nią osobiście. Wiedział, że przegra walkę. Łowców było zbyt dużo, żeby mógł sobie sam poradzić.
- Po co przybyłeś? – Syknęła kobieta i zaplotła ręce na piersi. Eric uśmiechnął się szeroko i powiedział:
- Przyszedłem cię odwiedzić, stara przyjaciółko. – Cassandra prychnęła.
- Nie jesteśmy przyjaciółmi odkąd odwróciłeś się od Nicei.
- Kto tak powiedział? – Spytał Eric i nagle jego postać zmaterializowała się przed zdziwioną kobietą, która ostatniej rzeczy, której się spodziewała było to, że Eric odważy się stanąć z nią twarzą w twarz.