Google+ Followers

sobota, 29 grudnia 2012

Szesnaście.

      Drugi dzień z rzędu dziewczyny siedziały w swoich łóżkach i pochłaniały kubek kawy za kubkiem, czytając to coraz to nudniejsze romanse, w których główna bohaterka była biedna, piękna i szalała na punkcie swojego szefa, który dziwnym trafem w przeddzień Wigilii Bożego Narodzenia uświadamia sobie, że jego sekretarka bądź sprzątaczka jest piękna.
       Nudziło im się, ale głowa, która kierowała całą ucieczką uznała, ze nie ma wychodzenia z pokoi przez najbliższe trzy dni, dopóki nie będą mieli stuprocentowej pewności, ze za ich śladem nie ruszyło stado Łowców Nadludzi.        
      Codziennie któryś z chłopaków, równo o świcie ruszał na obchód i sprawdzał okolicę. Kiedy wracał całą paczką ruszali na śniadanie do głównej jadalni pensjonatu, w którym podawano tylko organiczne jedzenie. Dotąd cała czwórka była przyzwyczajona do szybkich dań z budek przy ulicy, a jedynym daniem, które kojarzyło im się z posiłkami organicznymi były brukselki, toteż nie zdziwili się za bardzo, gdy pierwszego dnia na śniadanie zamiast czekoladowych płatków wylądowały przed nimi naleśniki z mleka sojowego z brukselkami i truskawkami "prosto z ogrodu".Wszyscy skrzywili się, ale odważnie zjedli całe przygotowane śniadanie kęs po kęsie. Uśmiechali się przy tym do właścicielki, która była tam także recepcjonistką, kucharką, kelnerką.
      Była wszędzie, gdzie tylko ruszyli jej goście. Na drugi dzień po południu zaoferowała się nawet jako przewodnik po okolicy, ale Alec odmówił grzecznie mówiąc, że wszyscy są zmęczeni po długiej podróży. Kobieta próbowała jeszcze później namówić Samuela na wycieczkę, który był bliski zgodzenia się, ale w odpowiedniej chwili do akcji wkroczył Alec, który ponownie, tym razem bardziej stanowczo, odmówił przemiłej kobiecie. Jaye była prawie pewna, że gdyby to jej kobieta zaoferowała się jako przewodnik natychmiast by się zgodziła. Nie była taka asertywna jak reszta towarzystwa. Łatwo ustępowała, co zawsze kończyło się tym, że na chemii lądowała z najgorszymi uczniami w klasie i za każdym razem musiała sama odwalać całą robotę.
      Nathalie spojrzała uważnie na Jaye znad książki i wypiła łyk kawy z kubka, który przyniosła jej przemiła córka właścicielki. Lustrowała ją przez chwilę, gdy nagle Jaye podniosła wzrok i spojrzała się na nią pytająco. Nie lubiła, gdy ktoś przyglądał jej się dłużej niż kilka sekund. Wiedziała, że wygląda głupio, gdy czyta i miała ochotę zdzielić czarnowłosą poduszką po twarzy.
- Co się gapisz? - Syknęła blondynka w stronę Nathalie, która uśmiechnęła się lekko i zamachała do niej kluczem od pokoju.
- Co ty na to, żebyśmy poszły na mały spacerek? - Jaye spojrzała się na nią nieco zaskoczona jej propozycją i najwyraźniej zrobiła zbyt poważną minę, bo uśmiech Nathalie wydawał się teraz mniej entuzjastyczny niż był przed kilkoma sekundami, gdy wpadła na jeden, genialny pomysł. Nienawidziła siedzieć w jednym pomieszczeniu przez dłużej niż kilka godzin, a oni trzymali ją już tam przed dwie doby. Alec powinien być świadomy, że prędzej czy później, któraś z dziewcząt wpadła by na taki pomysł. Nathalie wychowała się wręcz w dziewczęcym internacie. Umiała wymykać się tak, ze nikt nigdy nic nie zauważył, wiedziała więc, ze żaden z chłopaków także nie zwróci na to uwagi jeżeli wrócą przed obiadem.
     Jaye spojrzała na zegarek, który stał na niskiej komodzie i wstała z łóżka, ubierając sweterek. Co prawda za oknem świeciło Słońce, ale nigdy nie była w Rumunii, więc nie wiedziała jak tam jest. Nathalie uśmiechnęła się szeroko do blondynki i ubierając buty na wysokim koturnie, powiedziała:
- No, no, no. Rodzi nam się nowa buntowniczka. - Jaye przewróciła znacząco oczami i przerzuciła torebkę przez ramię. Wyszły z pokoju, nie zważając na to, ze ich telefony zostały na szafkach nocnych. Nagle jeden z nich zawibrował, ale dziewczęta nic nie usłyszały. Ekran aparatu zaświecił jeszcze kilka razy i po chwili na ekranie widniał napis:
 3 nowe wiadomości od Samuel
2 nieodebrane połączenia od Alec

     - Gdzie one do jasnej cholery są?! - Krzyknął wściekły Samuel, wchodząc do pokoju dziewcząt. Zrzucił kubek z zimną już kawą ze stolika nocnego i ruszył w stronę szafy, żeby zobaczyć, czy przypadkiem nie uciekły. Zawsze spodziewał się wszystkiego po Nathalie, ale nigdy tego, ze nie wypełni ich prośby. Chłopak spojrzał na dywan, na którym leżał lekko uszczerbiony kubek, a kawa rozpływała się w coraz większą brązową plamę.
     Alec podszedł do małej, drewnianej komody i wziął do ręki oba telefony.
- Cholera. Nie odebrały żadnej wiadomości. - Samuel przeklął pod nosem i spojrzał spode łba na blondyna, który przeglądał wiadomości tekstowe w telefonie Jaye.
- Normalka! Jakby przeczytały to by siedziały w tym zasranym pensjonacie! - Alec spojrzał na Samuela krytycznym wzrokiem, dając mu do zrozumienia, że ma się uspokoić. Mogli je znaleźć... musieli je znaleźć i to natychmiast.
     Gdy Alec rano ruszył jak co dzień na obchód zobaczył podejrzanego mężczyznę, który czaił się kilka kilometrów od pensjonatu. Miał na sobie granatową bluzę z kapturem, więc nie zobaczył jego twarzy, ale widział, że mężczyzna, gdy tylko poczuł się obserwowany pobiegł z niezwykłą szybkością w stronę lasu.      Wysłał do wszystkich wiadomości i nawet kilka razy zadzwonił, ale jedyną osobą od której otrzymał odzew był Samuel, z którym później pobiegł na obchód jeszcze raz. Nikogo jednak nie znaleźli, ale czuli, ze szybko trzeba przenieść się w inne miejsce zanim zostaną złapani. 
     Zastanawiało go tylko to, jak oni ich znaleźli? 
     Samuel wyszedł z pokoju i stanął twarzą do Słońca, wymawiając cicho jakieś słowa. Kiedy Alec podszedł bliżej, usłyszał:
-Im 'vultus pro puella
superhumane blonde.
Terra in qua sedeo locum adjuvet.
Illam sentio tamen mihi, Non possum nisi forte sit.*
Alec przyjrzał się uważnie Samuelowi, który skupiał się nadzwyczaj mocno, żeby znaleźc dziewczyny. Rozumiał powagę sytuacji i z całych sił próbował pomóc, za co Alec w duszy bardzo dziękował. Przynajmniej nie był z tym wszystkim sam.
     Brunet używał swojego połączenia z żywiołami bardzo rzadko, tylko, gdy naprawdę nie było innego wyjścia. Nagle Alec poczuł dziwny wiatr wokół siebie, a ziemia pod jego nogami zaczęła piec, gdy po jego twarzy spływały kropelki słonej wody. Nie rozumiał o co chodzi, ale próbował zachować stoicki spokój podczas gdy przyglądał się dalszym poczynaniom Samuela.
- Aliquam terris te.
Aliquam terram, possit satisfacere. **
Alec spojrzał na niego dziwnie, ale nic nie powiedział; nagle wszystko co go otaczało zniknęło i nie poczuł już więcej dziwnego ciepła pod nogami, ani chłodzących kropelek na twarzy.
     Podszedł do Samuela i spojrzał na niego pytająco, brunet kiwnał twierdząco głową i cicho szepnął:
- Narodowe Muzeum Sztuki w dawnym Pałacu Królewskim.

- Nie dotykaj tego! - Krzyknęła zaskoczona Jaye, kiedy Nathalie wręcz biegała po muzeum i próbowała rozwalić wszystko, co tylko się dało dotknąć i nie było za szybą. Podchodziła do każdej ławeczki, szukała ludzi, z których można się ponabijać i robiła to. Wrzucała im śpiewniki do torebek, żeby bramki przy wyjściu zaczęły piszczeć; krzyczała, że starszy mężczyzna chce ją napaść, podczas gdy staruszek po prostu wchodził do toalety. Jaye usiadła na jednej z ławeczek i schowała twarz w dłoniach. Nie miała ochoty tu przebywać, ale równocześnie miała dość tego, ze Samuel wraz z Alecem po prostu im rozkazywali.
       "Nie możecie ruszyć się z tego pokoju" wciąż pobrzmiewały w jej głowie słowa Samuela. Miała wtedy wielką ochotę odpowiedzieć mu, żeby cmoknął się tam, gdzie Słońce nie dochodzi, ale powstrzymała się wiedząc już jaką wielką moc posiada - Nathalie ją o tym uświadomiła. Miała dość czarowników, magów czy jeszcze jakiś innych dziwnych stworzeń jak na tak krótki okres czasu, więc po prostu przymknęła się i słuchała zakazów i nakazów Samuela, który jej zdaniem miał zbyt wysokie mniemanie o sobie. Przecież nie wszyscy musieli się go słuchać, a Jaye tym bardziej...
- Jaye! - Usłyszała mocny głos Aleca, który niebezpiecznym krokiem zbliżał się do blondynki. Miała ochotę zapaść się pod ziemię albo uciec gdzie pieprz rośnie, ale wiedziała, ze gdy tylko zacznie uciekać Samuel użyje swoich czary-mary i z podłogi wyrośnie latorośl, która splącze jej nogi. Nie miała na to ochoty, szczególnie w miejscu publicznym.Chociaż z drugiej strony byłoby głupim pomysłem użyć magii w takim miejscu....
     Dziewczyna wstała z ławeczki co chwilę robiąc krok do tyłu, aż w końcu nie wiedząc czemu nie miała już powierzchni po której mogła się cofać. Stanęła jak wryta, kiedy Alec podbiegł do niej i przyłożył jej telefon do twarzy. Spojrzała na ekran, ale nic nie zobaczyła, bo był cały czarny. Spojrzała się pytająco na chłopaka, który spojrzał na aparat. Nacisnął jeden guziczek i dziewczyna przeczytała:
- "Nie wychodźcie z domu. Prawdopodobnie Łowca jest w pobliżu." Ups... - Spojrzała się przepraszająco na blondyna, który zaklął pod nosem, gdy ujrzał kilka metrów obok siebie mężczyznę w granatowej bluzie.
- Cholera, cholera, cholera! - Uderzył lekko pięścią o ścianę. Obraz, który na niej wisiał zachwiał się lekko, ale na całe szczęście nie spadł, za co w duszy dziękowała Jaye, która nie miała ochoty posiadać problemów z prawem na Rumunii, kto wie jakie mają tam prawo?!
- Co się dzieje? - Spytała rozglądając się na boki, ale widziała jedynie zwiedzających, którzy lamentowali na temat jakiegoś dziwnego obrazu, który Jaye zdecydowanie nie przypadł do gustu. Może dlatego, że wyglądał jak obrazek wyciągnięty prosto z Kamasutry? Nie rozumiała co ciekawego jest w dwóch nagich postaciach, które wygięte są w niemożliwych pozycjach. Przecież to nawet naturalne nie było!
- Łowcy nas śledzą. Zachowuj się naturalnie. - Jaye rozejrzała się nerwowo po muzeum, ale nie zauważyła nic podejrzanego, dopiero po chwili ujrzała mężczyznę w granatowej bluzie, który przyglądał im się zza wielkiej rzeźby. Jaye spojrzała na powrót na Aleca, który tylko nerwowo podreptywał w miejscu.
- Jeśli będę tak naturalna jak ty, to jestem w stu procentach pewna, że nim się obejrzysz po prostu nas zostawią. - Alec zacisnął pięści i przeklął pod nosem. Gdyby tylko wiedział, czy ten łowca wie dokładnie jak wyglądają, czy tylko po prostu pilnuje. Nagle wpadł na genialny pomysł. Przybliżył twarz do twarzy Jaye i cicho szepnął:
- Pocałuj mnie. Zakłócisz jego pole. Nie będzie wiedział co się dzieje, więc po prostu je wyłączy.  - Jaye niechętnie stanęła na palcach i pocałowała Aleca w usta, przyglądając się Łowcy, który zaczął się dziwnie zachowywać. Zaczął dreptać w tę i z powrotem, i mówił coś pod nosem, prawdopodobnie przeklinał, co zrobiłby każdy normalny człowiek, gdy tylko znalazłby się w  niebezpieczeństwie.
     Samuel wpatrywał się przez chwilę z niechęcią w całująca się parkę, ale po chwili uświadomił sobie co robią. Zakłócają pole magnetyczne chroniące łowce. Stanął w jakimś zacisznym miejscu i cicho wyszeptał:
-Moneo vobis Spiritum, qui ex hoc mundo tollere venator suscepit me. Placere eius destruere vel potestatem, vel temporarie unicestwij eam.*** - Spojrzał na Łowcę, ale ten jak stał przed wypowiedzeniem prośby tak trwał do teraz. Samuel nie wiedział co się dzieje. Zawsze jego prośby zostawały spełniane. Duch się go słuchał, bał się go, a jednak sprzeciwił się jego prośbie. Przez chwilę myślał co zrobić, ale po kilku sekundach wpadł na genialny pomysł i zgromadził całą siłę Ducha w dłoniach, na których pojawiły się srebrzystoniebieskie kule ognia, którymi rzucił w stronę łowcy. Było to mniej bezpieczne niż prośba do Ducha, ale gdy jeden sposób przestawał działać, trzeba było robić wszystko byle tylko zniszczyć wroga.
      Łowca zajął się ogniem i po chwili zniknął, ale nikt nie zwrócił na niego szczególnej uwagi; po chwili cała czwórka uświadomiła sobie, że tylko oni go widzieli. Wszyscy szybko wybiegli na zewnątrz i ruszyli w stronę pensjonatu po swoje rzeczy.


