Google+ Followers

niedziela, 24 lutego 2013

Dwadzieścia trzy.


- Jakim cudem?! – Krzyknęła Camille i rzuciła się w stronę lustra. Naciągała twarz na wszystkie strony, próbując przekonać się, że naprawdę żyje. Wciąż znajduje się wśród normalnie oddychających ludzi.
Kiedy zamknęła oczy czuła jakby znalazła się w innym świecie. Podobało jej się tam i gdyby nie fakt, że nie zdążyła się dokładnie przyjrzeć, mogła powiedzieć, że przez chwilę znajdowała się w raju. Miejscu, gdzie każdy chciał trafić po śmierci. Wszędzie widziała przyjazne twarze, a kiedy schyliła się, żeby przyjrzeć się dokładnie fioletowemu nasionku, ono nagle rozkwitło przed jej twarzą. Niebo było błękitne, bez skazy, a Słońce przyjemnie przygrzewało jej twarz. Chciała tam zostać, ale nagle zjawiła się Nathalie i za rękę przeprowadziła ją przez ciemną bramę. Widziała ból w jej oczach i w chwili, gdy przeszła przez ciemną dziurę, dziewczyna rzuciła się na ziemię i krzyczała z bólu. Pierwszy raz widziała kogokolwiek w takiej sytuacji. Czuła się dziwnie, wiedząc, że nie może nic poradzić na uczucia, które czuła Nathalie w tamtej chwili. Wpatrywała się tylko w czarnowłosą, która rzucała się po podłodze i próbowała pohamować krzyk, który próbował przedrzeć jej się przez gardło. Miała ochotę rzucić się dziewczynie w ramiona i mocno ją do siebie przytulić, ale fakt, że to ona teoretycznie ją zabiła i pobiła w holu, niezbyt zachęcał ją do tego.
     Otworzyła oczy i spojrzała za siebie. Paul opierał się o ścianę z dłońmi w kieszeniach– nie wiedział, czy może już do niej podejść. Jaye przytulała się do Samuela, który delikatnie głaskał ją po plecach, próbując powstrzymać łzy. Alec mocno przytulał do siebie płaczącą Nathalie, która zanosiła się łzami. Camille spojrzała w oczy blondyna, który patrzył na nią z nieukrywaną nienawiścią. Wtulił się w włosy dziewczyny i pocałował ją w czubek głowy. Dokładnie pamiętała ten moment, kiedy stała przy ścianie, a Paul pewny, że blondyn nie wystrzeli podszedł do niego. W kolejnej chwili czuła tylko urywający ból, który rozdzierał jej całe ciało. Czuła krew, która powoli toczyła się do rany, czuła dłoń Nathalie i słyszała jej głośny śmiech. Miała ochotę ją zamordować, ale nie mogła się ruszyć. Była przygwożdżona do ziemi i nie bardzo jej to pasowało. Pamiętała, kiedy była Upadłym Aniołem – nie czuła bólu, ani nie ruszał jej śmiech innych. Była obojętna na wszystko, nawet na ludzi, których kochała. Mogła robić co chce i nikt nie mógł jej zwrócić uwagi, nikt nie chciał tego robić. Bali się jej, a Camille się to podobało.
- Co się stało? – Nathalie spojrzała się na nią wzrokiem pełnym nienawiści i podeszła do niej z zaciśniętymi dłońmi. Twarz Nathalie znajdowała się kilka centymetrów od twarzy Camille, kiedy syknęła:
-  Masz moją cholerną nieśmiertelność, powiesz mi może, co sknociłaś?! – Camille spojrzała się zdziwiona na całe towarzystwo, szukając pomocy lub oparcia, ale najwyraźniej wszyscy pragnęli odpowiedzi. Cam spojrzała w oczy czarnowłosej i syknęła:
- Nikt ci nie kazał do mnie strzelać. Nikt ci do cholery nie kazał nawet mnie ratować! – Nathalie uderzyła ją z otwartej dłoni w twarz , na co Camille zacharczała cicho i rzuciła się w stronę dziewczyny, łapiąc ją za długie, czarne włosy. Ściągnęła ją do parteru i kopnęła w brzuch. Nathalie zapomniała, że straciła swoją siłę wraz z nieśmiertelnością. Nie miała szans w starciu z Camille, która zdobyła jej życie i trochę siły.