     - Jak on to zrobił?! - Krzyknęła zaskoczona Jaye, która wparowała do pokoju razem z Nathalie, która już nieraz i nie dwa widziała, jak Samuel używa swojej mocy. Sama kiedyś praktykowała czarną magię, ale znudziło jej się, gdy uświadomiono jej, że dostaje się od tego zmarszczek. Nie miała ochoty wyglądać jak starsza babuleńka, wychowująca swoje wnuczki kiedy będzie miała trzydzieści lat.
- Normalnie. - Jaye spojrzała spod byka na czarnowłosą, która była zbyt zaabsorbowana pakowaniem walizki, żeby raczyć spojrzeć na blondynkę, która latami trenowała ten wzrok.
- Dziękuję za tę wylewność. - Szepnęła cicho blondynka i wrzuciła wszystkie rzeczy z szafy to torby i z ledwością ją zapięła. Wydawało jej się, że kiedy wpakowywała rzeczy w swoim pokoju, było ich o wiele mniej. Otworzyła torbę jeszcze raz i przejrzała rzeczy. Wyciągnęła trzy czarne swetry i jeden czerwony, które z całą pewnością nie były jej. Chwyciła czerwony sweter z napisem "be happy" i spojrzała pytająco na Nathalie, która dalej nie zwracała na nią uwagi.
- Bardzo optymistyczny sweterek jak na takiego punk'a z krwi i kości. - Dziewczyna zaśmiała się ze swojego żartu i rzuciła sweterkami w dziewczynę. Nathalie obruszyła się i wrzuciła je do swojej walizki, choć nie było jej to na rękę. Nie zdąży ubrać połowy z tych rzeczy w jednym mieści, jak już będą wyjeżdżać. Dziewczyna miała nadzieję chociaż na pięciodniowy odpoczynek w Rumunii. 
      Ucieczki zdarzały jej się już wcześniej. Zazwyczaj robiła to w pojedynkę; w trójkę, a co gorsza w czwórkę trudniej było się poruszać. Zawsze Samuel rzucił na nią czar cichego lub szybkiego poruszania się i zawsze udawało jej się uciec przed Łowcami Nadludzi. 
      Nigdy nie potrafiła zrozumieć dlaczego chcą ich zniszczyć. Co prawda byli źli, ale nie wszyscy. Nigdy nie nazwałaby Aleca złym. Kiedy go poznała pomagał staruszce przejść przez pasy; nie zauważył jej wtedy, ani przez kolejne kilka miesięcy. Obserwowała go i codziennie zauważała kolejną rzecz, którą mogłaby pokochać, gdyby tylko była człowiekiem. W końcu, kiedy ujawniła go przed Erickiem, kazał go zamienić w Anioła. Nathalie nie miała wyboru, a przynajmniej tak sądziła, jej babcia zawsze powtarzała, ze jeśli się postarasz, zawsze znajdziesz lepszą drogę. Nathalie nie potrafiła się starać o nikogo, kto nie był nią. Upozorowała wypadek... Alec chciał popełnić samobójstwo; chciał skoczyć z mostu, ale zrezygnował. Kiedy schodził z poręczy, pchnęła go. Nie miała innego wyboru. Musiała go zamienić, inaczej nigdy nie mógłby z nią być, a ona pragnęła tego najbardziej na świecie. 
      Pech chciał, że Alec nawet po śmierci chciał być dobry, musiała wykorzystać jego słabości i ściągnąć go na złą stronę; nie lubiła tego. To ona zamieniła wszystkie Anioły w upadłe. Eric jej kazał, a nakaz przywódcy jest jak Dziesięć Przykazań Bożych dla chrześcijanina. 
      Musiała pilnować, żeby Alec ani na chwilę nie stracił poczucia wyższości w pierwszych miesiącach "bycia tym złym". Była przy nim cały czas, a kiedy Alec przysiągł być wierny swojemu panu, mogła odejść. I tak zrobiła... Chciała uciec, żeby więcej nie popełnić żadnego błędu. Alec podczas tych pierwszych miesięcy mówił jej, że gdyby nie ona wciąż byłby nikim. Nie był "nikim". Był dla niej całym światem, ale nie mogła mu tego powiedzieć. Recentes**** nie wolno było mówić nic o uczuciach. Musieli się ich wyzbyć; wyrzutów sumienia, wrażliwości, samotności - wszystkiego, co sprawiało, że mogli być słabi. Nathalie zamieszkała na kilka lat w Islandii. Pracowała z najstarszymi Upadłymi Aniołami i wyzbyła się wszystkich uczuć - miłości, samotności i uczucia pustki. Była twarda i egocentryczna. Wtedy liczyła się tylko ona. I w momencie, gdy czuła się najsilniejszą osobą na świecie wróciła. Spojrzała w oczy Aleca i nie czuła NIC. To był cios, który zabił w niej wszystko. ktoś, kto był dla niej niczym powietrze, stał się nikim w jej oczach.
      Zapięła walizkę i ze łzami w oczach podeszła do drzwi, czekając na Jaye, która próbowała dopiąć swoją torbę. Ścisnęła pięści i wzięła głęboki oddech. Nienawidziła tego uczucia, kiedy łzy zbierały jej się w kącikach oczu. Musiała wtedy zrobić coś złego i wszystko czego się uczyła przez te wszystkie lata powracało.
- Gdzie jedziemy teraz? - Spytała Jaye, rzucając torbę na ziemię. Podeszła do Nathalie i chwyciła ją za ramię. Nie wiedziała, czy dobrze robi, ale Nathalie nie odwinęła się, więc chyba nic złego nie zrobiła.
     Otworzyła drzwi i wyszła na dwór.
     Nathalie poprawiła grzywkę i z pewnym uśmiechem na ustach wyszła za blondynką. Samuel z Aleckiem stali już przy samochodzie i pakowali swoje bagaże. Rzuciła walizkę pod nogi Samuela i uśmiechnęła się do niego, przejeżdżając końcami paznokci po jego klatce piersiowej.
     Usiadła na tylnym siedzeniu i wyciągnęła telefon komórkowy z tylnej kieszeni dżinsowych spodni. Okręcała go w palcach przez kilka sekund i odblokowała go, pisząc krótką wiadomość.

Włochy. Co ty na to?

      Uśmiechnęła się szeroko i wysłała wiadomość. Schowała telefon do torebki i przyłożyła głowę do zimnej szyby. Po chwili samochód ruszył, a Nathalie zamknęła oczy, zapadając w sen. 



- Jak ich pilnowałeś, ze zwiali!? - Krzyknęła na młodego szatyna, który lekko się schylił, gdy Cassandra krzyczała. Nienawidził tego; jej głos był skrzeczący, a ona sama zabijała wzrokiem każdego, kto tylko zrobił coś nie po jej myśli. 
- Przepraszam. - Powiedział cicho i ściągnął kaptur z głowy. Był przystojny - miał jasnoniebieskie oczy, które teraz były lekko zaszklone, czarne włosy opadały mu na czoło, przez co wyglądał na młodszego niż w rzeczywistości był. Spojrzał się przepraszająco na starszą kobietę, która delikatnie się uśmiechała. Lubiła to poczucie władzy i było to widać w sposobie jej bycia. Prawda jest jednak taka, że gdyby ich poprzedni przywódca nie zginął podczas walki, Cassandra nigdy nie zostałaby głową Łowców Nadludzi. Kobieta położyła dłoń na głowie chłopaka i powiedziała:
- Wszystko dobrze, Nicholasie. - Chłopak wstał z klęczek i uśmiechnął się szeroko do kobiety. Uwielbiał być Łowcą, uwielbiał ich łapać, męczyć, a później zabijać. Niejeden raz był obecny przy torturowaniu Upadłych, ale nigdy nie złapał żadnego, zawsze zdążyli mu uciec. Ale teraz będzie inaczej; złapie ich przywódce i zabije go, niszcząc przy tym wszystkich Upadłych. Wszyscy byli zrodzeni z jednej krwi, z jednego rodu. Uznał, ze będzie łatwo...


- Gdzie jesteśmy?! - Krzyknęła Jaye, nie mogąc zrozumieć, dlaczego to było dla nich takie ważne, żeby trzymać to w tajemnicy przed nią. Przecież nie zadzwoni do swojej babci i nie wykrzyczy jej do telefonu, że właśnie jadą do jakiś Upadłych Aniołów. Nie była głupia, choć każdy inny w tym samochodzie uważał inaczej. Nawet Alec zaczął wątpić w to, że Jaye mówi im całą prawdę i nigdy nie powiedziała swojej babci, gdzie są i co robią. Wydawało mu się to podejrzane, że Łowcy znaleźli ich tak szybko.
- Mam déjà vu. - Syknęła Nathalie i spojrzała się na Jaye jak na kulę przy nodze. Nienawidziła jak ludzie się tak na nią patrzyli. Czuła się bynajmniej dziwnie, nie mówiąc o tym, że było jej nieswojo i nie wiedziała, gdzie podziać wzrok.
- Włochy. - Szepnął niemo Alec do lusterka, za co został skarcony szybkim uderzeniem w ramię przez Samuela. Jaye zrobiła wielkie oczy i spojrzała za okno.
      Zielone drzewa stawały się jedną wielką plamą i po chwili ujrzała ciemność. Alec spojrzał niespokojnie w lusterko i ujrzał, że Jaye zaczęła się trząść. Zjechał na pobocze i otworzył szybko drzwi od swojej strony. Nathalie otworzyła tylne drzwi i wybiegła z samochodu, żeby zrobić miejsce na rozłożenie blondynki na siedzeniu. Alec chwycił jej głowę, żeby nie zrobiła sobie krzywdy i pocałował ją w czoło. Blondynka zaczęła się pocić, a po chwili otworzyła delikatnie oczy. Pierwsze co zobaczyła to Samuela, który trzymał dłonie na jej skroniach. Szeptał coś cicho pod nosem i poruszał delikatnie palcami na jej czole. Czuła dziwne, buzujące ciepło w miejscach, gdzie Samuel stukał delikatnie palcami i po chwili poczuła się jakby ktoś wbijał jej tysiące małych noży w czaszkę. Jej twarz przybrała lekko czerwony kolor, a Samuel wpadł w szał. Wyszedł z auta i chodził w tę i z powrotem.
      Po raz pierwszy nie umiał uzdrowić człowieka. Czuł jak moc Ducha opuszcza jego ciało. Podszedł do barierki i spojrzał w dół na jezioro, na którym pojawiła się postać.
- Nicea. - Szepnął lekko przerażony Samuel i spojrzał się za siebie. Alec dotykał zewnętrzną częścią dłoni czoła Jaye, a Nathalie podawała jej wodę w butelce.
- Samuelu - chłopak spojrzał się z powrotem na spokojną taflę jeziora - Mam dla ciebie wiadomość od mego towarzysza życia. Musisz dopilnować, żeby dziewczynie nic się nie stało.
- Nathalie? - Spytał cicho Samuel, żeby reszta go nie usłyszała.
- Nie - odparła bogini - Jaye Parsons. Musisz ją uchronić... - Bogini nie zdążyła dokończyć swojej wiadomości, gdy stanęła przy nim Nathalie i poklepała go delikatnie po ramieniu.
- Jedziemy dalej. Wszystko pod kontrolą. - Samuel spojrzał po raz ostatni na wzburzoną taflę jeziora i skinął głową na znak zgody. Woda się uspokoiła, a Samuel ruszył w stronę samochodu.
      Usiadł na swoim miejscu z przodu i obejrzał się na blondynkę. Była lekko czerwona, ale już się nie trzęsła, ani nie dostawała dreszczy. Uśmiechnął się delikatnie, mając nadzieję, że chronienie jej nie będzie trudnym zadaniem ze względu na to, ze jego moc malała, nie wiedząc czemu. Nagle poczuł dziwne ciepło w środku i na jego dłoniach pojawiły się  ciemne linie. Przyjrzał się im uważnie, ale nie rozpoznał żadnego znaku. Linie kręciły się między palcami i wzdłuż przedramienia. Poczuł łaskotanie na bicepsie i brzuchu. Podciągnął lekko koszulkę i zobaczył na brzuchu te same znaki co na dłoniach.
"Nie straciłeś mocy, Samuelu. Zyskałeś nowe."
Usłyszał głos Nicei w głowie i uśmiechnął się szeroko.
"Dziękuję."
Wysłał jej wiadomość w głowie i spojrzał na Jaye, która właśnie zasypiała.


________________________________
Hej, hej. Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem, mam nadzieję, że ten spodoba wam się tak samo jak poprzedni... 








* Szukam dziewczyny
nadludzkiej blondynki.
Pomóż mi ziemio znaleźć miejsce, w którym przebywa.
Czuję jej obecność, wciąż blisko mnie, ale nie potrafię wyczuć, gdzie być może ona jest.

** Dziękuję Ziemi za to, ze jesteś.
Dziękuję Ziemi, możesz odejść spełniona.

*** Wzywam cię do ciebie Duchu, abyś pomógł mi wygnać łowcę z naszego świata. Proszę zniszcz jego moc lub tymczasowo go unicestwij.

**** Świeżaki

sobota, 22 grudnia 2012

Piętnaście.

- Co tu robisz tak późno? - Spytała blondynka, wstając ze schodów. Spojrzała w stronę Kościoła, w którym było już prawie ciemno i skierowała się w stronę wejścia. Miała ochotę posiedzieć w jakimś zacisznym miejscu i po prostu pomyśleć, ale gdzie nie poszła, ktoś albo coś jej przeszkadzało. Od dziecka uwielbiała siedzieć w kościele. Wieczorem nikt tu nie przychodził i mogła być sama tyle godzin, ile tylko chciała i nikt nie mógł jej tego zabronić. To było jej własne prawo, które od lat było jej ulubionym. Mogła robić tam co chce, kiedy chce i z kim chce, niezależnie od tego, czy innym się to podobało, bo to było JEJ zaciszne miejsce i uważała je za święte.
     Chciała już wchodzić do środka, ale zauważyła, że Alec w ogóle nie ruszył się z miejsca. Wciąż nieruchomo wpatrywał się w jedyną lampę na ulicy, która i tak z ledwością świeciła. Podeszła do blondyna i delikatnie go szturchnęła, ale on dalej nie reagował. Westchnęła głęboko i stanęła naprzeciwko chłopaka, który nawet nie zaszczycił jej wzrokiem i wciąż wpatrywał się w to samo miejsce. Nie rozumiała ludzi, którzy potrafili to robić. Ją na samą myśl bezczynnego siedzenia i wpatrywania się w jeden i tak samo nudny punkt trafiał jasny szlag i miała ochotę robić wszystko, byle nie to. Kucnęła naprzeciwko Aleca i zauważyła, że jego oczy są lekko zaszklone. Tak jakby z całych sił powstrzymywał się od płaczu. Drugi raz w życiu widziała go w takim stanie; chociaż sama nie była pewna, czy za pierwszym razem widziała to, co jej się wydawało, była przecież na wpółprzytomna i widziała gwiazdki na suficie.
- Czemu nie idziesz? - Spytała i wskazała ruchem głowy budynek. Alec spojrzał się na nią pierwszy raz od dłuższego czasu i syknął:
- Nie mogę. - Usiadła obok niego i zakryła twarz dłońmi.
- Dlaczego to wszystko jest takie trudne? - Szepnęła zrozpaczona i popatrzyła na Aleca ze skrytą nadzieją, że jej pomoże, chociaż tym razem.
- Takie jest życie. Wiecznie coś kochamy, czegoś się boimy. Hodujemy w sobie tak zwanego tchórzostwo. Oswajamy się z nim, aż w końcu zapominamy, ze w ogóle się pojawiło, ale ono wciąż jest i nigdy nie odejdzie, bo przyzwyczailiśmy je do siebie. Boisz się? - Spytał Alec i rzucił kamykiem, który znalazł na schodach.
- Całe życie... - Szepnęła dziewczyna i wstała ze schodów. - Idziemy do kościoła, Alec. - Blondyn spojrzał się na nią jak na idiotkę, ale posłusznie wstał ze schodów i skierował się w stronę wejścia. Kiedy Jaye już była w połowie drogi do ołtarza, odwróciła się za siebie, żeby zobaczyć, czy Alec idzie za nią, ale ujrzała blondyna, który bezradnie stał w przejściu. Patrzył się na próg, jakby naprawdę nie mógł przejść i oddzielała go od wejścia jakaś magiczna klapa, której nie potrafił przejść. Wróciła się do niego i chwyciła za rękę. Spróbowała pociągnąć go za sobą, ale on naprawdę stał w miejscu i nie mógł przesunąć się nawet o krok. Puściła bezradnie jego dłoń i usiadła w przejściu, patrząc się na Aleca, który wpatrywał się ze zdziwieniem w dziewczynę, która coraz bardziej mu imponowała
- Co ty robisz? - Spytał, kiedy Jaye próbowała zrobić sobie z bluzy poduszkę, żeby nie siedzieć na twardej podłodze.
- Skoro ty nie możesz wejść, to posiedzimy w wejściu. - Alec zaśmiał się cicho i usiadł na kafelkach przed budynkiem. Rozejrzał się dookoła i po chwili wstał, stając przy progu drzwi. Pomachał ukradkiem na Jaye, na co dziewczyna schowała się za wielkimi drzwiami katedry. Nagle przed Kościołem pojawiła się Nathalie, która z rękoma splecionymi na klatce piersiowej podeszła do Aleca i powiedziała:
- Babcia twojej dziewczyny jest czarownicą. - Jaye wychyliła się zza drzwi, ale po chwili uznała, że to zbyt niebezpieczne i po prostu usiadła, przysłuchując się rozmowie. Alec delikatnie spoglądał w stronę wnętrza kościoła i w duszy modlił się, żeby Jaye nie wychodziła z ukrycia. Nie miał ochoty na kolejną bezsensowną konfrontację z Nathalie, której szczerze powiedziawszy miał już dość. Po raz pierwszy od kilku lat mógł z ręką na sercu powiedzieć, że przestał kochać patrzeć się w jej oczy. Denerwował go widok tej odrażającej czerni, która przyprawiała go o dreszcze, gdy Nathalie świdrowała go wzrokiem. Przestał to lubić już dawno, ale dopiero teraz zauważył, ze wszystkie cechy, które w niej kochał powoli wygasały, a sama Nathalie stawała się coraz bardziej gburowata i zamknięta na świat. Jakby się czegoś bała, ale nigdy nie powiedziałaby czego. Czarnowłosa z reguły mało mówiła, a jesli już to zazwyczaj kogoś obrażała albo rozkazywała. Jaye zdecydowanie wolała słuchać za drzwiami wszystkiego, co wie Nathalie, bo z pewnością wiedziała o wiele więcej niż ona i Alec razem wzięci. W konću to ona od lat znała jej babcię i przyjaźniła się z najsłynniejszym czarownikiem Francji. To ona powodowała wszelkie zło w jej życiu i to ona była genezą poczęcia Aleca jako potwora. Nie lubiła jej. Sam fakt, że to ją Alec darzył tak wielkim uczuciem, odpychało ją od niej jak magnesy o tych samych biegunach. Czuła się przy niej nieswojo i fakt, że dziewczyna wiedziała o wiele więcej niż jaye, nie zmieni tego. Blondynka po prostu chciała poznać prawdę, aniżeli miałaby poznawać ją dążąc do źródła po trupach, chciała wiedzieć wszystko. Usiadła na ziemi i po chwili usłyszała niepewny głos Aleca:
- I co w związku z tym? Widywałem czarownice. Ba! widywałem też elfy i wilkołaki.
- Ale to jest TA czarownica. - Szepnęła Nathalie i dziewczyna usłyszała ciche westchnięcie blondyna, który po chwili cichutko szepnął 'cholera'. Nie wiedziała co się dzieje i o czym oni mówią. Zastanawiała się, co miał oznaczać ten nacisk na słowo 'ta' oraz fakt, że wszyscy oprócz niej wiedzieli, ze Cassandra jest magiem. Kilka minut później usłyszała ciche kroki odchodzącej osoby, a Alec bardzo cicho ją zawołał. Kiedy w końcu stanęła naprzeciwko niego, powiedział:
- Muszę wyjechać. - Dziewczyna spojrzała na niego zdezorientowana i wściekła powiedziała:
- Jeśli chcesz do niej iść to po prostu to powiedz, a nie wymyślasz jakieś głupie wymówki. I dlaczego moja babcia jest TĄ czarownicą?! - Nawet nie zorientowała się,  kiedy jej szept, przerodził się w głośny krzyk, a ona zanosiła się łzami.
- Nie chodzi o to, Jaye! Twoja babcia nas nienawidzi... - Szepnął lekko przerażony, rozglądając się na boki.
- Ta, a ja jestem przyjaciółką Nathalie. - Alec zaśmiał się cicho, ale po chwili na jego twarzy znów pojawiła się powaga, która momentami wszystkich trochę przerażała.
- Wyjeżdżam z tobą. - Powiedziała pewnie Jaye, na co Alec delikatnie się uśmiechnął. Wiedziała, ze to głupi pomysł i, że gdy tylko jej babcia się dowie zamknie ją w pokoju bez okien, żeby tylko nigdzie z nim nie wyjechała, ale jedynym powodem dla którego chciała to zrobić był fakt, że nie chciała dłużej żyć w kłamstwie. Z całych sił pragnęła tylko się dowiedzieć prawdy i czuła, ze od Aleca i Nathalie się jej dowie.
- Jeśli chcesz jechać, musisz iść się teraz spakować. Przyjdź tu za 45 minut. - Dziewczyna kiwnęła głową na znak zrozumienia i ruszyła biegiem w stronę swojego domu.

- Gdzie jedziesz? - Spytała  Cassandra, wchodząc do pokoju wnuczki, kiedy ta pakowała olbrzymią walizkę. Ciekawiło ją, dlaczego nagle zaczęła częściej wychodzić, wyjeżdżać i zadawać się z tym blondynem, który wydawał się jej podejrzany. Chciała to zbadać, ale za każdym razem, kiedy on przychodził do Jaye, Cassandra akurat była poza domem. Blondyn od początku wydawał jej się podejrzany. Od pierwszego razu, gdy tylko zobaczyła go, gdy wychodził z ich posesji, wiedziała, że to nie jest zwykły człowiek. Wyczuła na odległość, ze ma do czynienia z jakimś rodzajem nadczłowieka. Nie miała jednak okazji zbadać z jakim. Niszczyła wszystko co zaliczało się do rasy wyższej niż człowiek. Obiecała to kiedyś swojemu przyjacielowi i powiedziała sobie, ze dotrzyma słowa, choćby miała tym ranić swoją rodzinę. Jaye spojrzała się na swoją babcię, ale szybko przeniosła wzrok z powrotem na torbę, nie odpowiadając na zadane pytanie. Cassandra nienawidziła, gdy się ją ignorowało, szczególnie,  gdy była tak blisko odkrycia całej prawdy. Była tak blisko znalezienia całej grupy nadludzi, chciała ich zniszczyć, ale jedyną drogą do nich była jej wnuczka, która nie chciała z nią współpracować.
- GDZIE JEDZIESZ, JAYE?! - Krzyknęła Cass, a dziewczyna odwróciła się lekko przerażona i zasłaniając torbę, powiedziała:
- Jadę z koleżankami na wycieczkę. - Kobieta przyjrzała jej się i wyszła z pokoju. Wiedziała, że blondynka coś kombinuje. Przecież z koleżankami nie wyjeżdża się od tak z godziny na godzinę. Cassandra nie chciała dopytywać się o nic wnuczki, nie chciała stwarzać podejrzeń. Czuła, że dziewczyna wiedziała coraz więcej, a to jest niebezpieczne i dla niej, i dla wszystkich Łowców Nadludzi. Dziewczyna dokończyła szybko pakowanie i z pełną torbą wybiegła z mieszkania, kierując się w stronę Kościoła. Babcia zaczęła coś podejrzewać, ale Jaye nie wiedziała, do czego zdolna jest ta kobieta. Wiedziała tylko, ze jej starsza babcia jest magiem, nie wiedziała natomiast, ze jest także doświadczonym Łowcą, który chce zniszczyć wszystko co niezwykłe. Równo o dziewiętnastej podbiegła pod Kościół, pod którym stał Alec wraz z czarnowłosą i jeszcze jakimś chłopakiem, którego nigdy wcześniej nie widziała. Wyglądał na starszego od Aleca i Nathalie i nachalnie jej się przyglądał, delikatnie się uśmiechając. Miał tak samo ciemne oczy jak reszta i lekki zarost. Był przystojny, wręcz można by było powiedzieć, ze był idealnie piękny. Zapadnięte policzki, duże, czarne oczy, zgrabny nos i pełne usta. Był idealny, z resztą tak, jak reszta towarzystwa.
- Alec, nie wspominałeś, że twoja dziewczyna to wnuczka wiedźmy. - Szturchnął blondyna nieznany dziewczynie mężczyzna i spojrzał się na nią, jakby była trędowata. Samuel był początkującym magiem i strażnikiem w królestwie ciemności. Panował nad wszystkimi żywiołami i w każdej chwili mógł to wykorzystać przeciwko dziewczynie. Wiedział, że przyprawi ich ona tylko o kłopoty, ale Alec się uparł, a to on według Erica dowodził w całej akcji. Nathalie wpatrywała się w blondynkę z dziwnym uśmiechem i kiedy podeszła do nich powiedziała:
- Któż to się zjawił, babcia cię puściła? - Chłopak obok czarnowłosej cicho się zaśmiał, na co Alec zmroził ich wzrokiem. Oboje umilkli i spojrzeli się znacząco na siebie, nie ukrywając wrednych uśmieszków. Jaye podeszła do mężczyzny i podała mu rękę, mówiąc:
- Jestem Jaye. - Chłopak spojrzał na wyciągniętą dłoń i wrócił wzrokiem na Aleca, który się w niego wpatrywał. Z nieukrywanym obrzydzeniem podał dziewczynie dłoń i niechętnie mruknął:
- Samuel. - Dotknął dłoni dziewczyny, a ona doznała szoku, gdy ujrzała przed sobą widok okładki księgi, którą kilka godzin temu trzymała w ręce. Po chwili zobaczyła, ze postacie zaczynają się poruszać jakby w rytm muzyki i nagle wszystko znika. Zostaje tylko napis Czarna Magia i kilka pytań, które kłębiły się dziewczynie w głowie. Nie wiedziała kim jest rzekomy Samuel, ale czuła, ze ma coś w spólnego z czarną magia i z jej babcią , która stawała się coraz bardziej niebezpieczna. Wiedziała, że teraz nigdzie nie może się czuć swobodnie i na każdym kroku czekała na nią niespodzianka i coraz więcej pytań. Nie mogła się zdecydować, czy je zadać, czy nie, ale w końcu zrezygnowała i tylko delikatnie uśmiechnęła się do Samuela, który uważnie przyglądał się zielonym oczom dziewczyny. Nie podobała mu się od samego początku, gdy tylko ujrzał jej nieśmiały uśmiech i przestraszone oczy wiedział, że zepsuje im cały plan, aż w końcu ściągnie na nich zagładę. Czuł, że to wszystko nadejdzie niedługo, ale z nikim o tym nie rozmawiał. Wolał trzymać wszystkie tajemnice przy sobie z obawy przed właśnie takimi intruzami jak Jaye. Nie chciał jej podczas tej podróży, jako mag mógł z łatwością sprawić, że dziewczyna zniknie w jednej sekundzie i znajdzie się w innym wszechświecie, ale wiedział też, że zawiedzie Aleca, a tego najmniej pragnął.
- Coś się stało? - Spytał Samuel, udając zatroskanego. Chwycił jeszcze mocniej dłoń dziewczyny, żeby wywołać u niej jeszcze jedną wizję. Od początku wiedział, ze coś jest nie tak z tą dziewczynę, a teraz wiedział co. Jaye wyrwała rękę z uścisku Samuela, chłopak według niej, był zdecydowanie przerażający, nie chciała z nim toczyć wojny, więc po prostu uśmiechnęła się i schowała rękę do kieszeni szortów.  Nathalie spojrzała wpierw na Jaye, a następnie na Samuela, który dziwnie się jej przyglądał. Coś się kroiło i nie chodzi tu o zwykłą pogawędkę między tą dwójką. Między nimi gołym okiem można było zobaczyć iskry nienawiści, które rozpryskiwały się o budynki oddalone o kilkanaście metrów, a przynajmniej ze strony Samuela, który od początku negatywnie nastawiony był na Jaye. Nie, żeby Nathalie to przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Im więcej wrogów miała Jaye, tym więcej sprzymierzeńców zdobywała Nathalie, a to jej było teraz potrzebne. Chciała zniszczyć ród Łowców Nadludzi, raz na zawsze. Przeszkadzali jej w normalnym funkcjonowaniu. Nawet, gdy chciała sobie po prostu przejść na drugą stronę ulicy czuła na sobie wzrok któregoś z łowców. Wiedziała jednak, że gdyby naprawdę zaczęła wojnę z Cassandrą, przegrywałaby bitwę po bitwie, marnując tylko swój czas, który równie dobrze mogła spożytkować na tworzeniu nowych Upadłych Aniołów. Uwielbiała to. Zwabianie ich na złą stronę było jak jej własna odmiana heroiny, uzależniało ją to i gdyby Cass zabrałaby jej to, wiedziała, że nie zostawi tego ot tak. Zniszczyłaby ją, tylko najpierw musiałaby zwołać swoich sprzymierzeńców, których jak na razie było mało.
- To co? Jedziemy? - Spytał radośnie Alec i spojrzał się na swoje towarzystwo, które nie było zbyt zadowolone z faktu, że Jaye jedzie razem z nimi. Nathalie posłała mu wrogie spojrzenie, a Samuel po prostu wpatrywał się w dłonie blondynki. Alec westchnął głośno, zwracając tym na siebie uwagę Samuela, który tylko uśmiechnął się delikatnie do blondyna. Alec spojrzał się pokrzepiająco na Jaye i wziął od niej wypchaną po brzegi zieloną torbę. Alec czuł tylko narastającą wściekłość i powstrzymywał się, żeby nie rozbić głowy Jaye o chodnik. Miał wielką ochotę wyeliminować ją z ich życia. Odkąd Alec dostał zlecenie znalezienia właśnie jej, przestali gdziekolwiek wychodzić w trójkę i blondyn zrobił się kompletnie inny. W oczach Samuela to już nie był ten sam miły, nieogarnięty Alec, teraz był wrednym i władczym mężczyzną, który nie przyprawiał go o ataki serca, gdy tylko go dotknął. Stał się zwykły... i to przerażało Samuela najbardziej. Nie sam fakt, że zabrała mu go dziewczyna, ale to, że w taki sposób go zmieniła.
 

- Mogę się w końcu dowiedzieć, kiedy, do jasnej cholery, dojedziemy na miejsce?! - Krzyknęłam Jaye, która z wielką niechęcią wpatrywała się w przednie lusterko, patrząc prosto w oczy Aleca, który chcąc czy nie, skupiał się na drodze. Przejeżdżali przez setki małych i większych miasteczek, które nic a nic nie mówiły Jaye, która wciąż nie wiedziała, gdzie jadą. Nikt nie chciał jej powiedzieć z obawy, że jej babcia ma dostęp do jej myśli. Sądzili, że im dalej pojadą tym jej babcia będzie miała słabszą z nią więź, więc jechali i jechali, a Jaye sądziła, że pośladki przyrosły jej do fotela, choć co chwilę podskakiwała na wyboistych drogach.
- Czy tylko mi się wydaję, że blondi za dużo mówi? - Nathalie srogo syknęła w stronę Jaye, dając jej tym do zrozumienia, że nie bardzo ma ochotę słuchać jej jazgotliwego głosu, który po kilku godzinach doprowadziłby do szału nawet mnicha. Nathalie rzuciła wzrokiem na Samuela, który miarowo oddychał, powstrzymując się od zamknięcia buzi Jaye siłą albo mocą. Wiedział, że blondynka była ważna dla Aleca, więc po prostu próbował oddychać głęboko, mając nadzieję, ze cała nienawiść do tej drobnej osóbki zniknie jak biczem strzelił. Próbował wszystkiego - nawet z nią rozmawiał, ale jej głos doprowadzał go do białej gorączki, więc zakończył próby na krótkim "nieważne". Nawet teraz, gdy po prostu siedziała i wpatrywała się w małe lusterko miał ochotę wymienić ją na czarnym rynku na zepsute żelazko.
     Jaye przyjrzała się uważnie Samuelowi, odwracając wzrok od swojego odbicia w lusterku. Brunet przyglądał jej się z nieukrywaną niechęcią. Nie wiedziała co z nią nie tak... Przecież zachowywała się tak, jak zwykle. Była miła dla niego jak i dla Nathalie, o co poprosił ją Alec. Uśmiechnęła się do niego, a Samuel opuścił wzrok. Dziewczyna wróciła do swojego odbicia w lusterku, które dobiło ją, gdy tylko w nie zajrzała.  Miała podkrążone oczy, spierzchnięte usta, a jej cera była... dziwna. Tak, to było według niej najlepsze określenie kolorytu jej skóry.
- Masz na co tam w ogóle patrzeć? Na twoim miejscu za bardzo bym się bała. - Skrzywiła się Nathalie, a Samuel głośno zarechotał. Alec tylko groźnie na nich spojrzał i dwójka z towarzystwa od razu się uspokoiła, aczkolwiek ich uśmiechy nadal pozostały na swoim miejscu. Jaye schowała lusterko do torby i oparła się o szybę, próbując zasnąć, ale oni wciąż nie zjechali z wyboistej drogi i Jaye zamiast zasnąć nabiła sobie prawdopodobnie guza, gdy po pięciu minutach mocno uderzyła czołem w szybę. Nie obeszło się oczywiści bez głośnego chichotu czarnowłosej oraz Samuela. Dziewczyna podłożyła sobie od głowę bluzę i od razu, gdy tylko zamknęła oczy, zasnęła.

- O mój Boże! Kto na to pozwolił ? Samuel! czemu ona śpi na moich kolanach?! Będę musiała się odkazić, macie może płyn dezynfekujący?! Matko jedyna, moje ulubione spodnie do wyrzucenia! - Lamentowała głośno czarnowłosa, gdy Jaye otworzyła delikatnie oczy. Rozejrzała się dookoła, próbując skontaktować, kto krzyczy i kto próbuje ją właśnie zrzucić z miejsca. Podniosła szybko głowę, uderzając przy tym w brodę Nathalie, która kopnęła w fotel Samuela, krzycząc:
- To wszystko twoja wina! Miałeś pilnować, żeby mnie nie dotknęła! - Samuel odwrócił się niechętnie w stronę dziewczyn, które wpatrywały się w niego z widoczną gołym okiem nienawiścią. Jaye także nie miała ochoty posiadać bliższego kontaktu z Nathalie, aczkolwiek musiała przyznać, ze jak na małe auto całkiem wygodnie się spało. Samuel zaśmiał się cicho widząc zaciętość w oczach dziewcząt i wzdrygnął ramionami. Alec spojrzał w przednie lusterko, kierując wzrok raz na jedną dziewczynę, a raz na drogą i zaśmiał się głośno. Blondynka nie chcąc czuć się gorzej niż Nathalie, kopnęła Aleca w fotel, na co on od razu krzyknął:
- Jestem kierowcą! Chcecie wszyscy zginąć?! - Dziewczyny zaśmiały się cicho i przybiły sobie piątkę. Nagle jednak spojrzały się na siebie z obrzydzeniem i każda wytarła dłoń w spodnie.
- Więc patrz się na drogę, idioto! - Krzyknęła Nathalie, która nie wiedziała co zrobić po tym, jak beztrosko przybiła sobie piątkę z największym wrogiem jakiego miała od wieków.
- No i pięknie... będę musiała odkazić też rękę. - Powiedziała cicho czarnowłosa i sięgnęła do torebki po żel antybakteryjny. Wtarła go sobie w dłonie i powiedziała:
- Musimy się zatrzymać. Muszę zmyć z siebie cały wstyd i bezguście tej dziewczyny. - Nathalie wzdrygnęła się, a Alec spojrzał się w lusterko i pokiwał przecząco głową - Teraz! - Krzyknęła dziewczyna i chwyciła za hamulec ręczny. Samochód obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni i stanął na środku dogi głównej. Alec głośno westchnął i odwrócił na powrót samochód, podjeżdżając pod malutki motel o nazwie "U Różyczki". Jaye zaśmiała się cicho i razem z resztą wysiadła z auta. Nathalie chwyciła szybko swoją kosmetyczkę i pobiegła w stronę wejścia do motelu, podczas gdy reszta stanęła przy aucie. Samuel wyciągnął z tylnej kieszeni spodni paczkę papierosów i poczęstował nimi Aleca, który tylko pokiwał przecząco głową. Samuel wzruszył ramionami i wrzucił papierosy na przednie siedzenie auta.
- Dowiem się w końcu gdzie jedziemy? - Spytała Jaye i usiadła na masce auta. Alec podszedł do niej i delikatnie ją objął. Blondynka wtuliła się w tors chłopaka i uśmiechając się sama do siebie, szepnęła:
- To nie sprawi, ze zapomnę, o co pytałam. - Alec zaśmiał się cicho i powiedział coś o tym, że jeszcze są za blisko Francji, żeby cokolwiek jej powiedzieć. Chciał mieć pewność, ze Cassandra nie usłyszy myśli Jaye, o ile w ogóle miała taką możliwość, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Stali tak wtuleni w siebie, kiedy usłyszeli głos Nathalie, obwieszczający, ze dziewczyna czuje się lepiej i, że mogą już jechać, ale gdy tylko podeszła do przytulającej się pary powiedziała:
- No i teraz sprawiliście, że chce mi się rzygać. Dziękuję bardzo. - Całe towarzystwo cicho się zaśmiało i wszyscy weszli do auta, kierując się w kierunku nieznanego punktu.