- Dajcie spokój! – Krzyknął Alec i odepchnął Camille od swojej przyjaciółki. Jednak blondynka nie postanowiła tego zakończyć na takim etapie. Rzuciła się w stronę czarnowłosej i uderzyła ją w twarz. Alec spojrzał zszokowany na blondynkę i położył Nathalie na sofie, podchodząc do Camille. Chwycił ją za szyję i podniósł praktycznie pod sam sufit.
- Daj. Spokój. – Syknął w jej stronę i puścił ją na ziemię. Dziewczyna zgrabnie wylądowała na ziemi i ułożyła się w pozycji bojowej. Paul podszedł do niej powoli i szepnął cicho:
- Znowu to samo. Cholera jasna, Cam. – Blondynka spojrzała mu się w oczy i wyprostowała powoli. Przytuliła się do chłopaka i cicho załkała. Jaye siedziała na kanapie z Samuelem i w ciszy przyglądała się całej sytuacji, która zdecydowanie ją przerastała. Nie potrafiła, choć może bardziej nie chciała żyć z świadomością, że wszystko co kocha i jest dla niej ważne powoli odchodzi. Bała się, że teraz, kiedy Nathalie rzekomo straciła swoją nieśmiertelność będzie chciała odejść, a razem z nią ruszy cała sfora Upadłych, bo oni nie mogą poruszać się w pojedynkę.
- Myślisz, że twoja babcia potrafi coś z tym zrobić? – Szepnęła Nathalie, wpatrując się w zapłakane oczy Jaye, która ślepo wpatrywała się w podłogę. Nie chciała wiedzieć, czy jej babcia mogła coś z tym zrobić po dzisiejszej rozmowie. Nie była nawet pewna, czy jej babcia zrobiłaby to dla niej. Przecież była tylko zwykłą kłodą rzucaną jej pod nogi, za każdym razem, gdy chce coś zrobić.
- Nie chcę wiedzieć. – Nathalie spojrzała się zszokowana na blondynkę, siedzącą wtuloną w ramię Samuela, który jakby zamknął się w swoim świecie i na nic nie zwracał uwagi. Nathalie podeszła do drobnej blondynki i chwyciła ją za bluzkę, podnosząc z kanapy. Przybliżyła się do niej i syknęła:
- Dowiesz się, bo w innym razie porozmawiamy inaczej.
- Przykro mi, Nathalie, ale możesz mi naskoczyć. Teraz jestem tak samo silna jak ty.
Nathalie prychnęła cicho i rzuciła Jaye na kanapę, wychodząc z pokoju. Głośno trzasnęła drzwiami i tyle ją wszyscy widzieli. Nikt nie zwrócił nawet na to uwagi. Wiedzieli zapewne, że ona i tak nie będzie chciała z nimi rozmawiać. Nathalie już taka była. Kiedy coś nie szło po jej myśli, po prostu odchodziła i zaszywała się samotnie w jakimś ustronnym miejscu, gdzie nikt nie potrafił jej znaleźć. Tak pewnie było i tym razem.
       Jaye spojrzała się na wszystkich w pokoju – Samuel wpatrywał się w okno, Camille stała przytulona do Paula, który mierzył wzrokiem Aleca, który stał przy ścianie z rękoma w kieszeniach. Miał niepokojąco niebezpieczny wzrok, którym wpatrywał się w Jaye. Pewnie nie spodziewał się po niej, że potrafi zawalczyć o swoje i wyrazić zdanie odmienne niż Nathalie. Pamiętał, kiedy czarnowłosa miała kompletną władzę nad wszystkimi. Potrafiła wypalić ci wnętrzności jednym ruchem, a teraz? Teraz uciekła przed problemami. Nigdy się tak nie zachowywała, przynajmniej nie okazywała swoich uczuć publicznie. Co prawda, często jej się coś nie podobało i mówiła o tym głośno, bardzo głośno, ale nigdy nie wychodziła z pokoju, trzaskając drzwiami. Najpierw wszystkich naokoło wyzywała od bandy idiotów, którymi zazwyczaj byli. Nie warto sprzeciwiać się Nathalie. Nawet jako zwykła śmiertelniczka miała rozleglejszą wiedzę na temat magii i bitew. To ona zawsze dowodziła i wcale się nie zdziwił, kiedy została głównym obiektem westchnień Erica. W końcu on pragnął kogoś, kto będzie taki sam jak on. Co prawda, Nathalie nie dosięgała do pięt Juliette, ale mogła zostać drugą ścieżką. Wyjściem awaryjnym, kiedy ludzie potrzebowali pomocy. Zgadzała się na to, ale do czasu…