- No i pięknie! - Powiedziała uśmiechnięta Nathalie, rozciągając się w aucie. Jaye delikatnie uchyliła powiekę, ale gdy tylko ujrzała oślepiające światło, odechciało jej się wychodzić z auta. Postanowiła, że zostanie tam na wieczność i będzie spała, bo tego jej najbardziej brakowało. Jednak tylko ona miała takie plany, bo już po chwili na jej twarzy wylądowała poduszka, która obwieszczała, ze ma natychmiast wyjść z auta. Niechętnie pozbierała wszystkie swoje rzeczy z fotela i schowała je do torebki, otwierając drzwi od samochodu. Postawiła na ziemi nogę i chwilę tak trwała, gdy nagle poczuła ciepły strumień cieszy. Otworzyła  oczy i ujrzała brązowego kundla, który właśnie opróżniał się na jej nowe balerinki. Dziewczyna przeklęła głośno i popchnęła drugą nogą kundla. Usłyszała cichy śmiech Samuela, który wpatrywał się w jej niegdyś białego buta. Jaye spojrzała się na niego wrogo i pokazała mu środkowy palec, na co chłopak jeszcze głośniej się roześmiał. Blondynka ściągnęła balerinkę i rzuciła nią w chłopaka, który wręcz składał się ze śmiechu na parkingu.
- Cholera! - Krzyknął, gdy tylko balerinka dotknęła jego twarzy. Jaye uśmiechnęła się i podeszła do bagażnika, z którego wyciągnęła wielką torbę. Założyła skarpetki oraz swoje ulubione trampki i natychmiast ruszyła za chłopakami, którzy kierowali się w stronę wejścia do strasznego pensjonatu. Dziewczyna nie była pewna, czy ktoś w ogóle tam jeszcze przyjeżdża. Ich samochód był jedynym na parkingu, a na recepcji stała tylko jedna kobieta, która szeroko uśmiechnęła się do całej czwórki, gdy tylko przeszli przez próg. Jaye wzdrygnęła się. Kobieta wydawała się jej podejrzanie miła. Nie lubiła zbyt miłych ludzi, może dlatego. Recepcjonistka była dobrze po pięćdziesiątce i miała tlenione blond włosy.
- Ma włosy prawie tak jak ty, tylko ty z natury jesteś poszkodowana. - Powiedziała jej na ucho Nathalie i cicho zachichotała. Jaye przestały śmieszyć już żarty na temat koloru jej włosów, więc zignorowała ją i podeszła do kanapy w holu, na której siedział Samuel.
- Gdzie jesteśmy? - Spytała cicho blondynka, a chłopak odparł prawie natychmiast:
- Bukareszt.
- Jesteśmy w Rumunii?! - Krzyknęła zaskoczona dziewczyna i westchnęła głośno, rozkładając się na kanapie.
- I do tego masz ze mną pokój. - Powiedziała niechętnie czarnowłosa, która nagle podeszła do Jaye, z kluczem w ręku.
- No i pięknie. - Szepnęła blondynka i ruszyła za czarnowłosą do ich wspólnego pokoju, w którym miały spędzić Bóg wie ile czasu.



____________________________________
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia chciałam wam życzyć wszystkiego co najlepsze, zdrowia, szczęścia, pomyślności  libacji podczas Sylwestra, dobrych przyjaciół, żebyście poznały\li miłość swojego życia! i żebyście byli szczęśliwi (:



piątek, 14 grudnia 2012

Czternaście.

- Lana? - Szepnęła przerażona Cassandra i zrobiła krok do tyłu, gdy nagle wyrosła przed nią postać przyjaciółki. Wyglądała dokładnie tak samo jak zawsze - czarne do pasa włosy, nieziemski uśmiech, cudowna figura. Nie starzała się, co wydawało się Cassandrze dziwne - wciąż wyglądała jak dwudziestolatka ze studiów, tyle, że jej oczy stały się czarne i dziwnie złowieszcze.
- Witaj, Cassandro. Jak się czuje twoja rodzinka? - Z ust ciemnej postaci wydobył się gorzki śmiech, po czym rozejrzała się dookoła z podziwem. - Ładnie tu masz. - Dotknęła małej, białej figurki anioła, który wraz z jej dotykiem stał się czarny. Cassandra spojrzała lekko przerażona na swoją przyjaciółkę i wyrwała jej anioła z ręki, wyrzucając go za okno. 
- Czego chcesz, Lana? - Syknęła starsza kobieta, a szatynka spojrzała na nią zdziwiona i wolno powiedziała:
- Jestem Nathalie. - Nagle do pokoju weszła Dominicka i uśmiechnęła się na widok Nathalie, podchodząc do niej. Przytuliła się do niej i ucałowała jej oba policzki, na co starsza kobieta głośno wciągnęła powietrze. Wszystkiego spodziewała się po tej złowieszczej istocie, ale nie tego, ze zacznie przyjaźnić się z jej córką, żeby stoczyć ją na samo dno. 
- Przyszłam do twojego męża, jest może w domu? - Spytała Nathalie, kątem oka wpatrując się w Cassandrę, która była nieco zszokowana i zdenerwowana zaistniałą sytuacją. Wiedziała, że jej córka nigdy nie potrafiła dobrać swoich przyjaciół - zawsze przyjaźniła się z jakimiś odłamkami innych subkultur, ale nigdy nie spodziewała się, że jej przyjaciółką zostanie zła do szpiku kości przyjaciółka ze studiów. 
- Nie, Kyle jest w biurze. Tam na pewno go znajdziesz. - Nathalie uśmiechnęła się szeroko do Dominicki i ucałowała ją w policzek, żegnając się. Podeszła do Cassandry i w celu pocałowania ją w policzek, nachyliła się i wyszeptała:
- Zniszczę wszystkich, tak jak obiecałam. - Cassandra przerażona wpatrywała się w postać Nathalie, która właśnie wychodziła z ich mieszkania. Nie podobał jej się fakt, że chce zniszczyć wszystko, na co Cassandra pracowała przez tyle lat...

- Jak się czujesz? - Usłyszała delikatny głos Aleca, który własnie wyszedł spod prysznica, owinięty tylko ręcznikiem w pasie. Zaczerwieniła się lekko i nie patrząc na niego, powiedziała:
- Dobrze, tylko czuje, że w domu dzieje się coś nie tak. Jak myślisz będę mogła jeszcze wejść do umysłu Nathalie? - Alec wydawał się nieco zaskoczony jej pytaniem, ale kiwnął głową twierdząco i podszedł do szafy, z której wyciągnął koszulkę, spodnie i bieliznę. Wszedł do łazienki i krzyknął:
- Musisz się tylko mocno skupić na jej umyśle. Z resztą zaraz ci pomogę. - Po około minucie wyszedł z łazienki ubrany w brązową koszulkę i niebieskie spodnie. Usiadł obok dziewczyny na łóżku i powiedział:
- Musisz mocno skupić się na tym, aby wejść do jej umysłu, zachowując przy tym kompletną ciszę, bo inaczej zrozumie, że ktoś w niej siedzi. - Dziewczyna kiwała głową na znak zrozumienia, lecz totalnie się bała.Zastanawiała się cały czas, co jej przyszło do głowy, żeby się o to pytać. Nie mogła teraz zrezygnować, bo wyszłaby na tchórza, a teraz nie mogła obie na to pozwolić. 
- Słyszysz co do ciebie mówię, Jaye? - Dziewczyna ocknęła się i spojrzała na blondyna, który wyczekiwał odpowiedzi.
- Rozumiem. Skupienie i ani słowa. - Zamknęła oczy i skupiła się na Nathalie, próbując wniknąć do jej ciała. Nagle coś jakby nią potrząsnęło i poczuła uciskający ból w czaszce. Nie wiedziała, czy krzyknęłam z bólu, ale ledwo co wytrzymywała. Ostatnim razem, gdy znalazła się w jej głowie, nie czuła takiego bólu, nie czuła kompletnie żadnego bólu! Uspokoiła swój umysł i skupiła się na tym, żeby zobaczyć to, co właśnie w tej chwili widzi Nathalie. W momencie, gdy już miała krzyczeć, gdy jej ciałem wstrząsnął dreszcz zobaczyła tabliczkę z nazwiskiem mojego ojca. Zdziwiła się trochę, ale nic nie powiedziała, gdyż chciała zobaczyć, co Nathalie robi przed gabinetem jej ojca. Usłyszała ciche pukanie i po chwili wraz z Nathalie weszła do gabinetu ojca. 
- Cześć, kochanie. - Opanowała się, żeby nie wrzasnąć z wściekłości. "Cześć, kochanie"?! Rozumiała, że chciała zniszczyć wszystko, co było pomiędzy nią a Alecem, ale zastanawiało ją po co ingeruje między jej ojca a matkę?!
- Nathalie? Co ty tu robisz? - Spytał nieco zaskoczony Kyle. Tak, udawaj zaskoczonego, przeszło przez głowę Jaye, która właśnie modliła się, żeby Nathalie tego nie usłyszała. Zastanawiała się, co powie mama, gdy się dowie, ze jej ukochany buja się z młodszą lafiryndą. Od razu tego pożałowała swoich myśli, bo Nathalie zatrzymała się w pół kroku i chwilę się zastanowiła, lecz po chwili podeszła do mężczyzny i powiedziała:
- Byłam u Dominicki przed chwilą. - Ojciec z zaskoczonego zrobił się wściekły i syknął:
- Co jej powiedziałaś?
- Jeszcze nic, misiu, ale zrobię to, gdy nadejdzie odpowiednia chwila. - Jaye miała dość, musiała wyjść z jej umysłu. Za duży natłok spraw... Spróbowała się wydostać z jej głowy, ale Alec nie ostrzegł jej, że to tak boli. Poczuła skurcz w całym ciele i nie potrafiła ruszyć żadną częścią ciała, jakby jej umysł chciał zatrzymać Jaye w głowie. Próbowała się wyrywać, ale nie potrafiłam nic zrobić. Po chwili jednak znalazła się z powrotem w pokoju hotelowym i zobaczyła przestraszonego Aleca. 
- Ile procent pewności miałeś, że nie będzie bolało?
- Osiemdziesiąt. - Szepnął nieco zdziwiony Alec i po chwili chwycił się za policzek, na którym wylądowało siarczyste uderzenie. - Za co to?!
- Za pozostałe dwadzieścia procent, idioto. - Alec wzruszył ramionami i spojrzał na dłonie Jaye. Dziewczyna podążyła za wzrokiem Aleca. Ujrzała małe, czerwone półksiężyce na wewnętrznej stronie dłoni i westchnęła głośno.
- Idę pod prysznic. - Powiedziała i ruszyła w stronę małej łazienki hotelowej.


- Córeczko! - Usłyszała pełen entuzjazmu głos swojej mamy, która nagle rzuciła jej się w ramiona. - Jak się czujesz? - Spytała i mocno się do niej przytuliła.
- Aktualnie czuję się nieco podduszona. - Matka odskoczyła od niej gwałtownie, jakby bojąc się, że zrobi jej krzywdę, a dziewczyna zaśmiała się cicho. Rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu Aleca, ale nigdzie go nie zauważyła. Zamiast tego jej wzrok wiele razy natrafił na ojca, który chodził w tę i z powrotem z telefonem przy uchu, gorączkowo drapiąc się po szyi. Z Alecem mało rozmawiała po tym, jak opowiedział jej o tym, jak naprawdę się poznali i jak bardzo kocha Nathalie. Czuła się nieco dziwnie z tą wiedzą, ale przynajmniej wiedziała na czym stoi. Mówił o tym, jak bardzo nienawidzi tego czasu, gdy patrzy na cierpienie tych wszystkich dziewczyn na które polował, ale sam wiedział w co się pakuje i komu będzie służył. Wiedziała, ze wcale nie chce tego robić i to wszystko przez jego jedyną miłość, ale już za późno na te wszystkie refleksje. Każde obraźliwe słowo wypowiedziane z ust blondyna było oznaką jego uczuć i tego, ze tkwi w nim jeszcze jakaś cząstka człowieczeństwa, ta dobra część. Dlatego nie powiedziała mu o tym, co dokładnie widziała w głowie Nathalie. Cierpiał już wystarczająco bardzo, gdy patrzył w jej oczy i nie widział wzajemności w swoim uczuciu. Nie chciała go bardziej dołować, zbyt dużo osób zraniła mówiąc im prawdę... Nigdy się do tego nie przyzwyczai, choćby raniła codziennie kilka osób na których jej zależy. Zawód i widoczny brak zaufania w ich oczach jest wystarczająco dołujący - a do tego uczucia nie można się przyzwyczaić. Ludzie nie potrafią znieść faktu, ze cierpią i nie potrafią przyzwyczaić się do tego tak szybko jak do szczęścia, do którego jesteśmy już przywiązani w pierwszych minutach. Szczęście jednak zdąży się ulotnić niż zdążymy do końca odczuć jego skutki, a my zostajemy sami nieświadomi co właśnie się stało ze sztucznym uśmiechem na ustach.
- Twój chłopak poszedł już do domu. Widziałam jak wsiadał do taksówki.
    Jaye spojrzała się na swoją mamę, która delikatnie się do niej uśmiechnęła, jakby szukając potwierdzenia swoich słów. Przytuliła się do niej mocno i nic nie powiedziała. Zastanawiał ją tylko fakt, dlaczego się nie pożegnał? Dlaczego odszedł bez słowa i po prostu ją zostawił...Uciekł jakby to miało rozwiązać jego wszystkie kłopoty. Zostawił Jaye z pytaniami, a sam uciekł z odpowiedziami, których żałośnie potrzebowała. Została sama, choć to dopiero początek całego przedstawienia, w którym odgrywała główną rolę.
- Przedstawienie musi trwać. - Szepnęła sama do siebie, zamykając drzwi auta ojca, który siedział za kierownicą i nerwowo się jej przyglądał. Uśmiechnęła się do niego, udając, ze o niczym nie wie i spojrzała w stronę okna.
- To moje przedstawienie. Nie dam ukraść sobie głównej roli.

- Cześć, babciu. - Powiedziała cicho, nie oczekując odpowiedzi. Kobieta bujała się w swoim drewnianym fotelu i nerwowo robiła na drutach, kiedy z uśmiechem na ustach podniosła głowę i powiedziała:
- Witaj, Jaye. -  Dziewczyna uśmiechnęła się nieco zaskoczona i usiadła na kanapie naprzeciwko babci. - Chcesz poznać historię, prawda? - Westchnęła ciężko i kiwnęła twierdząco głową. Nie wiedziała, że była aż taka przewidywalna, że każdy znał jej plany jeszcze zanim o nich pomyślała?
- Poczekaj aż rodzice wyjdą, a później przyjdź do mnie do sypialni. - Powiedziała i z dziwną łatwością podniosła się z fotela, pozostawiając na nim włóczkę z szalikiem i poczłapała do swojego pokoju.
      Jaye poczekała dziesięć minut, aż w końcu usłyszała pożegnanie mamy i ciche trzaśniecie drzwi. Pobiegła w stronę sypialni babci, ale w momencie, gdy stanęła przed drzwiami nie wiedziała co zrobić. Miała wielką ochotę poznać całą tę historię, ale co jeśli ona nie jest warta odwrócenia swojego życia do góry nogami? Wciągnęła głośno powietrze i przekręciła klamkę, pchając drzwi. Ujrzała babcię pochłoniętą wielką księgą z dziwnym znakami, które gdy tylko na nie spojrzała zaczęły dziwnie świecić na złoto. Babcia spojrzała się na blondynkę i odsunęła kilka ksiąg z łóżka, robiąc jej miejsce. Jej pomarszczone dłonie delikatnie przewracały każdą kolejną stronę w grubej książce, gdy w końcu zatrzymała się na jednej ze stron, z której wystrzeliło oślepiające światło, gdy babcia wypowiedziała kilka słów. Nagle Jaye zobaczyła mężczyznę i dwie kobiety, w których rozpoznała Nathalie i swoją babcię. Nathalie była nieco młodsza niż jest teraz i trzymała za rękę mężczyznę z blond włosami. Moja babcia opierała się o ścianę i trzymała ręce splecione na klatce piersiowej.
- Co robi tam Nathalie?! - Krzyknęła lekko przerażona Jaye, a jej babcia pstryknęła palcami i obraz zniknął. Spojrzała się na nią nieco zdziwiona i odłożyła księgę na bok. Podeszła do wysokiej szafy i sięgnęła po album ze zdjęciami. Otworzyła go na pierwszej stronie i pokazała Jaye zdjęcie trójki z księgi. Stała na nim jej babcia, na środku mężczyzna, tym razem z rudymi włosami i Nathalie, która trzymała go za rękę.
- Znasz tę dziewczynę? - Spytała, wskazując na czarnowłosą. Jaye kiwnęła twierdząco głową, ale nie odpowiedziała. Nie była pewna, czy może jej to wszystko powiedzieć, czy to nie jest podpucha jej rodziców, żeby ją gdzieś zamknąć albo wysłać do internatu za granicą.
- A kto to jest ten rudy mężczyzna? - Spytała cicho i pokazała palcem na rudowłosego.
- Andreas Avidan. - Szepnęła jej babcia i delikatne się uśmiechnęła. Wyglądała teraz jak stara kobieta, która wspomina ze swoją wnuczką udane dzieciństwo i opowiada jej swoje historie z dzieciństwa.
- Kim on jest i czemu Nathalie trzyma go za rękę? - Spytała i spojrzała prosto w niebieskie oczy swojej babci, które teraz były nieco szarawe.
- Czarownik i były chłopak La...Nathalie. - Jaye spojrzała się pytająco na swoją babcie i spojrzała na inne zdjęcia w albumie. Na jednym ze zdjęć mężczyzna stał przytulony do Cassandry - mojej babci, a Nathalie stała oparta o ścianę i wręcz miażdżyła parkę wzrokiem.
- To ty? - Spytała Jaye głupio, wskazując na młodą szatynkę z niebieskimi oczami. Jej babcia pokiwała głową i powiedziała:
- Kiedyś przez jakiś czas byłam z Andreasem, ale nie udało nam się i zostaliśmy przyjaciółmi. - Jaye pokiwała głową na znak zrozumienia i przerzuciła stronę w albumie. Każde kolejne zdjęcie było coraz dziwniejsze. Na jednym mężczyzna trzymał za rękę Cassandrę, a już na drugim obejmował Nathalie, która się śmiała. Na ostatnim zdjęciu stała Nathalie ubrana i umalowana na czarno, babcia siedziała na łóżku, a Andreas uspokajał czarnowłosą.
- Kto robił to zdjęcie? - Spytała blondynka, a jej babcia wzruszyła ramionami i powiedziała:
- Nie wiem, znalazłam je jak wyprowadzałam się z akademika. - Cass zabrała jej album ze zdjęciami i schowała go z powrotem do szafy.
- Skąd znasz Lanę?
- Nathalie? - Babcia kiwnęła twierdząco głową, lekko się wzruszając - Poznałam ją przez mojego kolegę... - Szepnęła i spojrzała na swoją babcię, która wydawała się być nieco zaskoczona.
- Tego blondyna, z którym byłaś w Paryżu? - Jaye kiwnęła twierdząco głową i spojrzała za okno. Słońce własnie zachodziło, a ona ujrzała Nathalie stojącą na podjeździe. Podbiegła do okna, lekko się przez nie wychylając, tak, żeby jej nie zauważyła i obserwowała każdy jej ruch, który wykonywała.
- Babciu. - Szepnęła zdenerwowana i kiwnęła ręką, żeby podeszła. Cassandra jak na starszą kobietę całkiem zgrabnie przyczaiła się przy oknie i spytała:
- Co ona tam robi? - Jaye wzruszyła ramionami i cicho krzyknęła, gdy usłyszała dźwięk tłuczonego szkła.
- Poczekaj tu chwilę. - Powiedziała babcia i ruszyła w stronę salonu, z którego chwilę później dobiegł Jaye cichy krzyk Nathalie. Kiedy wbiegła do salonu, czarnowłosa zwijała się z bólu na tarasie, a Cass stała przy oknie z wyciągniętymi rękoma. Kiedy Jaye chwyciła ją za ramię, przestała, a Nathalie w tym momencie nadzwyczajnie szybko wybiegła z naszej posesji. Babcia usiadła w fotelu i głęboko westchnęła, mówiąc:
- To już nie jest takie łatwe jak kiedyś. - Zaśmiała się cicho i napiła się trochę wody ze szklanki, która leżała na stole.
- Co jej zrobiłaś? - Kobieta spojrzała się na Jaye, nie wiedząc co powiedzieć i po chwili zaczęła iść do swojej sypialni, ciągnąc ją za sobą. Podała jej książkę Sthephen'a King'a, a Jaye pytająco się na nią spojrzała, mówiąc:
- Znam tę książkę, ale nie rozumiem co ona ma do tego, co zrobiłaś Nathalie. - Babcia westchnęła głośno i powiedziała:
- Skup się, Jaye. - Przyjrzała się uważniej wszystkim literkom i po chwili zamieniły się one w różne zaklęcia. Dziewczyna spojrzała się zszokowana na swoją babcię i oddała jej księgę, wpatrując się w okładkę z napisem CZARNA MAGIA.
- To twoje? - Spytała i usiadła przy toaletce. Babcia zaśmiała się cicho i spytała:
- O co ty oskarżasz swoją starą babcię? To Andreasa... - Jaye schowała twarz w dłoniach i głośno westchnęła, myśląc o tym, co właśnie się stało. Okazało się, ze jej stara babcia jest czarownicą, zna Nathalie i rzuca jakieś zaklęcia powiązane z czarną magią.
- Jesteś czarownicą? - Spytała, a babcia głośno się zaśmiała, chowając wszystkie księgi na dno szafy. Odwróciła się w jej stronę i spojrzała prosto w oczy, mówiąc:
- Jeśli twoja matka się dowie, a co gorsza ojciec... widziałaś co się stało z Nathalie, prawda? - Jaye pokiwała twierdząco głową lekko przestraszona, lecz po chwili uświadomiła sobie, że boi się 50-latki, która ma wszędzie zmarszczki.
- Grozisz mi, babciu? - Zaśmiała się cicho i całkiem spokojnie, jak na taką niezręczną sytuację, powiedziała:
- Nie, wnusi, ostrzegam. Jestem magiem, nie czarownicą. -  Jaye kiwnęła głową na znak zrozumienia i podeszła do szafy, wyciągając księgę z dziwnymi świecącymi znakami, które raziły ją w oczy.
- Co to jest? - Spytałam, podając babci księgę i usiadłam z powrotem przy kremowej toaletce, przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze. Miała podkrążone oczy i spierzchnięte usta, które zaczęły ją pobolewać. Babcia podeszła do niej z księgą i lekko speszona, spytała:
- Co tu widzisz, dziecko? - Dziewczyna przyjrzała się uważnie okładce i spojrzała na babcię, która przyglądała się jej jak jakiemuś nieznanemu okazowi w zoo. Opuściła wzrok z powrotem na książkę i ogarnęła wzrokiem wszystkie postacie, które się na niej znajdowały. Dwóch mężczyzn z ciemnymi kapturami na głowie gestykulowało przy czerwonym ognisku, które co chwilę robiło się mniejsze, a później większe, a kobieta stała z założonymi rękoma trochę dalej i przypatrywała się mężczyznom. Jaye wpatrywała się jeszcze chwilę w okładkę i po minucie powiedziała:
- Trzy postaci, dwóch mężczyzn i kobietę. Stoją przy ognisku i o czymś chyba rozmawiają. - Babcia spojrzała się na nią zdziwiona, a dziewczyna spytała:
- Nie widzisz tego? - Pokiwała przecząco głową i lekko się zaczerwieniła.
- Ostatnią osobą, która widziała te obrazki był Andreas, ale wtedy... Wtedy wyglądały inaczej. - Jaye spojrzała się zszokowana na babcię i po prostu wyszła z sypialni. Miała dość tych wszystkich krępujących sytuacji. Co chwilę zdarzało jej się coś, o czym kiedyś w ogóle nie zdołałaby pomyśleć. Trzasnęła głośno drzwiami od domu i poszła w stronę kościoła.
    Po dziesięciu minutach spaceru doszła pod budynek i ujrzała blondyna, który siedział skulony na schodach. Podeszła do niego powoli i usiadła obok, nawet na niego nie zerkając. Wiedziała, że się jej  przygląda, ale przestało ją to ruszać. Po prostu siedziała obok niego i cieszyła się z faktu, że może to zrobić bez obaw, że zrobi mu krzywdę. Wsadziła ręce do kieszeni bluzy, bo zrobiło się nieco zimno i zamknęła oczy, wciągając głęboko świeże powietrze. Po chwili poczuła, jak Alec sięga po jej ciepłą dłoń i delikatnie ją w nią całuje. Spojrzała na niego z ukosa i pytająco uniosła brwi.
- Dziękuję. - Alec delikatnie głaskał jej dłoń swoim kciukiem i uśmiechnął się ledwo zauważalnie.
- Nie ma za co. - Dziewczyna lubiła z nim przebywać, nawet jeśli mało lub wcale nie rozmawiali. Po prostu czuła jego ciepło i sam fakt, że może siedzieć obok niej przyprawiał ją o gęsią skórkę na całym ciele.


___________________________________
dziękuję, do napisania.

czwartek, 6 grudnia 2012

Trzynaście.

- Co tu się stało? - Spytała Jaye funkcjonariusza policji, który stał pod hotelem, w którym mieszkała.
- Ktoś podpalił jeden z pokoi. - Powiedział niski policjant, nawet na nią nie patrząc.
- Muszę tam wejść. - powiedziała, przechodząc koło mężczyzny, który złapał ją natychmiast za ramię.
- Nikt nie wchodzi ani nie wychodzi. Pożar ugaszony, ale po hotelu chodzi uzbrojony mężczyzna. - Funkcjonariusz nienawidził, ze ludzie za wszelką cenę chcieli uchodzić za bohaterów. Chciał po prostu, zeby w końcu zrozumieli, ze pistolet to niej zabawka, którą mogą się bawić dzieciaki w piaskownicy. Pistoletem można zabić każdego. Jaye spojrzała przerażona na funkcjonariusza i wróciła na swoje miejsce w tłumie gapiów, których co chwilę przychodziło więcej i więcej. Spojrzała w okno do swojego pokoju hotelowego i zobaczyła ciemnowłosego mężczyznę, w którym chwilę później rozpoznała Artura.
- Pokój 313, szybko. - Powiedziała i wskazała na okno na pierwszym piętrze. Policjant szybko zebrał ekipę i pobiegł we wskazane miejsce, a Jaye obserwowała ruchy Artura, który powoli unosił pistolet ku górze. Krzyknęła przerażona, ale Artur nie nacisnął spustu. Po prostu stał i wpatrywał się prawdopodobnie w Aleca. W głowie Jaye natychmiast pojawiły sie różnorodne scenariusze, gdzie na miejscu Aleca znajduje się ona. Po chwili zobaczyła, ze Artur upada na ziemię i już więcej nic nie zauważyła. Po około dwóch minutach z budynku wybiegł Alec, a za nim wyszedł policjant, któremu kazała iść do pokoju. Oboje podeszli do niej, a policjant podał jej rękę, mówiąc:
- Uratowała pani tego młodego mężczyznę. - Alec spojrzał na nią tępo i powiedział:
- Wolałbym, żeby więcej nie wtrącała się w nieswoje życie. Sam dałbym sobie radę.
- Z całą pewnością, Alec. Z całą pewnością. - Dziewczyna uśmiechnęła się do policjanta, który obserwował całą tę wymianę zdań z olbrzymim zaciekawieniem i spojrzała na wyjście, z którego wyprowadzali właśnie Artura zakutego w kajdanki. Kiedy policjanci z jej byłym chłopakiem przechodzili obok, Artur niemo wyszeptał:
- Do zobaczenia, kochanie. - Alec spojrzał na dziewczynę nieco zdziwiony i powiedział cicho:
- Przyszedł mi cię odebrać. Zagroził, ze jeżeli z nim nie pójdziesz najpierw zastrzeli ciebie, a później siebie. - Alec widząc przerażoną minę Jaye, przestał mówić. Dziewczyna wpatrywała się w odjeżdżający radiowóz,  a po jej policzkach popłynęły łzy. Wybiegła z tłumu gapiów i usiadła na przystanku autobusowym. Po chwili podszedł do niej Alec i powiedział:
- Nie płacz. Bylem wściekły, nie chciałem tego wszystkiego tak ująć.
- Nie lituj się nade mną!- Syknęła i otarła łzę z policzka.
- Litość jest lepsza niż nienawiść.
- Nienawidź mnie! Śmiało! - Krzyknęła i z nerwów rzuciła torebką na drugi koniec zielonego przystanku.
- Chciałbym cię nienawidzić. Nawet nie wiesz jak bardzo. Ale nawet jeśli przypominam sobie najgorsze rzeczy jakie zrobiłaś, nagle się pojawiasz, uśmiechasz i znów nie widzę nic poza tobą. - Dziewczyna uśmiechnęła się lekko, lecz po chwili zobaczyła Nathalie, która zbliżała się do nich uśmiechnięta od ucha do ucha.
- Jaye. - Usłyszała słodki głos czarnowłosej i uśmiechnęła się ironicznie, mówiąc:
- Nathalie, jak miło cię widzieć po tym jak kazałaś zabić mojego byłego. - Nathalie spojrzała na nią spode łba i zaśmiała się drwiąco.
- Masz rację. Niepotrzebnie się fatygowałam, twój chłopak doskonale zrobi to sam. - Jaye wstała z ławeczki i zacisnęła szczękę oraz pięści, aby nie zrobić jej krzywdy, choć z całego serca właśnie w tej chwili tego pragnęła. Nathalie zaśmiała się cicho na jej widok i przeniosła wzrok na Aleca, sarkastycznie pytając:
- Serio, Alec? Od Megan Fox do wieśniaczki z Cannes? -  Jaye spojrzała na Aleca, który z ustami zaciśniętymi w wąską kreskę wpatrywał się w zadowoloną z siebie Nathalie.
- Uwielbiasz patrzeć, jak ludzie się staczają, prawda? - Spytała Jaye i podeszła do Nathalie, po raz pierwszy patrząc jej prosto w oczy.
- Złotko, ja powoduję, że oni się staczają. - Nathalie wyminęła ją gładko i powiedziała do Aleca:
- Zawsze będę na ciebie czekała. Jeszcze możesz kiedyś do mnie wrócić, wpaść na chwilę. Tylko nie wtedy, gdy będziesz miał problemy, od tego masz ją. - Kiwnęła głową na zniesmaczoną całą tą sytuacją Jaye i odeszła dumnie się unosząc. Nawet, gdy zostaje odrzucona może czuć się jak gwiazda przedstawienia. Zawsze nią będzie...
     Jaye widziała już taką tęsknotę, jaką widziała w oczach Aleca; ona tęskniła za braćmi, on za niespełnioną miłością, która tak naprawdę nigdy nie miała miejsca. Nathalie zawsze pozostanie jego jedyną, nieważne ile murów by Jaye między nimi zniszczyła, w jego sercu wciąż będzie czekała czarnowłosa piękność, która czekając na odpowiedni moment wyjdzie i znów będzie gwiazdą. Znów zapanuje nad jego życiem, stając się jego jedyną.
- Czy nasze rzeczy są całe? - Spytała cicho Aleca, pochłoniętego w całości w wpatrywanie się w drogę, którą przed chwilą szła Nathalie. Słońce właśnie chowało się za olbrzymim budynkiem hotelu, kiedy odchrząknęła niepewnie.
- Co? Co mówiłaś? - Spytał Alec, chowając coś do kieszeni i niepewnie patrząc mi w oczy.
- Pytałam się, co z naszymi rzeczami.
-Ach, tak.. Całe i zdrowe w naszym pokoju... Artur pomylił pokoje. - Blondyn zaśmiał się cicho i spojrzał na budynek hotelu.
- I to tak cię śmieszy, bo...? - Spytała dziewczyna, gdy tylko ujrzała uśmiech na jego twarzy.
- Nie, po prostu...Nieważne. - Chwyciła torebkę i ruszyła w stronę hotelu, za którym zniknęło Słońce, a gromadka gapiów gdzieś odeszła, szukając innego ciekawego miejsca.