- Co robisz? – Spytał blondyn i trzasnął szufladą. Nie spodziewał się jej w pokoju, nie spodziewał się nikogo, a co dopiero JEJ. Założył biały podkoszulek na siebie i spojrzał na łóżku, na którym wygodnie leżała sobie ONA. Dziewczyna uśmiechnęła się kpiąco i założyła dłonie za głowę.
- Jak widzisz, leżę. – Powiedziała czarnowłosa i rozejrzała się po pokoju, w którym panował sterylny porządek. Alec taki był w jej oczach – czysty, nienaruszony.
       Blondyn spojrzał się na dziewczynę i usiadł obok niej na złotej pościeli.
- Odeszłaś od niego? – Spytał cicho i spojrzał za okno. Słońce zachodziło za horyzontem i widać już było tylko pomarańczowe półkole. Mieszkali w Cannes niecały dwa tygodnie, a chłopak już zdążył się zakochać w tutejszym zachodzie Słońca.
- Kazał mi cię zabić. Zrobiłam to, a teraz oczekuje, że będę to robiła za każdym razem. Nie mogę tak dłużej, rozumiesz o co chodzi, prawda?- Alec spojrzał się na dziewczynę zszokowany i wstał z łóżka.
- Jak to: „zabiłaś mnie”?- Syknął w jej stronę i podszedł do drzwi, szeroko je otwierając. Nathalie zaśmiała się kpiąco i podeszła do niego, stając z nim twarzą w twarz.
- Prawda jest taka, że teraz chciałbyś mnie pocałować, jeżeli  tylko byś mógł. – Alec prychnął i wypchał dziewczynę za drzwi. Przez kilka miesięcy był oszukiwany, zakochał się w dziewczynie, która go z zimną krwią zabiła i na dodatek musi z nią mieszkać pod jednym dachem przez najbliższą wieczność.

- Camille? Jak się czujesz? – Szepnęła Jaye w stronę drobnej postury blondynki, która stała do niej tyłem. Wpatrywała się w zachodzące już Słońce i nawet nie wzdrygnęła się, kiedy usłyszała zmieszany głos swojej przyjaciółki. Zachowywała się jak robot, którego wyłączono, bo zwariował. Nie odzywała się do nikogo przez resztę dnia i za każdym razem, gdy ktoś próbował jej pomóc, zbywała go wzrokiem albo po prostu nie współpracowała. Alec jako z najmłodszych Upadłych w ich towarzystwie chciał jej pomóc, ale ona nie uważała się za jednego z nich, więc po prostu na niego nakrzyczała i wywaliła za drzwi.
      Odwróciła się szybko w stronę dziewczyny i przygwoździła ją do ściany, sycząc w jej stronę:
- Twój chłopaczek mnie zamordował, ale wiesz co? Nie mogę iść na policję, wiesz dlaczego? – Jaye przełknęła głośno ślinę i pokiwała twierdząco głową. – Nikt nie może iść na policję, bo ja do cholery, żyję!! – Jaye upadła na ziemię, gdy dziewczyna ściągnęła rękę z jej szyi. Pomasowała się delikatnie, czując jak tętno jej przyspiesza i zaczyna się lekko dusić. Odkaszlnęła głośno, a co Camille odwróciła się i spojrzała w jej zielone oczy.
- Przepraszam, Jaye. Nie chciałam. – Przytuliła się do niej, ale blondynka odskoczyła od dziewczyny i stanęła przy drzwiach.
- Nie masz prawa mnie o to obwiniać. – Camille odwróciła się do niej plecami i po chwili usłyszała głośny trzask. Zachłysnęła się łzami i usiadła  na kanapie, ukrywając twarz w dłoniach. Nigdy nie czuła się tak podle, oprócz dnia, w którym wrzucono ją pod autobus. Pamiętała ten dzień, jakby to stało się wczoraj. Widziała przystojnego chłopaka i delikatnie się do niego uśmiechnęła, w kolejnej minucie leżała pod autobusem. Co prawda od razu zauważyła czarnowłosą z pokoju, która przywróciła ją do świata żywych… Wolała umrzeć niż żyć jak Upadły Anioł, ale nie miała wyboru. Dopiero Paul, kiedy wstąpił w progi Łowców zdobył informację potrzebne do odwołania czaru. Musiała polać się krew. Camille nie mogła wytrzymać presji, którą na nią naciskali, więc gdy tylko Paul zamordował swoją matkę, uciekła. Wyprowadziła się od najbliższych, nie pożegnała się z przyjaciółmi i ruszyła zwiedzać świat. W Hiszpanii obiło jej się coś o uszy, że znaleźli dziewczynę z darem przewidywania przyszłości w Francji. Wiedziała, że babcia Jaye jest najwyższym magiem, więc podejrzewała, że dar posiada albo matka Jaye albo ona sama. Kiedy usłyszała opis dobrze wiedziała, że chodzi o jej przyjaciółkę. Spakowała się i ruszyła w małe odwiedziny. Zatrzymała się u Paula, ale tym razem napotkała także inne towarzystwo. Okazało się, że od jej ucieczki Nathalie wpadła w wir i zabijała wszystkich, którzy natknęli jej się na drogę. Poznała Emily – kobietę w czerwieni, która pomogła jej wyzbyć się negatywnych emocji.
      Kazali jej przypadkiem natknąć się na Jaye i rozpocząć rozmowę, zdobyć jej zaufanie..