- Nienawidziła mnie od początku, a gdy wylądowałam w szpitalu, jej nienawiść, skrywana przez tyle lat w sercu, po prostu wypłynęła na wierzch.
- A, więc tak po prostu... Twoja babcia od tak cię nienawidzi?
- Nie. Nienawidzi mnie, bo sądzi, że jestem zła.
- A jesteś?
- Przesiąknięta złem do szpiku kości, Alec.
- Nie rozumiem... Chce poznać całą historię.

15.03.1994 r.
- Źle się to skończy. - Szepnęła kobieta, schylając się nad olbrzymim brzuchem swojej młodszej córki Dominiki. 
- Mamo, jesteś przewrażliwiona. - Powiedziała dziewczyna, głaszcząc się po brzuchu. Dwa miesiące po szybkim ślubie zaszła w ciąże z Adamem, siedem lat później, kiedy straciła wszystkie nadzieje Dominika ma urodzić kolejne dziecko.
- To będzie dziewczynka, czuję to. - Syknęła starsza kobieta i odwróciła się bokiem do swojej córki, zakładając babcine okulary na nos. Dominika przewróciła oczami i uśmiechnęła się do swojego siedmioletniego syna Adama, który dumnie wkroczył do salonu.
-Koledzy wciąż mi zazdroszczą, że będę miał brata. - Położył rękę na środku brzucha i po chwili odskoczył z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Kopnął mnie! - Krzyknął i głośno się zaśmiał, kładąc rękę z powrotem. 
- To jest dziewczynka i sprowadzi na nas zło, jeszcze pożałujesz, że mnie nie posłuchałaś. - Kobieta wyszła z domu głośno trzaskając drzwiami i pospiesznie skierowała się w stronę przedmieścia, gdzie mieszkał jej stary przyjaciel - Andreas Avidan. 
      Podeszła do drzwi cicho w nie zapukała, mając nadzieję, że Andreas jednak nie usłyszy i wcale nie będzie musiała go prosić o pomoc. Ku jej nieszczęściu drzwi prawie natychmiast się otworzyła, a w przejściu stanął wysoki czarownik - Andreas Avidan. 
- Cassandra! Przyjaciółko! - Krzyknął mężczyzna i mocno uścisnął kobietę, całując ją w oba policzki. Cassandra uśmiechnęła się szeroko i od razu, gdy weszła do mieszkania poczuła ostry zapach lawendy i wanilii, co zdecydowanie według niej nie było dobrym połączeniem. 
- Czego szukasz w moich skromnych progach? - Cassandra zaśmiała się cicho na widok kota i unikając pytania, spytała:
- Nieudany czar?
- To był mój listonosz Larry. - Kobieta uśmiechnęła się i usiadła na krześle przy okrągłym drewnianym stole, rozglądając się dookoła. Każdy mebel w salonie był innego koloru. Czerwona kanapa stała naprzeciwko wyjścia na balkon, a obok stał beżowy fotel, na którym leżała skóra niedźwiedzia. Na fioletowej ścianie wisiało kilka półek i jeden wielki regał. Na każdej półce ciasno uciśnięte były księgi magi, które widział tylko każdy inny czarownik. Normalny śmiertelnik widział w tym księgozbiorze tylko kolejne dzieła słynnych pisarzy. Spojrzała z powrotem na czarownika, który teraz powoli kierował się w jej stronę z po brzegi wypełnioną jakąś kolorową cieczą filiżankę.
- Moja córka jest w ciąży... - Zaczęła opowiadać Cassandra, ale jej przyjaciel miał zdecydowanie za dużo energii w sobie i od razu wybuchnął:
- To cudownie! Jak je nazwie?
- To nie jest ważne, Avidan. - Syknęła kobieta i odłożyła filiżankę z gorzkim płynem z powrotem na talerzyk. Avidan spoważniał, gdy usłyszał swoje nazwisko w ustach przyjaciółki. Mówiła do niego tak tylko wtedy, kiedy bardzo się stresowała i wiedziała, że stanie się coś złego. To Cassandra od zawsze miała jako jedyna w grupie dar przewidywania przyszłości; jedyną przeszkodą było to, ze widziała wszystko zamazane i nie wiedziała, kiedy dokładnie to się stanie. 
- Dominica, jest święcie przekonana, że urodzi synka, znowu... Ale ja czuję, że szczęście nie jest już po naszej stronie. Pamiętasz przepowiednie Lany? - Czarownik pokiwał głową i zamykając oczy, wyrecytował: 
- To przekleństwo, które rzucę, powiedz śmiało swojej córce, bo to ona na świat zrodzi dziewczynę-potwora, co całą rodzinę ugodzi.  
Po plecach obojga dorosłych przebiegł dreszcz niepokoju. Cassandra wciąż miała przed oczami srogi uśmiech Lany, w momencie rzucania klątwy. Jej długie, czarne włosy rozwiewał wiatr, który wziął się znikąd, sama Lana była roześmiana i machała rękoma, wypowiadając z ogromnym jadem, każde osobne słowo. W końcu zniknęła wraz z kłębem dymu.
- Co mam dla ciebie zrobić? - Spytał poważnie Avidan, popijając napój z filiżanki.
- Możesz jakoś powstrzymać tę klątwę? - Szepnęła kobieta, biorąc jedno ciastko z talerzyka i delikatnie łamiąc je na pół. Zdmuchała lukier, który skruszył się na stół i spojrzała na przyjaciela, który patrząc się na jej dłonie, cicho powiedział:
- Nie więcej niż dziewiętnaście lat. - podszedł do regału z książkami i otworzył jedną z bardzo starych i zakurzonych ksiąg o magii. 
- Musisz ją tu przyprowadzić. - Cassandra delikatnie kiwnęła głową na znak zgody i ubrała kurtkę, żegnając się z przyjacielem.
- To się źle skończy. - Usłyszała, gdy wychodziła z mieszkania, ale nie zwróciła na to większej uwagi. Sama to wiedziała, nikt nie musiał jej tego mówić. 

- Ale gdzie idziemy? - Dopytywała Dominika, ubrana tylko w cienki sweter i kurtkę przeciwdeszczową.Cassandra wręcz siłą wyciągnęła ją z łóżka, a nie było co mówić o mieszkaniu.
- Do mojego przyjaciela. - Odpowiadała za każdym razem coraz głośniej, ale Dominika nie dawała za wygraną i co chwilę na nowo zadawała pytanie.
- Dowiesz się jak dojdziemy! - Krzyknęła Cassandra u szczytu swojej wytrzymałości. Dominika zdawała sobie sprawę, że nie należy matki nadmiernie denerwować, więc dała sobie spokój z zadawaniem pytań i posłusznie podreptała za Cassandrą. Starsza kobieta była zdenerwowana tą wizytą, bała się, że coś muszę się nie udać, że coś może stać się Dominic albo, ze zaklęcie po prostu nie zadziała. Pragnęła tylko pozbyć się tej klątwy, to ona powinna cierpieć, a nie cała jej rodzina i Cassandra dobrze zdawała sobie z tego sprawę, ale Lana lubiła ranić wszystkich, których miała wokół siebie.
     Cassandra znała się z Laną i Avidanem ze studiów -Lana była dziewczyną czarownika. Zawsze trzymali się we trójkę, dopóki Lana nie zaczęła czytać o czarnej magii i zakazanych miejscach. Zaczęła pleść jakieś głupoty o końcu świata, czarnej magii i o tym, że kiedyś zapanuje nad światem. Nie tylko Cassandrze wydawało się to dziwne, Andreas także to zaczął zauważać, już nie był w nią tak ślepo zapatrzony... Kiedy zadawał Lanie pytania na ten temat ona po prostu zbywała go wrogim wzrokiem i mówiła, żeby nie wtrącał się w nieswoje sprawy, aż pewnego dnia po prostu wpadła do  pokoju, wykrzyczała Cassandrze klątwę prosto w twarz, śmiejąc się szaleńczo i wybiegła z akademika. Słuch po niej zaginął i nikt więcej o niej nie słyszał. 
- Mamo! - Cassandra ocknęła się i spojrzała na swoją córkę - Daleko jeszcze? Nogi mnie bolą. - Starsza kobieta rozejrzała się dookoła i stanęła naprzeciwko wejścia do domu.
- Już jesteśmy. - Mruknęła cicho i pociągnęła mocno za klamkę.

- Jesteśmy! - Powiedziała cicho Cassandra, wchodząc do mieszkania Andreasa.
- Nie wchodź tu, Dominiko! - Krzyknęła szybko Cassandra, podchodząc do leżącego na ziemi mężczyzny. Nie oddychał, a z jego ust wylewała się krwistoczerwona ciecz. Przykryła go kocem i położyła dłoń na jego głowie. Zamknęła oczy i cicho powiedziała:
- Dziś czarownik zginął w walce,
Niceo*, otwórz bramę nieb dla niego.
On ratować ludzie życie pragnął zawsze,
oddając wszystko, co cenne za to. 
     W chwili, gdy ciało Andreasa zniknęło do pokoju weszła przestraszona Dominica, która mówiła coś o napisie. Chwyciła starsza kobietę za rękę i zaprowadziła ją do sypialni. Cassandra zatrzymała się w drzwiach i spojrzała na ścianę nad łóżkiem. 
- NIE MA UCIECZEK. - Wyszeptała kobieta, a Dominika chwytając ją za dłoń wyprowadziła z sypialni. Cassandra wbiegła do salonu i chwyciła księgę, która leżała na stołku. 
- Mamo, nie sądzę, żeby dotykanie tych rzeczy było dobrym pomysłem. 
- Zamknij się i siadaj. - Dominica usiadła przerażona w fotelu i zamknęła oczy, żeby nie widzieć poczynań matki. Cassandra chwyciła księgę Andreasa, którą wcześniej trzymała w rękach. Przyłożyła rękę do brzucha Dominiki i powiedziała:
- Od dnia dzisiejszego czar zacznie działać
I działać będzie aż lat dziewiętnaście.
Kiedy dziewczę wejdzie w wiek doskonały, 
klątwę zmiecie jej świat cały. 
- Co to było do cholery?! - Krzyknęła przerażona dziewczyna. Cassandra chwyciła księgę, z której przeczytała zaklęcie i odczytała: CZARNA MAGIA. Cassandra rozejrzała się dookoła i schowała księgę do torby, czując na sobie czyjś wzrok. Skierowała się szybko do wyjścia, pospieszając jedynie swoją córkę. 


- I co? To tyle? - Usłyszała głos Aleca, który delikatnie zmierzwił swoje włosy i położył się na łóżku, zakładając ręce za głowę.
- Nie czytałam całego pamiętnika. Za kogo ty mnie uważasz? - Alec spojrzał na dziewczynę lekko rozbawiony i spojrzał za okno, za którym było już kompletnie ciemno. Nie widział nic oprócz mocno oświetlonej Wieży Eiffla, która nie robiła na nim takiego wielkiego wrażenia, jak opisują wszyscy, którzy tu byli.
- Za kogoś, kto jest na tyle dziwny, że zaczął czytać pamiętnik swojej chorej babci, ale nie skończył. - Alec zaśmiał się głośno ze swojego żartu.
- Dostałbyś w twarz, ale bardzo nie chce mi się do ciebie podchodzić. Moja babcia nie jest chora. Teraz twoja kolej na jakąś opowieść. - Alec spojrzał na dziewczynę dziwnie i usiadł prosto na łóżku.

- Znalazłeś ją? - Spytał Eric swoim mocnym głosem, otwierając szafkę z ubraniami. Mieszkali pod jednym dachem od pięciu lat, a Alec wciąż nie potrafił się przyzwyczaić do jego mocnych perfum i olbrzymiego nieporządku w szafie. Eric był kompletnym przeciwieństwem wysokiego blondyna. Mężczyzna był nieodpowiedzialny i podejmował szybkie decyzje; Alec tak nie potrafił - zawsze brał całą winę na siebie i jedyne nad czym się nie zastanawiał to która rybkę dzisiaj nakarmić, bo musiał nakarmić je wszystkie. Codziennie rano, gdy się budził na jego twarzy automatycznie pojawiał się uśmiech, bo wiedział, że za kilka godzin ją zobaczy, spojrzy w jej oczy, ale nie odezwie się ani słowem - znowu. Bał się odrzucenia z jej strony, tego, ze ona może go wyśmiać, że może jej się nie spodobać. Więc wpatrywał się w nią tylko i w myślach układał miliony scenariuszy, które w jego głowie odgrywały się codziennie przed snem. Mijał ją w korytarzu codziennie - przychodziła do Erica, który był obojętny na jej uwagę. Dla niego była to po prostu kolejna ładna dziewczyna, którą można wykorzystać do swoich planów. 
      Chłopak siadał codziennie przy stole w jadalni i czekał aż uśmiechnięta czarnowłosa piękność wkroczy swoim dumnym krokiem do pomieszczenia. Znów przejdzie obok niego, mijając go obojętnie, ale jemu to nie przeszkadza, bo znów będzie mógł wciągnąć w płuca zapach jej ulubionych perfum, znów będzie mógł przez przypadek spojrzeć w jej czarne oczy i przez cały, kolejny dzień będzie mógł ją podziwiać i czekać, aż Eric w końcu ją odrzuci, aż stanie się dla niego bezużyteczna. Bo taki dzień nadejdzie, wtedy, gdy ona będzie się tego najmniej spodziewała - robił tak z każdą dziewczyną, ale nie wiedział, że ta była wyjątkowa. Pomijając fakt, że była kompletnie zadurzona w Ericu, była ideałem każdego mężczyzny. Szkoda, że dla wielu z nich była po prostu nieosiągalna. 
- Nie. - Szepnął blondyn i usiadł na kanapie, otwierając puszkę z gazowanym napojem. Eric odwrócił się napięcie w stronę Aleca i syknął:
- Jak śmiesz pojawiać się w moim domu, nie znajdując dziewczyny?! - Eric już podnosił rękę, żeby uderzyć blondyna, lecz ten z szybkością lamparta podbiegł do drzwi wyjściowych i wybiegł na podwórko. Spojrzał w okno, w którym stał wściekły szatyn i ruszył w stronę Promenade de la Croisette.
- Au! To boli! - Usłyszał śmiech małej blondynki, która wychodziła wraz ze starszym mężczyzną z jednej z restauracji. Za nimi szła kobieta i jeszcze dwójka dzieci, które wydawały się niezbyt szczęśliwe faktem, ze ich ojciec zdecydowanie wyróżniał córeczkę, która pewnie była jego małą kruszynkę. Blondynka biegła szybko w stronę fontanny, kiedy przystanęła nagle naprzeciwko Aleca i powiedziała:
- Znam cię. - Dziewczynka podeszła wolno do Aleca i chwyciła go za rękę. Nie miała więcej niż trzynaście lat, a siły w ręce miała na pewno więcej niż niejeden chłopak w jej wieku. 
- JAYE! - Krzyknął jej ojciec podczas, gdy drobna blondyneczka prowadziła go za rękę do fontanny. 
- Widziałam cię w moim śnie. Ty dawałeś jakiejś dziewczynie bransoletkę, a ona była nieszczęśliwa. - Alec spojrzał w jej piękne, zielone oczy i powiedział:
- Zapomnij to, co zobaczyłaś w śnie. Nigdy więcej mnie nie zobaczysz. - Spojrzał za siebie i ujrzał ojca dziewczynki biegnącego w ich stronę. Alec ruszył biegiem w przeciwną stronę, wymijając przechodniów, którzy raczyli go uhonorować bardzo niemiłymi wyzwiskami, gdy każdego po kolei potrącił. Kiedy zauważył, że nikt już za nim nie idzie zwolnił trochę, aż w końcu przeszedł do zwykłego chodu. Zastanawiało go tylko jakim cudem ta dziewczynka widziała to wszystko w  swoich snach... Nie mogła być czarownicą - znał je wszystkie. Mała była podejrzana dlatego sprawił, że o tym wszystkim zapomniała. Nie chciał, żeby była w to wciągnięta. Wydawała mu się znajoma, lecz po chwili uprzytomniał sobie, że to wszystko nie ma sensu, a tej dziewczynki nigdy nie widział na oczy. Widywał tylko podobne - blond włosy, zielone oczy. "Polował" na nie, miał im podrzucać bransoletki i niszczyć. Według Erica był to wymarły gatunek, który on wykończy - wszystkie były podobne do Juliette, a to go męczyło. Codziennie godzinami wpatrywał się w zdjęcie swojej siostry i ukochanej zarazem. Alec nigdy do końca nie poznał tej historii, nie był nawet pewien, czy chce ją poznać. Ciekawił go tylko fakt, co dziewczyna mu zrobiła, że tak bardzo nienawidził innych. Rozkochała i zapomniała? Nie wyglądała na taką, a jednak gdy tylko Alec próbował wspomnieć coś o Juliette, Eric dostawał białej gorączki i rzucał w ściany wszystkim co miał pod ręką. To były chwile, kiedy blondyn wolał znaleźć się poza obrębem jego wzroku. Wychodził z domu i wracał dopiero po kilku godzinach. Tak było i teraz.. Postanowił, że w końcu znajdzie dziewczynę, którą kazał mu szukać Eric - miał unicestwić w trybie natychmiastowym, gdyż za bardzo przypominała mu siostrę. Alec nie miał ochoty robić dłużej tego, co tylko kazał mu Eric, ale obiecał spełniać jego życzenia przez kolejne wieki. Miał być jego sługą na zawsze, choć sam o tym nie wiedział. Wpadł w pułapkę, ufając dziewczynie Erica. Zakochał się w niej, gdy tylko po raz pierwszy spojrzał w jej oczy. Można by rzec, że w jego przypadku miłość od pierwszego wejrzenia zawładnęła całym jego światem i zniszczyła dotychczasowe życie. Zgarnęła wszystkie jego marzenia do jednego worka i wrzuciła do ognia, który płonął na jego oczach. Niszczyła wszystko na co pracował latami jednym ruchem, ale jemu to nie przeszkadzało, bo to ona była teraz jego życiem. Nagle przed oczami Aleca pojawiła się piękna blondynka, która słodko się do niego uśmiechała. Poznał w niej swoją ofiarę, więc uśmiechnął się do niej w ten sam sposób i dał się prowadzić nieznajomej. Szedł szybko za niską blondynką i czekał aż dziewczyna w końcu się zatrzyma. Wtem znalazł się nagle w ślepej uliczce, a dziewczyna wręcz rozbierała go wzrokiem. Przysunął się do niej i delikatnie musnął jej usta. To był jeden z wielu powodów dlaczego to właśnie on szuka tych dziewczyn - żadna nie potrafiła mu się oprzeć. Był piorunująco przystojny i nawet dziewczęta, które go nie znały zakochiwały się w nim, gdy tylko spojrzały w jego ciemne oczy, które niegdyś były błękitne. Dziewczyna delikatnie dotykała jego twarzy, kiedy on wrzucał jej bransoletkę do tylnej kieszeni spodni. Kiedy blondynka próbowała ściągnąć z niego koszulkę, on odsunął się od niej jak poparzony i po prostu odszedł, nie patrząc na nią już ani razu. Wiedział jednak, że nie zapomni jej uśmiechu i już do końca życia w głowie będzie miał obraz tej dziewczyny, która za kilka miesięcy zostanie kompletnie sama. On to wiedział, a ona czuła się tylko upokorzona. 
     Wsadził ręce do kieszeni swoich dżinsów i ruszył z powrotem do domu z dobrymi wieściami dla Erica. Po drodze zastanawiał się dlaczego robił to, co mu kazano. Przecież z drugiej strony na zawsze miał mieć wolną wolę - to mówiła mu czarnowłosa, a on jej uwierzył, okazało się jednak, ze jego wolną wolą kieruje Eric, który po jakimś czasie stał się jego jedynym przyjacielem. Mógł z nim rozmawiać, powiedzieć mu o wszystkim, ale on nie miał prawa zadać mu ani jednego pytania, bo to nie był jego interes. Życie Erica należało tylko do niego i nikt nie miał prawa w nie ingerować - nawet sam Alec, który był jego przyjacielem. Alec zaczął przyzwyczajać się do faktu, że życie Erica nie jest jego sprawą i przestał zadawać pytania, ale wciąż męczyły go sprawy, na które nie znał odpowiedzi. Wierzył, ze kiedyś zdobędzie zaufanie Erica, ale nie sądził, ze zajmie mu to tyle czasu.
- Znalazłeś ją? - Usłyszał głęboki głos Erica, gdy tylko otworzył drzwi do mieszkania. W jego nozdrza uderzył ostry zapach papryki, na którą był uczulony. Głośno kichnął i spojrzał w górę, prosto w oczy czarnowłosej:
- Nathalie. - Szepnął i delikatnie się uśmiechnął.
- Masz gila na twarzy, więc nie wyglądasz nadzwyczaj normalnie. - Syknęła Nathalie i ruszyła w stronę kuchni wraz z zapachem jej perfum, który był dla młodego Aleca jak narkotyk. Uwielbiał go wąchać, choć nie mógł tego robić z nie bliższej odległości niż 5 metrów. Zazwyczaj w ogóle czarnowłosa do niego nie podchodziła, a dzisiaj nawet coś do niego powiedziała. Co prawda, obraziła go, ale jad w jej ustach brzmiał jak najpiękniejsze słowa na świecie. Dla Aleca liczyło się wtedy tylko to, że go zauważyła, nie to w jaki sposób i w jakiej sytuacji. Zrzucił trampki z nóg i ruszył w stronę swojego pokoju, nie odpowiadając na pytanie Erica, o którym po prostu zapomniał. Położył się na łóżku,lecz nie poleżał długo w spokoju, gdyż nagle wparował wściekły Eric i krzyknął:
- Jesteś w moim domu, więc odpowiadaj na moje pytania!
- Znalazłem ją. - Syknął Alec i spojrzał na Nathalie, która wychylała się delikatnie zza pleców mężczyzny; uśmiechała się, ale Alec nie wiedział, czy to dlatego, że własnie robi z siebie głupka, czy dlatego, ze podoba jej się to jak przeciwstawia się własnemu przyjacielowi. Po chwili uprzytomniał sobie, kto przed nim stoi i lekko opuścił głowę, wpatrując się w czubki swoich stóp.
- Znalazłem ją i podrzuciłem bransoletkę. - Eric uśmiechnął się szeroko, pochwalił blondyna i wraz ze swoją ulubienicą Nathalie ruszył do kuchni na kolację. Alec z reguły jadał później niż oni albo na mieście. Nigdy z Nathalie i Erickiem przy jednym stole - sam uważał, ze nie był godzien, nikt nie musiał mu tego mówić. Z resztą nie wytrzymałby patrzenia na Nathalie przez bite pół godziny. Nie umiał z nią utrzymać kontaktu wzrokowego przez pół minuty, a co dopiero mówić o pół godzinie. Nathalie była jedną z tych osób, które wyczuwały strach na odległość, a Alec zdecydowanie się jej bał. Porażała wzrokiem każdego, który tylko spróbował się jej przeciwstawić, ale Alec znał jej słaby punkt - mógł to wykorzystać przeciw niej, ale nie chciał. Nie mógł zrobić tego jedynej osobie, którą darzył takim uczuciem. Tak, nie znał jej, ale czuł do niej to, czego nigdy w życiu nie poczuł do żadnej dziewczyny. Wiedział, ze gdyby tylko potrafił z nią rozmawiać, gdyby tylko potrafił spojrzeć w jej oczy na dłużej niż pół sekundy, mógłby ją zdobyć, ale wiedział też, że ona była Ericka... Na razie, była nieosiągalna, ale gdy tylko Ericowi znudzi się czarnowłosa piękność, znajdzie sobie inną... może rudą, może szatynkę, ale nigdy nie dwa razy taką samą pod rząd i nigdy nie blondynkę - je chciał zniszczyć, a Alec był jednym z narzędzi zbrodni...


-Łał. Powiedziałeś o wiele więcej słów w ciągu dziesięciu minut niż w ciągu całej naszej znajomości. - Alec spojrzał na dziewczynę spode łba i podnosząc się z łóżka, poczłapał w stronę małej, przenośnej lodówki, która stała obok beżowej kanapy. Dziewczyna obserwowała z uwagą każdy jego kolejny ruch, który wykonywał, aż w końcu Alec spojrzał na nią i spytał:
- Mam się rozebrać, żebyś mogła więcej pooglądać? - Jaye zaczerwieniła się lekko, bo nie zawsze słyszała takie uwagi od tak przystojnego chłopaka, ale opanowała się i szybko powiedziała:
- Jeśli będę miała ochotę popatrzeć na twoje ciało to dam ci znać. - Ale zaśmiał się cicho i powiedział, że idzie wziąć prysznic. Dziewczyna kiwnęła głową na znak, ze usłyszała i podeszła do okna, siadając na fotelu, który tam ustawili. Wpatrywała się w uciszony ruch uliczny i myślała nad tym, co właśnie chodzi po głowie tym wszystkim ludziom, którzy późnym wieczorem wracają do domu, żeby wspólnie ze swoją rodziną zjeść kolację. Cały dzień ciężko pracowali, że w końcu u końca dnia móc zobaczyć swoje uśmiechnięte dziecko, współmałżonka. Sama tęskniła za tymi chwilami, gdy tata wracał z popołudniowej zmiany w pracy i witał się ze nią, jakobym była jego małą księżniczką. Wspólnie siadali do kolacji i każdy z członków rodziny, opowiadał co robił dzisiejszego dnia - to wszystko skończyło się wraz z awansem jej ojca. Przestał wracać na kolację do domu, a kiedy dziewczynka wstawała był na powrót w swoim wielkim biurze. Często wyobrażała go sobie, siedzącego przy biurku z plikiem papierów do wypełnienia i podpisania; ciężko pracującego mężczyznę, który tęsknił za swoją rodziną, ale wiedział, ze ta praca daje większe możliwości jego dzieciom. Co prawda nie widywał już ich tak często jak kiedyś, nie miał czasu, żeby pójść z nimi na lody, ale wiedział, ze będą mieli dostatnie życie, dzięki jego pracy. Momentami miał dość, potrafił zrzucić wszystko z biurka i wyciągnąć z szuflady paczkę papierosów, które od lat go odstresowały. Rodzina nie wiedziała, że pali, a on chciał, żeby tak zostało. Nie miał ochoty po ciężkim dniu w pracy wysłuchiwać namów Dominicki na temat tego, jakie są ciężkie czasy i że może zachorować na raka. Wiedział o tym, ale nie potrafił rzucić nałogu, który był dla niego ucieczką od rzeczywistości. Mógł zamknąć się w biurze, odpalić na tarasie papierosa i nie myśleć o niczym innym niż o dymie nikotynowym wydalającym się z jego ust.
     Takie przedstawienie sytuacji było dla dziewczyny o wiele łatwiejszym rozwiązaniem. Ojciec, który ciężko pracuje, żeby nie zawieść swojej rodziny - to było coś, co codziennie podnosiło ją na duchu. Coś, w co z całych sił chciała wierzyć, bo było lepsze niż każda inna możliwość, która przychodziła jej do głowy, gdy ojciec znowu nie przychodził na noc do domu.

__________________________________________
 Kolejny za około 10-14 dni, wena opuszcza moje ciało i wędruje sobie samotnie po szarych ulicach.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Dwanaście.

- Co powiedziałeś? - Spytała dziewczyna z niedowierzaniem, wpatrując się w jasnoniebieskie oczy Aleca, które po kilku sekundach stały się granatowe, a następnie czarne. Nie spodziewała się, że pewnego dnia znowu usłyszy te dwa magiczne słowa, które wywoływały u niej minimalne palpitacje serca, które były genezą jej uśmiechu na twarzy.
      Będąc z nim przypomniała sobie czym jest szczęście i jak trzeba korzystać z życia. Alec pokazał jej, że życie może skończyć się w każdej chwili i nie zawsze zależy to tylko od nas. Czasami umieramy wcale o tym nie wiedząc. Ginie cząsteczka nas za każdym razem, gdy otwieramy oczy po kolejnej nocy.
      Była zgubiona i samotna. Jej rozczochrane włosy, zaczerwienione oczy i mokre od łez rękawy bluzy cały czas wszystkim o tym przypominały. Ból nie jest przypisany tylko do kilku osób.Każdy ma w życiu choć jeden taki moment, że nikomu by się na oczy nie pokazał. Schowałby się pod kołdrą, przespałby cały dzień. Znalazłby się w swoim świecie, do którego ma wstęp tylko on i jego wspomnienia.
- Nic. Chodźmy dalej. - Powiedział szorstko i ruszył przed siebie, chowając dłonie w kieszeniach.
- Słyszałam wszystko! - Krzyknęła za nim dziewczyna i pobiegła, próbując dorównać mu kroku. Kiedy go dogoniła, stanęła przed nim i delikatnie musnęła jego wargi. Alec chwycił ją w talii i wpił się w jej delikatne usta.
- Cóż za piękna scenka! - Alec stanął jak wryty na dźwięk kobiecego głosu i wolnego klaskania.
- Nathalie. - Szepnął blondyn i odwrócił się w stronę czarnowłosej dziewczyny. Była przerażająco piękna i idealnie zbudowana - długie nogi, płaski brzuch, to rzeczy, na których punkcie zawsze dziewczyny miały kompleksy, a ona nadzwyczajnie w świecie była IDEALNA. Nathalie widziała, że blond ukochana Aleca jej się przygląda. Wiedziała też, że jej zazdrości. Od zawsze spotykała się z nieukrywaną nienawiścią tylko dlatego, ze była przerażająco piękna. Odpychała innych od siebie tym, że nie miała bzika na swoim punkcie. kiedy umarła zdała sobie sprawę, że to wszystko przez to, dlatego zaczęła to wykorzystywać jako broń, która niszczyła wszystko, co spotkała na swojej drodze. 
- Twoja dziewczyna zaraz w niezłe kompleksy wpadnie. - Czarnowłosa zaśmiała się jak z jakiegoś dobrego żartu i podchodząc do Aleca, spytała:
- To ją znalazłeś na moje miejsce? Blondyneczkę ze wsi? Rozumiem jakbyś rzucił mnie dla Megan Fox albo Jessiki Alby, ale dla niej? - Syknęła, pogardliwie wskazując na Jaye głową. Nawet w momencie, gdy ją obrażała i z jej ust wydobywał się praktycznie sam jad, w oczach Jaye wciąż była idealna i nie potrafiła oderwać od niej wzroku.
- Nie mów tak do Jaye. - Szepnął Alec, wpatrując się tępo w Nathalie. Jej oczy wręcz pogardliwie się niej  śmiały. Czuła jak jej wzrok przeszywa ciało, jednak Jaye jak zahipnotyzowana nie mogła wydusić z siebie ani słowa, na swoją obronę. Ba! po chwili bała się nawet na nią spojrzeć.
- Twoja dziewczyna nie potrafi się sama obronić? - Uderzyła Aleca barkiem i wyminęła go, szczerząc się jak głupia, kiedy podeszła do speszonej wzrokiem Nathalie Jaye.
- No, blondi, wyduś coś z siebie. -  Blond dziewczyna wpatrywała się w jej oczy, choć wcale nie chciała. Nie chciała na nią patrzeć, bo najzwyczajniej w świecie się jej bała. Jej oczy były przerażające i uśmiech, którym darzyła miodowowłosą nie był miły, a kryło się za nim tyle jadu, ze Jaye nie potrafiłaby sobie nawet tego wyobrazić. Chciała spuścić wzrok, ale jakby magiczna siła trzymała ją przy oczach Nathalie, gdy usłyszała nagle:
- ZAUROCZYŁAŚ JĄ! - Krzyknął przerażony Alec i odepchnął Nathalie od Jaye mocnym ruchem. Przytulił ją do piersi, ale blondynka nie mogła odwrócić swoich myśli od czarnowłosej. W jej umyśle znajdował się teraz każdy fragment jej twarzy.
-Łatwo poszło. - Po chwili dziewczyna usłyszała trzask i ujrzała Nathalie trzymającą się za nos, z którego tryskała ciemnoczerwona ciesz.
- Tego się od niej nauczyłeś?! Bicia kobiet?!
- Zrobiłbym to jeszcze raz. - Usłyszała twardy głos Aleca i po chwili poczuła jak coś w nią uderza i czuła wypalające ciepło w środku. Sama nie wiedziała, kiedy zaczęła krzyczeć, ale poczuła tak uciskający ból, że jedynie to mogła zrobić, żeby choć na chwilę spróbować uciec od tego.Czuła się jakby jej ktoś wypalał wnętrzności.
- Skoro już się bawimy to ratuj swoją ukochaną zanim spłonie od środka. - Usłyszała śmiech dziewczyny poprzez moje własne okrzyki bólu, a później Nathalie zniknęła. Alec złapał Jaye w ramiona, gdy upadała i położył na swoich kolanach.
- Nie umieraj, Jaye. - Usłyszała ciche błagania Aleca, gdy po chwili poczuła ulgę i cały ból zelżał.
- Co się stało? - Spytała cicho, lecz nie usłyszała odpowiedzi. Usta Aleca były ściśnięte w cienką kreskę, gdy brał ją na ręce, pomagając wstać. Jakimś cudem doszli do pokoju hotelowego, gdzie Alec położył ją do łóżka i kazał iść spać. Spojrzała ostatni raz za okno - było prawie ciemno.