- Co z nią? – Spytał Alec i upił łyk herbaty z filiżanki. Jaye zmroziła go wzrokiem i spojrzała na Nathalie, która nie odzywała się ani słowem odkąd wyszli z sypialni.
- Jesteś z siebie zadowolona? – Syknęła w stronę czarnowłosej. Dziewczyna spojrzała się na nią ślepo i po chwili odwróciła wzrok. Jej oczy były bladoniebieskie i opuchnięte, ale Jaye widziała w nich tyle bólu, że przez chwilę zrobiło jej się szkoda dziewczyny. Otrząsnęła się po chwili i podeszła do niej. Podniosła jej głowę do góry, tak, żeby móc jej spojrzeć prosto w oczy i syknęła:
- Pytam się, czy jesteś do cholery, zadowolona?! – Nathalie wstała z krzesła i popchnęła dziewczynę, tak mocno, że ta upadła na stolik obok. Czarnowłosa spojrzała się na swoje dłonie i zaśmiała się cicho. Wyciągnęła telefon z kieszeni i przyjrzała się swojej twarzy. Wory pod oczami zaczęły znikać, a jej oczy stały się ciemnoniebieskie. Jaye rzuciła się na dziewczynę, w momencie, gdy ta przeglądała się w lusterku i krzyknęła:
- Jesteś najpodlejszą osobą, jaką kiedykolwiek poznałam!
- Miło mi to słyszeć.  – Syknęła Nathalie i jednym ruchem zrzuciła ją z siebie. Zaśmiała się głośno i szepnęła:
- Nathalie Wredna Suka Level Up. Co wy na to? – Alec spojrzał się dziwnie w czarne oczy dziewczyny i przewrócił oczami. Nie wiedział co się dzieje i nie był do końca pewny, czy chce wiedzieć.

- Zgodziła się? – Spytał blondyn i usiadł obok staruszki na kanapie.
- A jak myślisz?
- Nie.
- Jaki z ciebie inteligentny człowiek, Nicholasie. Byłoby szkoda, gdybyś zmarnował swój dar tutaj. – Syknęła i wstała z kanapy, stając z nim twarzą w twarz. Położyła mu dłonie na skroniach i mocno pociągnęła  w lewo, skręcając mu kark. 







Tumblr_m682c0acho1rvf139o1_500_large

4 komentarze:

  1. NIENAWIDZĘ CIĘ.
    Dobrze wiesz, że to kocham i chyba umrę. :C Jak już ci piałam, ludziska to dziwaki bo lubią czytać tylko o 1D . -.- Nie wiedzą, co tracą. Wróć tu kiedyś, błagam.
    W ogóle, dzięki tobie poznałam Aleca i NALEC FORER. <3
    Camille mnie przeraziła, jak zaatakowała Jaye. :o "Nathalie Wredna Suka Level Up" o kurde, to było coś. Nie może do końca być taka jak wcześniej. Chcę miłą Nathalie. :>
    Jak już pisałam nienawidzę cię i chcę żebyś wróciła! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. shawty natalie ma 100% racje i zgadzam się z nią ;)
    Wracaj i pisz :)
    Rozdział nieziemski :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Brak słów jeżeli chodzi o rozdział:)
    Wracaj do nas;*
    Przepraszam, że wcześniej nie skomentowałam ale miałam zepsuty net :(

    OdpowiedzUsuń
  4. wracaj wracaj! uwielbiam twoje opowiadanie... trochę się zapuściłam w czytaniu i komentowaniu, ale mam tyle na głowie...

    OdpowiedzUsuń