- Nie mogę teraz. - Usłyszała Jaye poprzez dziwne dźwięki. Otworzyła oczy, ledwo powstrzymując się od krzyku bólu który poczuła w skroniach. Spojrzała za okno, za którym już wzeszło słońce, a później na głośno grający telewizor i sięgnęła po pilota, który leżał po drugiej stronie łóżka.

- Uratowałam ją tylko z tylko jednego względu! - Usłyszała zagłuszony dziewczęcy głos i zamknęła oczy. Nagle zobaczyła Aleca, który rozgląda się na boki i wychodzi zza drzwi. Ujrzała przed sobą Erica, który po chwili uśmiechnął się i powiedział:
- Wybaczam ci, synu. - Ponownie przed sobą zobaczyła Aleca, który nieco niechętnie przeprosił swojego rzekomego stwórcę za Jaye i za swoje zachowanie.
- Coś tu jest nie tak. - Usłyszała głos dziewczyny, ale nie zobaczyła żadnej kobiecej postaci. Głos odbijał się echem w jej głowie, dopóki Eric nie zadał ostro pytania:
- Mamy nieproszonego gościa?- Przerażony Alec zaczął wycofywać się w stronę drzwi.
- Dziwka siedzi w mojej głowie! - Krzyknęła dziewczyna, a jej głos ponownie odbijał się echem. Nathalie poczuła dziwny ból w tylnej części czaszki. Kiedyś już to czuła, gdy była skojarzona z magiem. Wtedy jednak tego nie planowała, a teraz Jaye bezkarnie siedziała w jej głowie i kto wie, ile z tej rozmowy słyszała.
- Skojarzyłaś się z nią?! - Krzyknął Eric i uderzył ją w twarz. Najdziwniejsze jednak było to, że jaye także to poczuła. 
- Inaczej by mnie nie posłuchał. - Kiwnęła głową na Aleca, który nieco zdenerwowany stał pod drzwiami do ich wspólnego pokoju. Rozglądał się na boki, nie mogąc spojrzeć w oczy Ericowi ani dziewczynie, w której umyśle siedziała Jaye. Alec spojrzał na Erica i ściszonym głosem powiedział:
- Kazała mi zabić Artura.
- Zrobiłeś to?

Jaye usłyszała cichy trzask drzwi, który zagłuszył odpowiedź Aleca, o ile takowa była. Po chwili blondyn cały czerwony ze złości wkroczył do sypialni i chciał usiąść obok Jaye na łóżku, ale odepchnęła go z ogromnym impotentem  i wyskoczyła z pościeli.

- Zrobiłeś to? - Spytała cicho, nie wiedząc co robić z rękoma. Po chwili założyła je jednak na piersi.
- A więc słyszałaś. - Zaklął pod nosem. Miał cicha nadzieję, że nie będzie się musiał jej tłumaczyć i że to wcale nie Jaye siedziała w umyśle Nathalie. 
- Zabiłeś czy nie?! Odpowiedź jest krótka! - Krzyknęła wściekła dziewczyna, sama zszokowana swoim atakiem na niego. Artur powinien być dla niej obojętny, a jednak kiedyś go kochała, a uczuć nie da się tak łatwo wyłączyć jak światła.
- Nie! Nie zrobiłem! - Krzyknął Alec i spojrzał jej prosto w oczy, mówiąc:
- A teraz ty będziesz przez to cierpiała. - Nawet nie wyobrażała sobie jak. Nie znała Erica tak dobrze jak on. Wiedział, ze Eric jest zdolny do wszystkiego, żeby tylko najpierw zniszczyć psychicznie swoją ofiarę, ażeby doprowadzić ją do stanu wyniszczenia fizycznego. 
- Alec, co jest grane? - Spytała Jaye, podchodząc do niego powoli, ale Alec wstał i wyszedł bez odpowiadania na zadane pytania. Jaye nie lubiła, gdy unikało się rozmów z nią. Czuła się wtedy niepotrzebna i chciała pozabijać i zniszczyć wszystko, co stanęło na jej drodze. 
     Siedziała samotnie w pokoju hotelowym, a w telewizji leciał jakiś film o zagrożonych gatunkach zwierząt. Myślała o tym, co powiedział jej Alec. Będzie cierpiała, tylko, ze faktem jest, że robi to już od kilku tygodni. W sumie rzeczy powinna się już zdążyć przyzwyczaić, ale trudno to zrobić, gdy dzień po dniu niszczy cię to kawałek po kawałku a każdy fragment twojego ciała przesączony jest nienawiścią do całego świata i ludzi. Po jakimś czasie nie możesz przestać o tym myśleć - cierpienie staje się twoim życiem, a ty choćbyś bardzo tego chciała nie zmienisz tego, bo to przestało od ciebie zależeć już na samym początku. Przecież nie możesz wybrać sam sobie scenariusza życia; zawsze jest ktoś nad tobą, kto decyduje o wszystkich ważnych aspektach twojego życia.
     Nawet jeśli moglibyśmy przeczytać cały scenariusz życia i poprawić go tylko jak tylko chcemy, nikt by się nie odważył, bo ludzie to tchórze. Boimy się wszystkiego. Odmawiamy sobie przyjemności, bojąc się o konsekwencje. Żyjemy w klatce ograniczeń i przeraża nas wyjście stamtąd. Stoimy w miejscu, czasami cofając się o krok, gdy przed nami pojawia się przeszkoda. Za dużo w nas niepewności i strachu, że coś nam nie wyjdzie, że ktoś wyśmieje, aby zrobić krok w przód i pokonać wszystkie kłody rzucane nam pod nogi przez ludzi, którzy zazdroszczą innym. Zatracamy siebie w codziennej rutynie życia, myśląc tylko o tym, żeby patrzeć pod nogi. Idąc szarą ulicą widzisz takich samych ludzi jak ty, a mimo to czujesz się samotny nawet w tłumie, tłumacząc to wszystko tylko tym, że nikt cię nie rozumie, choć nie dałeś szansy innym tego zrobić. Wszyscy wbrew pozorom są taki sami, tylko nikt nie chce w to uwierzyć. Całkowicie szczęśliwi ludzie nie istnieją i nigdy nie istnieli.
     Może kiedyś, w dalekiej przyszłości, kiedy wszystko opanują roboty, znajdzie się choć jeden człowiek, który zrozumie, że wszyscy są tacy sami i uwierzy, że może być szczęśliwy tylko, jeśli ma przy sobie ludzi, z którymi może porozmawiać i których może pokochać.

- Kochasz mnie? - Spytał dziewczynę, delikatnie unosząc ją do góry, w celu wniesienia ją na małą łódkę. 

- A czy kiedykolwiek dałam ci powód, żebyś w to zwątpił? - Blondyn uśmiechnął się szeroko i wskoczył na łódkę, chwytając za dłoń dziewczynę. Łódka delikatnie się zachwiała, a czarnowłosa przez śmiech powiedziała:
- Jesteś za ciężki. 
- Ale i tak mnie kochasz.
- Nigdy ci tego nie powiedziałam, Alec. - Blondyn spojrzał na nią przerażony i nie powiedział już ani słowa.

      Dziewczyna otworzyła delikatnie oczy i spojrzała na Aleca, który gorączkowo naciskał jakieś guziki w pilocie.

- Przestań! - Powiedziała, gdy migające obrazy zaczęły ją denerwować.
- Czego znowu chcesz? - Syknął Alec i rzucił pilotem w poduszkę na kanapie.
- Wiesz czego chcę?! Moje normalne życie, bez cierpienia, bez Nathalie i...
- Beze mnie? - Spytał Alec, a dziewczyna cicho załkała. Nie żałowała, ze go poznała, ale to przez niego do jej życia wkroczyło cierpienie. Znalezienie bransoletki, strata braci - za wszystkim tym stał Alec.
- Kochasz tę dziewczynę? - Spytała Aleca, który nie potrafił wydusić z siebie ani słowa.Nie spodziewał się takiego pytania od nikogo, szczególnie nie od dziewczyn, która siedziała bezbronnie na łóżku i swoimi zielonymi oczami wymuszająco wpatrywała się w Aleca. Nie wiedział, co mam jej odpowiedzieć. Co prawda Nathalie nie była dla niego obojętna, kochał ją, ale ostatnimi czasy poczuł coś także do Jaye, a Nathalie zeszła na drugi plan. Uderzył ją - to był punkt kulminacyjny. Nigdy nie był zdolny do tego, żeby to zrobić. Zawsze bronił kobiety i bezbronnych, przecież chciał być ponad to, ale Nathalie spowodowała, że zaczął cierpieć tak, jak nigdy dotąd. Czuł się jeszcze bardziej niepotrzebny niż za życia. 
- Widziałaś to? - Spytał zaciskając dłonie w pięści. Dziewczyna kiwnęła twierdząco głową i podeszła do niego, mówiąc:
- Ona cię rani, Alec.
- Ale ją kocham!
- Czekaj. - Szepnęła i spojrzała w oczy blondyna. - Mówiłeś, że mnie kochasz, bo sądziłeś, że zapomnisz o Nathalie? - Alec kiwnął twierdząco głową, a Jaye zaśmiała się drwiąco. Nigdy nie czuła się aż tak bardzo wykorzystywana. Została raniona i to wiele razy, ale nigdy nie tak w podły sposób. 
- Wykorzystałeś mnie. -Pół stwierdziła, pół zapytała i uderzyła Alec pięścią w twarz. Blondyn chwycił się za szczękę i wykrzywił się w bólu.
- Dlaczego ją uderzyłeś?! - Krzyknęła i odeszła od niego na kilka kroków.
- Nie wiem. Zraniła cię... Mam wyjść? - Spytał, widząc Jaye, gdy ocierała łzy z policzków. Miała jednak cichą nadzieję, że tego nie zobaczy. Nie chciała okazywać słabości, a już na pewno nie przy kimś, kto potrafił tak łatwo wywołać u niej łzy. Nie płakała często. Każdy kto ją znał choć kilka lat powie, że nigdy nie widział Jaye płaczącej. Dziewczyna nigdy nie chciała pokazywać swoich słabości obcym ludziom. Wolała wtedy pokazać, że jest silniejsza niż każdy ją postrzegał. Chwyciła torebkę i założyła buty, i wyszła z pokoju hotelowego, powstrzymując płacz. Trzeci dzień w Paryżu, a ona więcej przecierpiała niż w ciągu całego miesiąca w Cannes. Zatrzymała się przed główną ulicą i zastanawiała się, gdzie może iść. Uznała, ze najlepiej będzie iść cały czas prosto, bo i łatwiej będzie wrócić. Po dziesięciu minutach spaceru ujrzała park, w którym, o dziwo, praktycznie nikogo nie było. Usiadła na jednej z ławek i położyła obok siebie torebkę, z której wcześniej wyjęła telefon. Miałam dwa nieodebrane połączenia od Artura i trzy od mamy. Westchnęła ciężko i wyłączyła telefon, pakując go z powrotem do torebki.
- Coś się stało? - Usłyszała cichy, chłopięcy głosik. Spojrzała w dół i ujrzała małego blondynka z czekoladą w ręce.
- Nie, nic, Słońce. - Powiedziała i pogłaskała chłopca po głowie, mierzwiąc jego idealne loczki. Po chwili blondynek ułamał czekoladę na kawałki i poczęstował dziewczynę, mówiąc:
- Mama zawsze je czekoladę, gdy mówi o tatusiu, może pani też pomoże. - W oczach Jaye pojawiły się łzy, kiedy brała tę kostkę czekolady od chłopca. Blondynek usiadł obok niej na ławce i cichutko spytał:
- Mogę się o coś pani spytać? - Dziewczyna kiwnęła twierdząco głową i uśmiechnęła się lekko na zachętę.
- Czy kiedy ludzie umierają... Czy oni są szczęśliwsi? - Spojrzała nieco zszokowana na chłopca i powiedziała:
- No cóż... Wyobraź sobie, że miałbyś swoje ulubione zwierzątko w domu, wszystkie samochodziki świata i słodycze, byłbyś szczęśliwy? - Chłopczyk zastanowił się chwilę biorąc jeden kawałek czekolady i powiedział cichutko w stronę Jaye:
- Nie. Mam to wszystko. Chciałbym, żeby mój tatuś wrócił. - Po tych słowach dziewczyna rozkleiła się na dobre i nie potrafiła przestać płakać. Chłopiec odłamał sobie większy kawałek czekolady, a resztę zostawił na ławce, mówiąc:
- Ja już muszę iść. Do widzenia.
- Do widzenia. - Szepnęła dziewczyna i włączyła telefon, żeby zadzwonić do mamy.



_______________________________

BTW. ZOSTAŁAM NAGRODĘ LIBSTER AWARD, KTÓRĄ INNY BLOGGER DAJE SWOJEMU KOLEDZE W NAGRODĘ "ZA DOBRZE WYKONANĄ PRACĘ". DZIĘKUJĘ CHOOSE-YOUR-LAST-WORDS.BLOGSPOT.COM *:

1. Skąd pomysł by pisać blog? 

Wziął się znikąd tak naprawdę. Kiedyś, gdy mi się nudziło w wakacje, zaczęłam sobie pisać jednoparty fantasy. Tak mnie wciągnęło, że w ciągu tygodnia napisałam pierwsze 10 rozdziałów, tylko nie byłam pewna, czy chce je publikować, więc leżały na dnie szuflady, aż w końcu po kilku tygodniach szykanowania postanowiłam opublikować pierwsze rozdziały i tak oto dążę teraz do końca.
2.Masz jakieś miejsce, do którego udajesz się, gdy brak Ci weny, bądź jesteś w dołku? 

BALKON bądź TARAS, gdy jest ciepło i garderoba, gdy jest zima. haha, może to dziwne miejsca, ale w garderobie jest cicho, na tarasie i balkonie także, dopóki na horyzoncie nie pojawią się rozwydrzone dzieciaki sąsiadów (:. Wtedy znikam i udaję się do garderoby haha
3.Jak i w jaki sposób ''poznałaś'' One Direction? 

Koleżanka pokazała mi filmik na którym śpiewają Torn w domu jurorskim. Zaczęłam się jarać, ale po jakimś czasie znudziło mi się ciągłe słuchanie coverów, więc odpuściłam (tak, przyznaję się). Po kilku miesiącach wpisałam w yt One Direction - z czystej ciekawości, i po raz pierwszy obejrzałam WMYB. Zakochałam się od pierwszej nuty i w sumie dzień wyjścia teledysku WMYB to dzień, kiedy zostałam Directioner (:
4.Ulubiona książka? (Jeżeli takową masz. :) )

Ulubiona książka? Hm.. Trudne pytanie, bo czytam wiele książek, ale jedną z moich ulubionych jest seria Dary Anioła Cassandry Clare, dzięki której zaczęłam jarać się fantasy. Dziękujcie Cassandrze!
5.Masz jakieś fobie? 

Boję się torów, nie o tyle boję, co nie lubię obok nich ani przez nie przechodzić. Nie lubię przejeżdżać przez tunele oraz pod mostami i boję się przejeżdżać na motorze (w sumie w samochodzie też) koło/za wielkimi tirami, wiozącymi drzewa. Tak wiem, jestem dziwna.
6.Wiążesz z pisaniem jakieś szersze plany ( np.: chciałabyś wydać książkę), czy jest to raczej Twoja odskocznia i coś dla umilenia czasu? 

Jest to raczej miła forma spędzania czasu, ale nie obraziłabym się, gdybym mogła wydać kiedyś książkę, w co bardzo, bardzo wątpię. 
7.Przykro Ci z powodu rozstania Danielle i Liama? 

LANIELLE BACK (:
8.Do którego z chłopców masz największą słabość i dlaczego? 

Niall - blondyn, niebieskie oczy, odważny, nie przejmuje się przeciwnościami losu, je wszystko co mu padnie w ręce i jest milutki - to powinno mówić samo za siebie! A! no i ten jego śmiech *.* mięęęknee.
9.Dążysz do spełnienia marzeń, wydaje Ci się to realne? 

Lubię marzyć, ale dotychczas żadne z moich marzeń się nie spełniło, bo dotyczą one przede wszystkim przyszłości. Spełnianie marzeń wydaje mi się realne tylko jeśli mocno wierzymy i próbujemy je sami spełnić. Cuda się nie zdarzają (:
10.Która pora roku oddawałaby Twój charakter najlepiej, dlaczego? 

O kurde, nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Nie mam pojęcia....
11.Twoi ulubieni artyści? Należysz do innych fandomów, prócz Directioners? 

Lubię jeszcze Three Days Grace, Coldplay, Adele, Rihanna, Justin Bieber, Nickelback, Olly Murs, ale nie należę do innych fandomów niż Directioners (:


przepraszam za wygląd tego rozdziału, blog szaleje. zdecydowanie szaleje i jest poza moją kontrolą. żyje samoistnie ):